Oglądasz wiadomości wyszukane dla słów: urzad pracy warszawa wilanow
·
Zamiast przylepiac rozmowcy etykietki, prosze powiedz, majac do wyboru remont Lazienek i Wilanowa lub tej kamienicy na Chmielnej, i bedac osoba decydujaca o takich rzeczach w urzedzie miasta/wojewodztwa/ministerstwie, na co dasz pieniadze?
Ja tobi nie bede przylepial etykietki ale odpowiem , ani jednej ani drugiej ani trzeciej nie dal bym ani grosza, a dla czego ?? Z prostej przyczyny nie wic w dawaniu a w umiejetnym ich wykozystaniu, na calym swiecie instytucje osoby starajace sie o dotacje z budzetu panstwa, wojewodztwa , czy gminy ( samorzadu) sa zobowiazane do przedstawienia bardzo dokladnego planu prac konserwatorskich , osob materialnie odpowiedzialnych za te prace, a takze bardzo dokladnego kosztorysu tych prac. Do puki polskie instytucje tego sie nie naucza nie naucza wlasciwie zagospodarowywac srodkow spolecznych nie dawal bym wogole.
Juz widze to swiete obozenie obroncow dziedzictwa jakto ..
odpowiem po prostu pieniadze jakie sa wydawane na konserwacje i ochrone dziedzictwa sa zle wykorzystywane nieudolnie i bez sensu, a nie ma rzeczywistego planu prac konserwatorskich systematycznego i stanowiacego pewna ciaglosc robi sie to wszystko strasznie chaotycznie. I tu tej dobry przyklad - prace konserwatorsko remontowe na zamku krolewskim w warszawie i prace konserwatorsko remontowe na zamku krolewskim na wawelu .
I w Warszawie i na Wawelu pieniedzy nie starcza na wszystko tylko ze na Wawelu powstal plan prac konserwatorsko remontowych solidny z podzialem na etapy i jest realizowany systematycznie mimo trudnosci , a w Warszawie slyszymy ze nie ma na to pieniedzy na tamto pieniedzy a tym czase w jednym miescu sie rozpoczyna prace nie konczy ale juz zaczyna nastepne o to obraz nieudolnosci i nie kompetencji .
Uczmy sie do innych solidnosci i rzetelnosci jak nie potrafimy sami tego w Warszawie bierzmy przyklad z innych, a mamy skad brac ten przyklad
ARGO
|
czesc, Szukajac pewnych informacji znalazłam oficjalne potwierdzenie na stronie: http://www.um.warszawa.pl...k_id=8823&kat=9"(...) Informacja o zamieszczeniu w publicznie dostępnym wykazie danych o wniosku Prokom Investments S.A. z dnia 09 lutego 2006r.,o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację [/glow]przedsięwzięcia polegającego na budowie ulic: - Królowej Marysieńki – bis na odcinku od ul. Płaskowickiej - bis do ul. Sobieskiego - bis, - 8 KDL (Projektowanej 9), wraz z chodnikami, oświetleniem oraz zagospodarowaniem terenu w postaci zieleni miejskiej przy ul. Przyczółkowej w Dzielnicy Wilanów m. st. Warszawy. Warszawa, 28.09.2006r. OŚ-II-WE-DŚ-AO/7624/208/17761/06 (..)' dodatkowo (..)" INFORMACJA o zamieszczeniu w publicznie dostępnym wykazie Zgodnie z art. 32 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001r. Prawo ochrony środowiska (Dz. U. z 2006 Nr 129, poz. 902), Biuro Ochrony Środowiska Urzędu m.st. Warszawy informuje, że dnia 28.09.2006r. zostały zamieszczone w publicznie dostępnym wykazie dane o wniosku Prokom Investments S.A. z dnia 09 lutego 2006r., o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia polegającego na budowie ulic: - Królowej Marysieńki – bis na odcinku od ul. Płaskowickiej - bis do ul. Sobieskiego - bis, - 8 KDL (Projektowanej 9), wraz z chodnikami, oświetleniem oraz zagospodarowaniem terenu w postaci zieleni miejskiej na działkach nr ew. 2/30 i 2/5 z obrębu 1-10-37 przy ul. Przyczółkowej w Dzielnicy Wilanów m. st. Warszawy. W związku z powyższym, zainteresowani mogą składać uwagi i wnioski w terminie 21 dni tj. od dnia 06.10.2006r do dnia 27.10.2006r., w siedzibie Biura, Plac Defilad 1, pok. 1120, w godzinach pracy Urzędu tj.: w poniedziałki w godz. 10.00 - 18.00, w pozostałe dni w godz. 8.00 - 16.00. z up. Prezydenta Główny Specjalista /------/ Anna Organiściak (...)" Reasumując, możemy skłądać wnioski dot planowanej ulicy oraz agospodarowania zielenią. jakies pomysły - wyciszenia, lub np. leżących policjantów w drodze itd ???? PS W weekend w światyni Opatrzności były jakieś uroczystości, i cała ulica Kloimczaka i nasza wjazdowa była zastawiona autokarami, nie mogłam wjechać w Sarmacką (wrrrrrrrrrrrrrr) czy oni tam nie planują jakiegos parkingu ? Pozdrawiam, małgosia
|
No toś mi zabił ćwieka.... Jakiś podatek płacę, bo jakieś pisemko z urzędu przychodzi. Chyba gruntowy, ale w tej chwili nie mogę sprawdzić. Tak czy siak nie płacę osobiście, w kasie urzędu, ino przelewam. Ty przelewasz ale jestem pewien że większość osób, a przede wszystkim staruszkowie (czyli osoby którym najtrudniej byłoby się dostać na plac Czerwca) płaci osobiście w kasie urzęduNiema znaczenia czy to gmina czy dzielnica. Napewno Piastów z 25 tysiącami mieszkańców nie zostanie osobną dzielnicą ( np. Bemowo ma ponad 100 tys. ) Jedyne rozsądne rozwiązanie to przyłączenie do dzielnicy Ursus. Dla Twojej wiadomości Rembertów ma 23 tys. mieszkańców, Wesoła 22 tys., A Wilanów 17 tys. Argument bez sensu. W ciągu ostatnich dwóch lat w urzędzie byłem może 3 razy. Ważniejsza jest komunikacja , handel itp. Jeżeli poprawi się komunukacja bez problemu dojadę te 3-5 razy w roku do urzędu.Do pracy dojeżdżam codziennie do Warszawy i żyję. Niestety nie TY jesteś pępkiem świata to że TY 3 razy na dwa lata byłeś w urzędzie nie znaczy że wszyscy chodzą tam tak rzadko, to że TY dojeżdżasz do pracy do Warszawy nie znaczy że wszyscy dojeżdżają. Więc to Twój argument jest bez sensu Oczywiście, że tak, ale również Warszawa musi nas "chcieć". Nie wiem tylko co znaczy "takie połączenie". Innej obcji chyba niema. No właśnie nie wiem czy by chciała. Połączenie to gigantyczne przedsięwzięcie organizacyjne, my jeszcze coś byśmy zyskali na tym ale Warszawa raczej nie. No może firmy tak, bo by płaciły niższe kwoty uzyskania przychodu, ale Ratusz? Jaki by mieli zysk
|
Stolica chce ujednolicić adresy internetowe Jak szybko odnaleźć oficjalną stronę internetową dzielnicy? Tylko osiem z nich ma adresy oparte na schemacie www.nazwa.waw.pl. Reszta rządzi się swoimi prawami.
Wydawać by się mogło, że najprostszym sposobem na ujednolicenie oficjalnych stron dzielnicowych jest zatem opatrzenie ich domeną waw.pl. Nie ma przeciwwskazań dla Wilanowa, Rembertowa, Śródmieścia i Ursusa - domeny te są nadal wolne. Gorzej z pozostałymi, które należą do prywatnych operatorów.
Janusz Górski jest właścicielem działających od czterech lat serwisów lokalnych www.wawer.waw.pl i www.zoliborz.waw.pl. Na jego stronie można
urzędów.
- Internauci gubią się w adresach - twierdzi. - Często przychodzą do mnie pytania kierowane do dzielnicowych urzędników. Zastrzega jednak, że nie ma zamiaru zrezygnować z dotychczasowych stron.
- Mam stałych gości, którzy moje serwisy traktują jako sąsiedzkie fora - mówi.
Dariusz Nowak-Nova z Biura Promocji Miasta, odpowiedzialny za wizerunek miasta w sieci, proponuje więc inne rozwiązanie: - Rozpoczęliśmy procedurę odzyskiwania domeny warszawa.pl. Na niej ma się rozwijać ujednolicony system nazewnictwa miejskich serwisów - tłumaczy.
Na razie na takim schemacie funkcjonują witryny kulturalna.warszawa.pl i zdrowa.warszawa.pl oraz dzielnic Wawer, Ursus i Śródmieście.
- Zaproponowałem dzielnicom uczestnictwo w strukturze portalu na podobnych zasadach, na jakich budowane są serwisy tematyczne - mówi. Odzew jest jednak niewielki, tylko Ursus rozpoczął prace nad wejściem w ten system.
Jak podkreśla Dariusz Nowak-Nova, ujednolicenie adresów i grafiki stron nie naraża miasta na dodatkowe koszty. Są na to pieniądze w budżecie przeznaczonym na promocję Warszawy. Dzielnicowi urzędnicy musieliby wykazać się większą inicjatywą, by nadążyć za wzmożonym zainteresowaniem mieszkańców Internetem.
Anna Brzezińska
Dzielnice w Internecie: Bemowo - www.bemowo.waw.pl Białołęka - www.bialoleka.waw.pl Bielany - www.bielany.waw.pl Mokotów - www.mokotow.waw.pl Ochota - www.urzadochota.waw.pl Praga Płd. - www.pragapld.waw.pl Praga Pn. - www.praga-pn.waw.pl Rembertów - www.warszawarembertow.pl Śródmieście - www.srodmiescie.warszawa.pl Targówek - www.targowek.waw.pl Ursus - www.ursus.warszawa.pl Ursynów - www.ursynow.waw.pl Wawer - www.wawer.warszawa.pl Wesoła - www.wesola.waw.pl Wilanów - www.wilanow.pl Włochy - www.ud-wlochy.waw.pl Wola - www.wola.waw.pl Żoliborz - www.zoliborz.org.pl
Zainteresowanie portalem Wirtualna Stolica (www.um.warszawa.pl), na której znajdują się m.in. linki do dzielnic: - ilość odwiedzin w miesiącu 120 - 160 tys. - ilość odsłon w miesiącu 700 - 800 tys. (w styczniu aż 912 tys.)
|
Autostrada przez Ursynów Władze miasta zgodziły się na drogę szybkiego ruchu w stolicy
W 2010 roku przez Ursynów przebiegnie autostrada. Ruch będzie się odbywał w dwukilometrowym tunelu wzdłuż ul. Płaskowickiej. Porozumienie między samorządem i rządem w tej sprawie jest już przesądzone.
Mamy przełom w sprawie przebiegu przez Warszawę autostrady A2 biegnącej na osi wschód-zachód. Po miesiącach twardego "nie" urzędu miasta Warszawy dla jakichkolwiek rozmów z rządem na temat budowy arterii przez Ursynów miasto wreszcie zmiękło. - Nie chcemy drogi, która byłaby uciążliwa dla warszawiaków.
Jesteśmy jednak skłonni zaakceptować budowę przedłużenia autostrady A2 z Ursusa przez Włochy i Ursynów, pod warunkiem, że samochody będą jeździć w tunelu - deklaruje Andrzej Urbański, wiceprezydent Warszawy zajmujący się drogami. - Nie chcemy też, by formalnie była to autostrada, ale droga ekspresowa. Zdaniem Wojciecha Dąbrowskiego, szefa mazowieckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która za rządowe pieniądze będzie budować autostradę A2 w okolicach Warszawy, jest to rozsądna propozycja.
- Autostrada jest potrzebna stolicy, bo dzięki niej ruch ciężarowy i tranzytowy ruch osobowy w centrum stanie się znacznie mniejszy. Warszawiakom będzie się jeździć po mieście łatwiej niż teraz - tłumaczy Wojciech Dąbrowski. Samorząd i rząd rozpoczynają właśnie szczegółowe rozmowy na temat tej inwestycji. Najprawdopodobniej prace ruszą pod koniec przyszłego roku. Autostrada A2 dobiegnie z okolic Poznania do stolicy najpóźniej w 2008 roku, ale jest mało możliwe, by do tego czasu powstał tunel przez Ursynów. Będzie on gotowy około 2010 roku. Zgoda Warszawy i GDDKiA powinna ucieszyć kierowców, ale na pewno nie cieszy ekologów protestujących przeciw przepuszczeniu arterii przez południe miasta.
- Nawet jeśli powstanie tunel, to i tak potężnych uciążliwości dla mieszkańców nie da się uniknąć. Zorganizujemy duże protesty - zapowiada Danuta Cesarska, prezes Stowarzyszenia "Ekologiczny Ursynów" . - Ta droga będzie zabójstwem dla miasta, szczególnie dla Włoch, Wilanowa i Wawra. Trzeba uniemożliwić jej budowę. Autostrada powinna powstać w okolicach Góry Kalwarii - dodaje Cesarska. Eksperci nie zgadzają się jednak z argumentami ekologów. - Budowa autostrady w okolicach Góry Kalwarii, czyli kilkanaście kilometrów od granicy Warszawy, to zły pomysł - przekonuje Jan Rutkiewicz, szef Biura Planowania Rozwoju Warszawy. - Takich rzeczy nie robi się nigdzie w Europie. Autostrada jest potrzebna znacznie bliżej i nie zmienią tego żadne protesty.
Data: 2004-03-29
MARCIN HADAJ
Ze swojej strony dodam NARESZCIE tylko szkoda że przez tych idiotów cała inwestycja załapie kilka lat opóźnienia przez co dłużej będziemy jeździć po zakorkowanych ulicach. Pozdrawiam Marcin
|
http://www.gddkia.gov.pl/...17c230878c87a47GDDKiA i władze Warszawy wspólnie na rzecz obwodnic Współ praca instytucjonalna Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy w sprawie budowy tzw. Warszawskiego Węzła Drogowego to efekt spotkania przedstawicieli władz centralnych i władz miejskich stolicy, które odbyło się w środę 16 sierpnia br., w siedzibie GDDKiA. W trakcie spotkania zaprezentowano plany przebiegu dróg ekspresowych wokół Warszawy, które docelowo wyprowadzają ruch tranzytowy ze stolicy oraz ułatwią poruszanie się w obrębie miasta. Zapoznano się ze stanem zaawansowania prac na poszczególnych odcinkach, jak też omawiano problemy, które na tych odcinkach powstają. Szczególny nacisk położono na możliwości współ pracy miedzy GDDKiA i Urzędem Miasta Stołecznego Warszawy w kwestii sprawnego i spójnego realizowania poszczególnych etapów inwestycji. Wspólnie potwierdzono wagę całego przedsięwzięcia, bez którego – zgodnie z przeprowadzonymi prognozami (tzw. wariant zerowy) - stolica w 2025 roku zostałaby całkowicie sparaliżowana. W związku z tym kontynuowane będzie praca wspólnego zespołu powołanego przez władze miejskie i GDDKiA, którego zadaniem jest współ praca nad jak najsprawniejszym przebiegiem przygotowania i realizacji warszawskich inwestycji, szczególnie nad wspólnym zabieganiem o niezbędne dokumenty i opinie innych instytucji. Przypomniano również, że warunkiem dobrej komunikacji w Warszawie jest - oprócz dróg - integracja innych środków transportu miejskiego, w tym komunikacji publicznej, kolei itd. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zobowiązała się do przygotowania notatki, w której przedstawione będą najpilniejsze potrzeby i problemy, w których rozwiązaniu potrzebna jest pomoc innych władz i współdziałanie na różnych szczeblach. W spotkaniu wzięli udział Minister Transportu Jerzy Polaczek, wiceministrowie Piotr Stomma i Barbara Kondrat, p.o. Prezydenta Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz, p.o. Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad Zbigniew Kotlarek, dyrektor warszawskiego oddziału GDDKiA Wojciech Dąbrowski. 16-08-2006 ----------------------------- http://www.zw.com.pl/apps...1&news_id=93116Marcinkiewicz poznał drogowe plany Przedłużenie autostrady A2 przez Warszawę na pewno pobiegnie przez Ursynów. Kazimierz Marcinkiewicz nie sprzeciwi się planom rządu. Sieć obwodnic oplatających miasto, nowy most na Wiśle i tunel pod Ursynowem – to inwestycyjne zamierzenia rządowej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Warszawie do 2017 roku. Wczoraj poznał je dokładnie Kazimierz Marcinkiewicz, p.o. prezydenta Warszawy. Na specjalnym spotkaniu GDDKiA z władzami Warszawy przedstawił je Wojciech Dąbrowski, szef warszawskiego oddziału GDDKiA, który będzie budował wygodne trasy wokół miasta. Chociaż – jak wynika z naszych informacji – Ratusz w pełni zgodził się z zamierzeniami rządu, to oficjalnie ani władze Warszawy, ani Generalna Dyrekcja nie chciały wczoraj komentować wyników spotkania. – Mamy zielone światło. Nie będzie żadnych protestów miasta – ocenia jeden z szefów GDDKiA. Robert Szaniawski, rzecznik p.o. prezydenta Marcinkiewicza, przyznaje, że dzisiaj jest za wcześnie, by ostatecznie stwierdzić, czy miastu wszystkie plany rządu są na rękę. – Spotkanie miało charakter czysto informacyjny. Chcieliśmy dowiedzieć się, jak Generalna Dyrekcja wyobraża sobie realizację poszczególnych inwestycji drogowych – ocenia Szaniawski. Nieoficjalnie jednak w Ratuszu mówi się, że plany GDDKiA są dobre. A co dokładnie zakładają? Przede wszystkim budowę Południowej Obwodnicy Warszawy, czyli trasy z Konotopy na zachodzie miasta przez Ursus, Włochy, Ursynów, Wilanów i Wawer (razem z nowym mostem), drogę łączącą Konotopę z Trasą AK (przez Bemowo) oraz Wschodnią Obwodnicę Warszawy, czyli połączenie nowej przelotówki przez Ursynów z okolicami Marek na północnym wschodzie Warszawy (m.in. przez Rembertów). Za te trasy będzie płacił rząd. Łączny koszt wszystkich inwestycji to ok. siedmiu mld zł. Mają powstać najpóźniej do 2017 r. 2006-08-17 MHAD
|
http://miasta.gazeta.pl/w...62,4659856.htmlAutobusy na małe ulice i nowe ceny biletów Jarosław Osowski 2007-11-10, ostatnia aktualizacja 2007-11-10 10:31 Prezentacja nowych autobusów - przed minibusem Solina wymalowanym w żółto-czerwone kolory Warszawy stoi Hanna Gronkiewicz-Waltz i Leszek Ruta dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Fot. Bartosz Bobkowski / AG http://bi.gazeta.pl/im/7/4660/z4660247Z.jpgMinibusy marki Solina i midibusy Jelcze, które zaczną jeździć wąskimi ulicami pozbawionymi dziś komunikacji, zaprezentowała w piątek przed ratuszem Hanna Gronkiewicz-Waltz. I pierwszy raz oficjalnie zapowiedziała, że w przyszłym roku pasażerów czekają podwyżki cen biletów przy okazji zmiany systemu taryfowego Pierwszy z nich już w najbliższych dniach wyruszy na ul. Dudziarską za Olszynką Grochowską. Mieszkają tu niezamożni ludzie, którzy od lat nie mogli się doprosić komunikacji miejskiej. Do najbliższego przystanka muszą chodzić kilometr na przełaj przez tory kolejowe. Teraz Zarząd Transportu Miejskiego chce tam puścić nową linię 137. Krótki autobus najpierw będzie kursować na Gocławek lub do ronda przy Korkowej, a kiedy do Warszawy dotrą kolejne, ich trasa wydłuży się do Wiatracznej. W piątek szef Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta podpisał umowę z firmą Mobilis, która wiosną sprowadzi 30 dziewięciometrowych Jelczy (dla 60 pasażerów) i 20 Solin z silnikiem mercedesa i 45 miejscami. Pierwsze nie mają schodów w obu drzwiach, drugie - tylko w tylnych. - Ale mam sterownik do obniżania podłogi, ręcznie mogę też wysunąć rampę, żeby można było wjechać do środka wózkiem - pokazywał Wiesław Rachwalski, kierowca, który przyjechał z fabryki w Sanoku na piątkową prezentację przed ratuszem. Obie marki są też wyposażone w klimatyzację, kamery dla bezpieczeństwa pasażerów, ekologiczne silniki i głosowe zapowiadanie przystanków. - To niewielkie autobusy, ale skierujemy je tam, gdzie jeździ niewielu pasażerów. Zależy nam, by rozszerzyć zasięg komunikacji o osiedla, które jej nie mają. Mam nadzieję, że dzięki temu ich mieszkańcy zrezygnują z jeżdżenia samochodami - mówiła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz i wymieniła ulice, które obejmie komunikacja minibusowa. Oprócz Dudziarskiej będą to: • Włodarzewska na Ochocie • Kwitnąca i Księżycowa na Chomiczówce • Osmańczyka, Obrońców Tobruku i Księcia Bolesława na Bemowie • Szeligowska do granicy miasta na Jelonkach • Baletowa i Krasnopolska w zielonej części Ursynowa • Sprawna i Aluzyjna między Nowodworami a Dąbrówką Wiślaną • Cieślewskich na Białołęce • Izbicka i Zagórzańska w Radości • Borków i Juhasów w Wawrze • połączenie Kępy Zawadowskiej na Wilanowie z Kępą Okrzeską w Konstancinie-Jeziornej. ZTM skieruje na te ulice nowe linie, ale małe autobusy puści też na trasy obecnych mało wykorzystywanych np. 196, 198 i 305. W jakiej kolejności? - To zależy od urzędów dzielnic, które muszą przygotować przystanki i zdjąć z niektórych ulic garby - mówi Andrzej Franków odpowiedzialny w ZTM za układanie tras. Za każdy kilometr przejechany przez soliny ZTM zapłaci Mobilisowi 3,61 zł, a przez jelcze - 3,82 zł. Dla porównania stawka Miejskich Zakładów Autobusowych wynosi ok. 6,5 zł. Dziś w godzinach szczytu kursuje niespełna 1400 autobusów. Miasto chce, żeby ta liczba stopniowo rosła. "Gazeta" spytała, skąd ratusz weźmie na to pieniądze. I Hanna Gronkiewicz-Waltz po raz pierwszy oficjalnie potwierdziła, że szykowana jest zmiana cen biletów. - Nie chcę jednak mówić o podwyżce. Być może będzie ona dla tych, którzy przyjeżdżają do Warszawy i kupują bilety jednorazowe. Mieszkańców dojeżdżających codziennie do szkoły i pracy będziemy się starali przed podwyżką chronić. Chcemy uprościć i zreformować system biletowy według najlepszych wzorów. Planujemy np. bilety czasowe. Przypominam, że ceny biletów nie zmieniały się od 2001 r. Warszawa od dłuższego czasu dopłaca do nich najwięcej ze wszystkich polskich miast - powiedziała pani prezydent. Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
|
Z Życia (Warszawy) wzięte:
Nie oddadzą nagród!
Tylko nieliczni samorządowcy chcą zrezygnować z wysokich premii
Najpierw był krzyk, że Warszawa bankrutuje. Teraz są nagrody, których samorządowcy nie chcą oddać do pustej kasy. Okazało się, że wszyscy siedzą "po godzinach", tracą w urzędach zdrowie... Mam bezwzględne poczucie, że nagroda mi się należy - mówi dobitnie Jacek Skiba, wiceburmistrz Wilanowa, rekomendowany przez PiS. - Ciężko pracuję, nadzorując inwestycje. Wspieram cele charytatywne, ale całej nagrody nie oddam.
Praca w urzędzie nieraz wiąże się z uszczerbkiem na zdrowiu - dodaje. Przypomnijmy, że władze miasta przeznaczyły 5 mln zł na nagrody dla zarządów dzielnic oraz urzędników. I tak burmistrzowie dzielnic mają dostać po 6 tys. zł, a ich zastępcy - po 5. Na nagrody mogą też liczyć wiceprezydenci miasta (10 tys. zł). Wczoraj usiłowaliśmy znaleźć samorządowca, który zrzekłby się nagrody. Bezskutecznie. Jedynie Jerzy Smoczyński, burmistrz Białołęki ("Gospodarność"), powiedział, że na nagrodzie specjalnie mu nie zależy. - Na razie nie dostałem tych pieniędzy - mówi Smoczyński. - Ale nie wykluczam, że ich nie przyjmę. W poprzednich latach nigdy nie brałem nagród, chociaż Białołęka zawsze należała do najlepiej rozwijających się gmin w Polsce - dodaje. Problemu z wzięciem nagrody nie ma Sławomir Potapowicz, wiceburmistrz Pragi Południe (PO). - Jeżeli ją w ogóle dostanę, to nie oddam - mówi szczerze. - Dzielnica ma masę problemów. To nie jest tak, że burmistrzowie siedzą i piją wodę sodową. Ja nigdy nie wychodzę z urzędu o godz. 16 - podkreśla. Pieniądze weźmie także burmistrz Śródmieścia Jarosław Zieliński. - Nie oddam - powiedział nam lakonicznie za pośrednictwem swojego asystenta. Nagrodę najprawdopodobniej przyjmie także Jacek Jopowicz (PO), wiceburmistrz Włoch, który w zarządzie dzielnicy zasiada od niespełna trzech miesięcy. - Zaskoczyła mnie pani tym pytaniem. A może pani by oddała swoją pensję? Na przykład na budowę gimnazjum? - dopytywał. - Nie wiem, co zrobię. Muszę się zastanowić - uciął.
Dodatkowe pieniądze przyjmie także wiceprezydent stolicy Władysław Stasiak. - Nagrody to standard w administracji publicznej - uzasadnia. - Ale w sytuacji kryzysowej, kiedy trzeba będzie np. kupić worki przeciwpowodziowe, pieniądze oddam - mówi. Nie udało nam się ustalić, na co przeznaczyłby nagrodę odpowiedzialny za budżet miasta wiceprezydent Sławomir Skrzypek, który jeszcze w styczniu mówił o katastrofalnym stanie finansów stolicy. Wbrew obietnicom sekretarki nie skontaktował się z nami.
Na skromne nagrody (1500 zł) mogą też liczyć urzędnicy, których jest w stolicy blisko 4800. - Wytykanie nam tych pieniędzy jest niesprawiedliwe - mówi jedna z dzielnicowych urzędniczek. - Pracujemy w ogromnym chaosie, bez statutu. A mieszkaniec musi być rzetelnie obsłużony. Teraz pracy mamy dużo więcej niż kiedyś. I w tym bałaganie siedzimy nierzadko po dziesięć godzin dziennie - podkreśla urzędniczka.
Data: 2003-08-14
ANETA GAWROŃSKA
|
Drodzy sąsiedzi! Sprawa ul. Kazachskiej jest trochę bardziej skomplikowana niż nam się dotychczas wydawało. Na szczęście tylko trochę... Oto informacje, które uzyskałem podczas drugiej rozmowy z Panią Simoną z Biura Kultury Miasta Warszawy:
- okazało się, że Dzielnica Wilanów zaproponowała dwie lokalizacje ul. Kazachskiej:
a) pierwsza, negatywnie zaopiniowana przez zespół nazewnictwa miejskiego, działający przy Biurze Kultury Miasta Warszawy (o czym pisałem wczoraj) dotyczyła przedłużenia ul. Królowej Marysieńki w stronę ul. Obornickiej (rzeczywiście, na mapie Wilanowa dokładnie widać, że ul. Królowej Marysieńki odbija w którymś momencie od Kosiarzy i skręca w stronę Wisły dochodząc do ul. Obornickiej; podobno kawałek ulicy K.M. nie został nazwany i miano go nazwać ul. Kazachska); b) druga, która czeka na opinię zespołu nazewnictwa miejskiego ma zostać zaopiniowana jeszcze w listopadzie, ale zgodnie z tym, co twierdzi Pani Simona z Biura Kultury spotka ją ten sam los, co lokalizację nr 1 (głównie ze względu na to, że nazwa zupełnie nie pasuje do okolicy; podobno proponowano jeszcze Saską Kępę lub Stegny, gdzie występują ulice z nazwami państw, ale tam nie ma już bezimiennej drogi...); przyjrzałem się dokładnie mapie: do Al. Wilanowskiej dochodzi ul. Kosiarzy, a nie ul. K.M., więc nie mam zielonego pojęcia skąd się wziął pomysł na nazwę ul. K.M. bis jako przedłużenie ul. K.M. po drugiej stronie Al. Wilanowskiej; to już raczej ul. Kosiarzy bis, ale to brzmi gorzej niż ul. Kazachska
- jak się rozwinie “projekt Kazachska”? czeka na głosowanie w Radzie Warszawy; głosowanie to odbędzie się najprawdobodobniej jeszcze w listopadzie, wcześniej będzie obradowała komisja Kultury i Promocji, która ma zaopiniować pomysł z ul. Kazachską; obradować będzie również podkomisja ds. nazw ulic ; na posiedzeniach wszystkich wymienionych wyżej ciał (komisji, podkomisji oraz samej Rady Warszawy) mamy prawo się pojawić, mamy prawo zaprotestować i przedstawić swoją propozycję; dodatkowo poradzono mi, abyśmy złożyli w Radzie Warszawy pisemny protest (kopię przesłać do Urzędu dzielnicy Wilanów) oraz naszą propozycję; pismo napiszę, zamieszczę na forum i poddam druzgocącej krytyce potem oczywiście prześlę pod wskazany przez p. Simonę adres;
- plan działań jest następujący:
a) wybieramy na forum nazwę ulicy, b) piszemy protest do Rady Warszawy, c) pojawiamy się (oczywiście kto będzie mógł) na posiedzeniach trzech w.w. ciał samorządowych, d) Rada Warszawy akceptuje naszą propozycję i już w 2008 r. (wersja optymistyczna) wracając z pracy, skręcamy z Al. Wilanowskiej w prawo w ul. Wiedeńską, Nowy Świat, Producentów Marchewek, Dzianiny (to moje nieoficjalne propozycje ) lub inną.
- z kraju i ze świata: podobno planowana ul. (???), w każdym razie ta, przy której będziemy mieszkać, uzyskała status ulicy gminnej, a więc publicznej; w związku z tym właściciel gruntów nie będzie mógł nie zgodzić się na uchwaloną przez Radę Warszawy nazwę ulicy; tu rodzi się pytanie: kto jest właścicielem gruntu, na którym ma być wybudowana nasza ulica? Wie ktoś? W każdym razie tym bym się nie martwił, mamy mieć bowiem wpływ na tę nazwę i myślę, że warto tę szansę wykorzystać. Wszak w Warszawie jest jeszcze wiele ambasad państw, które nie mają jeszcze nazwy ulicy w Warszawie, np. taka Serbia i Czarnogóra albo Białoruś
Pozdrawiam
M.
|
Małe autobusy na małe ulice i nowe ceny biletów Jarosław Osowski2007-11-10, ostatnia aktualizacja 2007-11-09 18:48
Minibusy marki Solina i midibusy Jelcze, które zaczną jeździć wąskimi ulicami pozbawionymi dziś komunikacji, zaprezentowała w piątek przed ratuszem Hanna Gronkiewicz-Waltz. I pierwszy raz oficjalnie zapowiedziała, że w przyszłym roku pasażerów czekają podwyżki cen biletów przy okazji zmiany systemu taryfowego Pierwszy z nich już w najbliższych dniach wyruszy na ul. Dudziarską za Olszynką Grochowską. Mieszkają tu niezamożni ludzie, którzy od lat nie mogli się doprosić komunikacji miejskiej. Do najbliższego przystanka muszą chodzić kilometr na przełaj przez tory kolejowe. Teraz Zarząd Transportu Miejskiego chce tam puścić nową linię 137. Krótki autobus najpierw będzie kursować na Gocławek lub do ronda przy Korkowej, a kiedy do Warszawy dotrą kolejne, ich trasa wydłuży się do Wiatracznej.
W piątek szef Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta podpisał umowę z firmą Mobilis, która wiosną sprowadzi 30 dziewięciometrowych Jelczy (dla 60 pasażerów) i 20 Solin z silnikiem mercedesa i 45 miejscami. Pierwsze nie mają schodów w obu drzwiach, drugie - tylko w tylnych. - Ale mam sterownik do obniżania podłogi, ręcznie mogę też wysunąć rampę, żeby można było wjechać do środka wózkiem - pokazywał Wiesław Rachwalski, kierowca, który przyjechał z fabryki w Sanoku na piątkową prezentację przed ratuszem. Obie marki są też wyposażone w klimatyzację, kamery dla bezpieczeństwa pasażerów, ekologiczne silniki i głosowe zapowiadanie przystanków.
- To niewielkie autobusy, ale skierujemy je tam, gdzie jeździ niewielu pasażerów. Zależy nam, by rozszerzyć zasięg komunikacji o osiedla, które jej nie mają. Mam nadzieję, że dzięki temu ich mieszkańcy zrezygnują z jeżdżenia samochodami - mówiła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz i wymieniła ulice, które obejmie komunikacja minibusowa. Oprócz Dudziarskiej będą to: • Włodarzewska na Ochocie • Kwitnąca i Księżycowa na Chomiczówce • Osmańczyka, Obrońców Tobruku i Księcia Bolesława na Bemowie • Szeligowska do granicy miasta na Jelonkach • Baletowa i Krasnopolska w zielonej części Ursynowa • Sprawna i Aluzyjna między Nowodworami a Dąbrówką Wiślaną • Cieślewskich na Białołęce • Izbicka i Zagórzańska w Radości • Borków i Juhasów w Wawrze • połączenie Kępy Zawadowskiej na Wilanowie z Kępą Okrzeską w Konstancinie-Jeziornej.
ZTM skieruje na te ulice nowe linie, ale małe autobusy puści też na trasy obecnych mało wykorzystywanych np. 196, 198 i 305. W jakiej kolejności? - To zależy od urzędów dzielnic, które muszą przygotować przystanki i zdjąć z niektórych ulic garby - mówi Andrzej Franków odpowiedzialny w ZTM za układanie tras.
Za każdy kilometr przejechany przez soliny ZTM zapłaci Mobilisowi 3,61 zł, a przez jelcze - 3,82 zł. Dla porównania stawka Miejskich Zakładów Autobusowych wynosi ok. 6,5 zł.
Dziś w godzinach szczytu kursuje niespełna 1400 autobusów. Miasto chce, żeby ta liczba stopniowo rosła. "Gazeta" spytała, skąd ratusz weźmie na to pieniądze. I Hanna Gronkiewicz-Waltz po raz pierwszy oficjalnie potwierdziła, że szykowana jest zmiana cen biletów. - Nie chcę jednak mówić o podwyżce. Być może będzie ona dla tych, którzy przyjeżdżają do Warszawy i kupują bilety jednorazowe. Mieszkańców dojeżdżających codziennie do szkoły i pracy będziemy się starali przed podwyżką chronić. Chcemy uprościć i zreformować system biletowy według najlepszych wzorów. Planujemy np. bilety czasowe. Przypominam, że ceny biletów nie zmieniały się od 2001 r. Warszawa od dłuższego czasu dopłaca do nich najwięcej ze wszystkich polskich miast - powiedziała pani prezydent.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna 137 Dudziarska - Rondo Dziada ciekawe, ciekawe
|
Ile planów zagospodarowania mają miasta Aneta Gawrońska 16-12-2007, ostatnia aktualizacja 17-12-2007 12:30
13 proc. Krakowa i Poznania, prawie 16 proc. Łodzi i niemal 20 proc. Szczecina – takie powierzchnie miast są pokryte planami zagospodarowania przestrzennego. Dużo lepiej wypadają Lublin i Gdańsk, które mają plany odpowiednio dla 44 i 57 proc. powierzchni
Resort infrastruktury zastanawia się tymczasem nad częściowym zastąpieniem planów zagospodarowania prostszymi procedurami.
Minister Olgierd Dziekoński ocenia, że proces budowlany można uprościć poprzez wprowadzenie planów urbanistycznych. Dla terenów nieobjętych jeszcze planami zagospodarowania inwestor mógłby opracować swoisty miniplan, przedstawić gminie i budować po jego zatwierdzeniu. Musiałby być jednak zgodny z urbanistycznymi standardami.
(...)
Warszawa: lepsze i gorsze dzielnice
Stolica jest pokryta planami w 17,1 proc. Najwięcej planów mają dzielnice Wilanów, Żoliborz, Targówek. Jak informują przedstawiciele stołecznego magistratu, w każdej z tych dzielnic pokryto planami ponad 50 proc. powierzchni.
– Największe znaczenie mają plany otoczenia PKiN, tzw. Dworca Południowego (w rejonie skrzyżowania ul. Puławskiej, al. Wilanowskiej i Niepodległości), Żoliborza historycznego, Saskiej Kępy – wyliczają urzędnicy.
W toku jest kolejnych 140 procedur planistycznych, które docelowo powinny pokryć dodatkowe ponad 30 proc. powierzchni miasta. Wg harmonogramów wszystkie powinny zostać uchwalone do końca 2010 roku.
(...) Jakie powierzchnie miast są pokryte planami zagospodarowania (w proc.)
- Gdańsk: 57,0 - Lublin: 43,7 - Wrocław: 32,0 - Szczecin: 19,9 - Katowice: 15,8 - Warszawa: 17,1 - Łódź: 15,8 - Poznań: 13,7 - Kraków: 13,0 źródło: urzędy miast Pomysły resortu infrastruktury na uproszczenie procesu budowlanego
- decyzje o warunkach zabudowy mogłyby zostać zastąpione tzw. zgodami urbanistycznymi w formule miniplanów
- miniplan opisywałby dany obszar, możliwości jego zagospodarowania, uwzględniając obowiązujące standardy oraz kontekst otoczenia (istniejące i projektowane budynki, np. szkoły, biurowce, apartamentowce itp.)
- miniplany miałyby być konsultowane społecznie – każdy zainteresowany mógłby zgłosić swój sprzeciw. Przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy nie ma takiej możliwości
- plany urbanistyczne mogliby opracowywać sami inwestorzy (deweloperzy oraz osoby budujące dom samodzielnie), powierzając prace urbanistom
- plan przedstawiony przez inwestora musiałaby zatwierdzić gmina
- po zatwierdzeniu planu inwestor nie musiałby już starać się o pozwolenie na budowę Źródło: Rzeczpospolita Nieruchomości, cały artykuł (z informacjami dotyczącymi pozostałych miast) http://www.rp.pl/artykul/77279.html
|
EURO 2012 Kupcy ze stadionu idą na bruk
Najpierw szok, później rozczarowanie i gniew - kupcy usłyszeli wczoraj w ratuszu, że 30 czerwca Jarmark Europa zostanie zamknięty. - To ostateczna decyzja - mówią twardo urzędnicy Z końcem czerwca Damisowi, prowadzącemu bazar na Stadionie Dziesięciolecia, po 18 latach wygasa umowa dzierżawy terenu. Kupcy byli jednak pewni, że będą mogli handlować przynajmniej do końca roku. Takie zapewnienia padały z Centralnego Ośrodka Sportu zarządzającego 30-hektarowym gruntem. COS obiecywał kupcom tzw. umowy pomostowe do czasu rozpoczęcia budowy nowego stadionu na Euro 2012.
Koniec handlu na stadionie
Wczoraj przedstawiciele dwóch stowarzyszeń skupiających ponad 4 tysiące handlarzy ze stadionu przyszli do ratusza rozmawiać o zastępczych lokalizacjach dla bazaru. Na spotkaniu za zamkniętymi drzwiami usłyszeli od wicedyrektora COS Tadeusza Mamińskiego, że umowa nie zostanie przedłużona.
- Bazar musi zniknąć jak najszybciej. Z tego powodu nie przewidujemy podpisywania z kupcami nowych umów. Jeszcze w tym roku planujemy rozpocząć rozbiórkę obiektu podbudowę Narodowego Centrum Sportu - tłumaczył po wyjściu z sali. Nie chciał komentować wcześniejszych obietnic.
Przedstawiciele kupców byli w szoku. -Dwa miesiące na wyprowadzkę to za mało. Przecież prace i tak nie zaczną się już w lipcu -denerwowała się Lucyna Kwiatek ze Stowarzyszenia Kupców Stadion. - Dlaczego z dnia na dzień wyrzucają nas na bruk?
Przed urzędem na Miodowej na wyniki rozmów czekała grupa kupców ze stadionu. Przyjęli hiobowe wieści ze zdumieniem i gniewem. -Zainwestowałam pieniądze. Mam już kupiony towar na letni sezon, bo myślałam, że będę mogła pracować przynajmniej do jesieni -krzyczała Danuta Gryz, handlująca ubraniami.
Przeprowadzka donikąd
Na spotkaniu miasto przedstawiło kupcom pięć nowych propozycji terenów, gdzie mógłby się przenieść Jarmark Europa: na Bielanach, we Włochach i w Wilanowie oraz dwie działki w Białołęce. Wiceprezydent Andrzej Jakubiak przypomniał też, że kupcy od kilku miesięcy powinni być przygotowani na opuszczenie stadionu. O likwidacji bazaru mówiła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz już podczas kampanii.
Kupcy nie chcą jednak zaakceptować żadnej lokalizacji. Nie podoba im się także wcześniejsza propozycja na Koziej Górce obok stacji kolejowej Olszynka Grochowska. Zainteresowanie wzbudziła jedynie działka przy Dworcu Wschodnim. Ale ona należy do PKP, które mają już swoje plany. - Chcemy przebudować dworzec na poziomie europejskim. Nie planujemy w okolicy handlu bazarowego - mówi dyrektor Biura Nieruchomości Strategicznych PKP Paweł Olczyk.
Kupcy nie ukrywają, że najchętniej przenieśliby się do obiektów wokół nowego stadionu.
- O żadnych centrach handlowych nie może być mowy - twierdzi Mamiński. - Jednak jeśli w konkursie na koncepcję zabudowy terenu pojawi się handel, rozważymy taką ewentualność - zapowiada.
Kupcy idą na wojnę
Kupcy mają nadzieję, że przynajmniej na kilka miesięcy uda im się obronić swoje miejsca pracy. W środę idą na spotkanie do COS na Torwarze. Zapowiadają pikietę. -Przegraliśmy dopiero pierwszą potyczkę. Przed nami jeszcze wojna-mobilizował wczoraj kupców wiceprezes drugiego ze stadionowych stowarzyszeń, Polskiego Klubu Gospodarczego, Cezary Bunkiewicz.
Dziś o pikiecie pod Torwarem będą informować przez stadionowy radiowęzeł. - Jak będzie trzeba, to wyjdziemy na ulicę. Ze stadionu żyje kilkadziesiąt tysięcy osób -odgrażają się kupcy.
Damis, mimo że popiera kupców, zapowiada działanie zgodnie z prawem. Spółka nie chce konfliktów z miastem, liczy, że będzie administrować targowiskiem, na które zostaną przeniesieni kupcy. - 1 lipca nie wpuścimy handlujących na bazar. Liczę, że miasto nam w tym pomoże -mówi Bogdan Tomaszewski, prezes Damisu.
Ratusz nie chce się jednak angażować w przepychanki z kupcami.
- Nie jesteśmy stroną w konflikcie, możemy tylko zaproponować kupcom inną lokalizację -tłumaczy wiceprezydent Jakubiak. MONIKA GÓRECKA-CZURYŁŁO, MACIEJ SZCZEPANIUK Cztery lata na zakończenie inwestycji
kwiecień 2007 - miasto wydaje warunki zabudowy dla Narodowego Centrum Sportu
maj 2007 - COS, będący inwestorem, ogłasza konkurs na koncepcję zabudowy terenu
jesień 2007 - zwycięska pracownia zaczyna projektowanie;rusza rozbiórka Stadionu Dziesięciolecia
2008/2009 - wybór wykonawcy piłkarskiej areny i początek budowy, jeśli odwołania nie storpedują przetargu
2011 - zakończenie budowy Stadionu Narodowego
|
Polityka wkracza do Muzeum Narodowego Monika Rosmanowska2008-08-11, ostatnia aktualizacja 2008-08-11 19:34
Nie muzealnicy, a politycy i urzędnicy zdominowali nową Radę Muzeum Narodowego w Kielcach. - Nie jest dobrze, gdy zasiada w niej zbyt wielu polityków. Instytucje kultury łatwo jest zniszczyć, a polityka jest brutalna - mówi członkini rady.
Nowa, 10-osobowa rada na pierwszym posiedzeniu zbierze się we wtorek. Przy stole zasiądą m.in. Józef Żurek, przewodniczący komisji edukacji, kultury i sportu sejmiku z PO, Marcin Perz, członek zarządu województwa z PiS-u, Piotr Mrugała, dyrektor Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Ostrowcu Świętokrzyskim z PiS-u, oraz prof. Adam Massalski, prezes Kieleckiego Towarzystwa Naukowego, senator PiS-u. W radzie są też Krzysztof Tworogowski, dyrektor wydziału kultury, turystyki i promocji miasta, oraz Janusz Knap, prezes Radia Kielce. Środowisko muzealne, poza politykiem Piotrem Mrugałą, który muzeum zarządza od roku, reprezentują Zofia Gołubiew z Muzeum Narodowego w Krakowie i Alojzy Oborny, historyk sztuki i były dyrektor Muzeum Narodowego w Kielcach.
Obecna rada, w odróżnieniu od poprzedniej, w zdecydowanej większości składa się z ludzi z regionu, a jedynymi reprezentantami spoza są właśnie Gołubiew oraz Rafał Abratański z Domu Maklerskiego IDMSA z Krakowa. W radzie ubiegłej kadencji, również niepozbawionej polityków, zasiadali dyrektorzy placówek kulturalnych z różnych miast, m.in. z Warszawy i Łodzi.
- Od lat do rad delegowani są politycy. Obecna również w znacznej mierze jest ciałem politycznym, a jedynymi osobami merytorycznymi na dobrą sprawę są dyrektor z Krakowa, Alojzy Oborny, i Elżbieta Chodkiewicz-Przypkowska z Kieleckiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki - zwraca uwagę nasz rozmówca. - Niepokoić może też fakt, że właśnie z tej rady dwie osoby zostaną oddelegowane do komisji konkursowej, która we wrześniu wyłoni nowego dyrektora muzeum. Ich rola może być decydująca - dodaje.
Obecnego składu rady broni Lech Janiszewski, członek zarządu województwa świętokrzyskiego. - Przedstawicieli do rady delegowały tak różne środowiska, że nie dopatrywałbym się tu zamierzonego działania. Nawet jeżeli kilku jej członków jest politykami, to jest to przypadek. Jestem też przekonany, że nie kwestie polityczne, a merytoryczne zdominują dyskusje rady - zapewnia.
Zdaniem muzealników idealna rada to taka, w której zasiadają fachowcy związani z działalnością muzeum, a więc historycy, historycy sztuki, archeolodzy. - To również co najmniej jeden dyrektor bratniej instytucji, który doskonale orientuje się w pracy muzeum, ekonomista, prawnik lub ktoś z dobrą znajomością prawa, informatyk bądź specjalista od dygitalizacji, jeżeli chcemy, by muzea były coraz nowocześniejsze, oraz specjalista w dziedzinie architektury - wylicza Zofia Gołubiew. Dyrektor zaznacza, że nie jest dobrze, gdy w radzie zasiada zbyt wielu polityków. - Instytucje kultury łatwo jest zranić, zniszczyć, a polityka jest brutalna - mówi.
Rada złożona z fachowców działa m.in. przy Pałacu w Wilanowie. W jej skład wchodzą naukowcy z PAN, przedstawiciele uniwersytetu, historycy sztuki. Dodatkowo radę w Muzeum Narodowym w Warszawie minister kultury zastąpił radą powierniczą i przekazał jej swoje kompetencje. Skupia ona m.in. prof. Jacka Lohmana, p.o. dyrektora Muzeum Londyńskiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Hannę Krall czy Andę Rottenberg.
- Rada powiernicza to jest przyszłość. Spokojnie tego typu ciałami można zastępować rady muzeów. Nie są one wówczas tylko doradcami, ale odpowiadają również za budżet i pozyskiwanie środków dla placówki - mówi Jacek Kowalczyk, dyrektor departamentu promocji, edukacji, kultury, sportu i turystyki urzędu marszałkowskiego.
Rada muzeum
To ciało społeczne powoływane przez ministra kultury na cztery lata. Swoich kandydatów zgłaszają tam m.in. ministerstwo, władze miasta i województwa oraz stowarzyszenia. Zakres działania i kompetencje rady określa ustawa o muzeach - m.in. nadzoruje i ocenia działalność muzeum, a także zatwierdza roczny plan działalności wraz z planem finansowym oraz sprawozdanie z działalności placówki.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
|
Budowę mgławicowej linii tramwajowej do Piaseczna forsuje mieszkający w jej sąsiedztwie urzędnik stołecznego ratusza. W środę jego syn ma zostać przewodniczącym rady tego miasta
Ośmiokilometrowy odcinek torów tramwajowych wzdłuż Puławskiej okazał się największą sensacją na liście przedsięwzięć, które władze Warszawy chcą realizować w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego. Jeśli znajdą inwestora, ten wyłoży pieniądze, a ratusz będzie mu je zwracał przez kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt lat. W "Gazecie" krytykowaliśmy, że linia do Piaseczna nie figuruje w żadnym planie, kolidowałaby z wiaduktami i skrzyżowaniami po drodze. W dodatku teren przewidywany pod zajezdnię poprzedni rząd oddał zakonnikom, którzy go sprzedali.
Mimo to od wielu lat inwestycji sprzyja w warszawskim ratuszu Stanisław Szweycer. Do pracy ściągnęła go w 2003 r. ekipa PiS. Został wtedy szefem nowo utworzonego biura komunikacji, stanął na czele kilku urzędników, którzy dublowali kompetencje Zarządu Transportu Miejskiego. Teraz Szweycer jest wicedyrektorem biura drogownictwa i komunikacji. Wczoraj jego sekretarka odesłała nas do biura prasowego ratusza. - Pan dyrektor rzeczywiście energicznie zajmował się projektem linii tramwajowej do Piaseczna - potwierdził Marcin Ochmański.
"Gazeta" dowiaduje się, że Stanisław Szweycer mieszka w Józefosławiu, obok Puławskiej - między Warszawą a Piasecznem. Ogłoszenie listy inwestycji z linią tramwajową do tego miasta zbiega się zaś z przesileniem w radzie gminy. Lokalna prasa informowała, że dziś jej przewodniczącym ma zostać syn warszawskiego urzędnika Michał Szweycer (PO), społeczny asystent marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, 25-latek, najmłodszy samorządowiec w gminie i - jak słychać w Piasecznie - "z szansami na dużą karierę polityczną, jeśli wykaże się na polu lokalnym".
- Wszystko to zbieg okoliczności. Nie lobbowałem za tramwajem u władz Warszawy, ten pomysł powstał grubo przed tym, jak ja zacząłem pracować w samorządzie - zapewnia. - Popieram go tak samo jak radni innych klubów. Jeden z kolegów z PiS używał tramwaju jako sloganu wyborczego. To nie jest też inwestycja mojego ojca, wygrała przecież konkurs na najlepszy projekt partnerstwa publiczno-prywatnego - dowodzi Michał Szweycer.
O ile jednak radny ma pełne prawo zabiegać o rozwój swojej gminy, to Stanisław Szweycer powinien przede wszystkim dbać o interesy miasta, dla którego pracuje. Tymczasem linia do Piaseczna wyprzedziła przygotowania do budowy o wiele bardziej potrzebnej w Warszawie linii tramwajowej do Wilanowa (wzdłuż ul. Goworka, Spacerowej i Sobieskiego). Według Ochmańskiego pierwsza będzie poligonem doświadczalnym dla drugiej.
- Linia do Piaseczna to bzdura - mówi Maria Bernacka-Rheims, radna powiatu piaseczyńskiego. Jej zdaniem budowa nigdy nie dojdzie do skutku, chodzi tylko o zbijanie punktów politycznych albo nabijanie portfeli firmom doradczym. - Koncepcji rozwiązań komunikacyjnych mamy już całe szafy. Teraz będą wywalali pieniądze na kolejne analizy - przewiduje.
I ma rację, bo Marcin Ochmański przyznaje: - Najpierw zlecimy analizę popytową.
Taka już jednak istnieje. Przeprowadzono prognozy ruchu, z których wynika, że do 2015 r. w godzinie szczytu między Piasecznem a Warszawą tramwajami podróżowałoby 5,6 tys. osób. Koszt budowy oszacowano na 360-550 mln zł. Analizy wykazały też, że linia nie miałaby szans utrzymać się z wpływów biletowych i samorząd musiałby do niej dopłacać.
Zdaniem radnego Szweycera tramwaje powinny dojeżdżać w rejon skrzyżowania Puławskiej i Energetycznej. To obrzeża Piaseczna, największe osiedla w tym mieście są oddalone ok. 1,5 km. - Ale to przyszłe centrum. Tu jest planowana nowa galeria handlowa, urząd skarbowy. Na terenie dawnej zajezdni też może powstać obiekt usługowy, w interesie jego inwestora byłoby zmieszczenie pętli tramwajowej tuż obok jego sklepów - przekonuje Michał Szweycer.
Maria Bernacka-Rheims: - To dla kogo my tę linię właściwie budujemy? Bo na pewno nie dla mieszkańców Piaseczna. Jak dla mnie ten Szweycer to Słowik bis. Nawet jeśli powstanie ta linia tramwajowa to co?I tak Józefosław będzie biadolił,że nie ma czym do niego dojechać i będą nadal jeździć samochodzikami do Warszawy.
|
Autobusy na małe ulice i nowe ceny biletów
Minibusy marki Solina i midibusy Jelcze, które zaczną jeździć wąskimi ulicami pozbawionymi dziś komunikacji, zaprezentowała w piątek przed ratuszem Hanna Gronkiewicz-Waltz. I pierwszy raz oficjalnie zapowiedziała, że w przyszłym roku pasażerów czekają podwyżki cen biletów przy okazji zmiany systemu taryfowego
Pierwszy z nich już w najbliższych dniach wyruszy na ul. Dudziarską za Olszynką Grochowską. Mieszkają tu niezamożni ludzie, którzy od lat nie mogli się doprosić komunikacji miejskiej. Do najbliższego przystanka muszą chodzić kilometr na przełaj przez tory kolejowe. Teraz Zarząd Transportu Miejskiego chce tam puścić nową linię 137. Krótki autobus najpierw będzie kursować na Gocławek lub do ronda przy Korkowej, a kiedy do Warszawy dotrą kolejne, ich trasa wydłuży się do Wiatracznej.
W piątek szef Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta podpisał umowę z firmą Mobilis, która wiosną sprowadzi 30 dziewięciometrowych Jelczy (dla 60 pasażerów) i 20 Solin z silnikiem mercedesa i 45 miejscami. Pierwsze nie mają schodów w obu drzwiach, drugie - tylko w tylnych. - Ale mam sterownik do obniżania podłogi, ręcznie mogę też wysunąć rampę, żeby można było wjechać do środka wózkiem - pokazywał Wiesław Rachwalski, kierowca, który przyjechał z fabryki w Sanoku na piątkową prezentację przed ratuszem. Obie marki są też wyposażone w klimatyzację, kamery dla bezpieczeństwa pasażerów, ekologiczne silniki i głosowe zapowiadanie przystanków.
- To niewielkie autobusy, ale skierujemy je tam, gdzie jeździ niewielu pasażerów. Zależy nam, by rozszerzyć zasięg komunikacji o osiedla, które jej nie mają. Mam nadzieję, że dzięki temu ich mieszkańcy zrezygnują z jeżdżenia samochodami - mówiła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz i wymieniła ulice, które obejmie komunikacja minibusowa. Oprócz Dudziarskiej będą to: • Włodarzewska na Ochocie • Kwitnąca i Księżycowa na Chomiczówce • Osmańczyka, Obrońców Tobruku i Księcia Bolesława na Bemowie • Szeligowska do granicy miasta na Jelonkach • Baletowa i Krasnopolska w zielonej części Ursynowa • Sprawna i Aluzyjna między Nowodworami a Dąbrówką Wiślaną • Cieślewskich na Białołęce • Izbicka i Zagórzańska w Radości • Borków i Juhasów w Wawrze • połączenie Kępy Zawadowskiej na Wilanowie z Kępą Okrzeską w Konstancinie-Jeziornej.
ZTM skieruje na te ulice nowe linie, ale małe autobusy puści też na trasy obecnych mało wykorzystywanych np. 196, 198 i 305. W jakiej kolejności? - To zależy od urzędów dzielnic, które muszą przygotować przystanki i zdjąć z niektórych ulic garby - mówi Andrzej Franków odpowiedzialny w ZTM za układanie tras.
Za każdy kilometr przejechany przez soliny ZTM zapłaci Mobilisowi 3,61 zł, a przez jelcze - 3,82 zł. Dla porównania stawka Miejskich Zakładów Autobusowych wynosi ok. 6,5 zł.
Dziś w godzinach szczytu kursuje niespełna 1400 autobusów. Miasto chce, żeby ta liczba stopniowo rosła. "Gazeta" spytała, skąd ratusz weźmie na to pieniądze. I Hanna Gronkiewicz-Waltz po raz pierwszy oficjalnie potwierdziła, że szykowana jest zmiana cen biletów. - Nie chcę jednak mówić o podwyżce. Być może będzie ona dla tych, którzy przyjeżdżają do Warszawy i kupują bilety jednorazowe. Mieszkańców dojeżdżających codziennie do szkoły i pracy będziemy się starali przed podwyżką chronić. Chcemy uprościć i zreformować system biletowy według najlepszych wzorów. Planujemy np. bilety czasowe. Przypominam, że ceny biletów nie zmieniały się od 2001 r. Warszawa od dłuższego czasu dopłaca do nich najwięcej ze wszystkich polskich miast - powiedziała pani prezydent.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
|
Republika kolesi z PiS-u Gdańsk rozdawał karty w stołecznych urzędach i placówkach Prawo i Sprawiedliwość szło do władzy w Warszawie z hasłami odpolitycznienia urzędów i rozpędzenia republiki kolesi. Tymczasem w stolicy trwa rozdawanie stanowisk dla "zaufanych". Jak w soczewce proceder ten skupia Ośrodek Sportu i Rekreacji przy ulicy Potockiej. Wszystkiemu przygląda się prezydent Lech Kaczyński. To jego zaufany współpracownik z Gdańska Andrzej Jaworski pośredniczył w załatwianiu posad ludziom z Pomorza, byłego wyborczego okręgu Kaczyńskiego. Zaczęło się od dyrektora Wszystko zaczęło się 20 września 2004 r., gdy dyrektor miejskiego biura sportu Andrzej Piłka mianował szefem OSiR Rafała Gorzkowskiego. Nie minął nawet miesiąc, gdy nowy dyrektor rozpoczął obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi. Na początek jako p.o. zastępcy dyrektora został Cezary Karwowski, bliski znajomy posła Prawa i Sprawiedliwości Mariusza Kamińskiego. Wkrótce w OSiR pojawiły się osoby związane z gdańskim PiS, którego szefem był prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Już w październiku doradcą Gorzkowskiego został Paweł Jaworski, który jest bratem Andrzeja Jaworskiego. Znaleziono też pracę dla działaczki pomorskiego PiS z Tczewa Anny Janowskiej. Przeniosła się do stolicy z małym dzieckiem i została sekretarką. Do życiorysu dołączyła list polecający radnej Sejmiku Województwa Pomorskiego Hanny Foltyn-Kubickiej. Paweł Jaworski i Anna Janowska to nie jedyne osoby, które zawdzięczają posady Andrzejowi Jaworskiemu. Dzięki jego wstawiennictwu w stołecznym Ratuszu zatrudniony został na stanowisku dyrektora biura informacji i promocji miasta gdański działacz LPR Adam R. Andrzej Jaworski, którego spytaliśmy, czy pomógł Adamowi R. w karierze, nie zaprzeczył ani nie potwierdził. Tymczasem stołeczna kariera R. zakończyła się, gdy oskarżono go o przyjęcie łapówki. Został zwolniony. Polecili za krajana Wówczas rozpoczęła się pozorna czystka kadrowa. Z OSiR zwolniono Pawła Jaworskiego i i Annę Janowską. - Proszę się zastanowić, jak silnie jest umocowany politycznie Gorzkowski, skoro nikt nie może mu nic zrobić. Ja wiem, że to było załatwiane u samego szefa (tak w PiS mówi się o prezydencie Kaczyńskim - przyp. autora) - zdradza nam jeden z działaczy PiS. - Anna Janowska została przyjęta na okres próbny na miesiąc, w celu prowadzenia sekretariatu OSiR Żoliborz. Po tym okresie umowa nie została przedłużona ze względu na negatywną ocenę pracy - tłumaczy pisemnie dyrektor. Wtóruje mu Andrzej Piłka: - Nikt nie pracuje przy Potockiej dzięki koneksjom politycznym - mówi. I dodaje, że w OSiR wszystko jest w porządku. Innego zdania jest burmistrz Żoliborza Wojciech Dąbrowski. - Formalnie ośrodek podlega urzędowi miasta. O sprawach personalnych nie chcę się wypowiadać. Przyznam jedynie, że to, co się dzieje przy Potockiej, chwały dzielnicy nie przynosi - stwierdza. Inni na stołkach W Warszawie schronienie znalazła też Małgorzata Bartyzel, członek rady politycznej PiS. Była pełnomocnikiem prezydenta Łodzi do spraw kultury. Kiedy straciła tę funkcję, pracę dostała w Wilanowie. Jest naczelnikiem wydziału kultury. To nie koniec. Jesienią 2004 roku dyrektorem Zarządu Domów Komunalnych w Śródmieściu został Krzysztof Gerbszt. Jest on członkiem rady politycznej PiS, tak samo jak Olga Johann, która jest szefową Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej podległej miastu. Z powołania prezydenta miasta kierownikiem urzędu stanu cywilnego był przez ostatnie pół roku członek PiS Jacek Sasin. Za jego kierownictwa zaniechano udzielania ślubów w soboty. Od tygodnia Sasin nie jest już kierownikiem USC. Teraz jest wiceburmistrzem Śródmieścia. Oskar Berezowski To Nie my, To Piłka Miało być Idealnie Data: 2005-02-03 wsp. MOL, AJ VIDE: dzisiejszę "Życie Warszawy" http://www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=11&news_id=57039
|
Republika kolesi z PiS-u Gdańsk rozdawał karty w stołecznych urzędach i placówkach Prawo i Sprawiedliwość szło do władzy w Warszawie z hasłami odpolitycznienia urzędów i rozpędzenia republiki kolesi. Tymczasem w stolicy trwa rozdawanie stanowisk dla "zaufanych". Jak w soczewce proceder ten skupia Ośrodek Sportu i Rekreacji przy ulicy Potockiej. Wszystkiemu przygląda się prezydent Lech Kaczyński. To jego zaufany współpracownik z Gdańska Andrzej Jaworski pośredniczył w załatwianiu posad ludziom z Pomorza, byłego wyborczego okręgu Kaczyńskiego. Zaczęło się od dyrektora Wszystko zaczęło się 20 września 2004 r., gdy dyrektor miejskiego biura sportu Andrzej Piłka mianował szefem OSiR Rafała Gorzkowskiego. Nie minął nawet miesiąc, gdy nowy dyrektor rozpoczął obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi. Na początek jako p.o. zastępcy dyrektora został Cezary Karwowski, bliski znajomy posła Prawa i Sprawiedliwości Mariusza Kamińskiego. Wkrótce w OSiR pojawiły się osoby związane z gdańskim PiS, którego szefem był prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Już w październiku doradcą Gorzkowskiego został Paweł Jaworski, który jest bratem Andrzeja Jaworskiego. Znaleziono też pracę dla działaczki pomorskiego PiS z Tczewa Anny Janowskiej. Przeniosła się do stolicy z małym dzieckiem i została sekretarką. Do życiorysu dołączyła list polecający radnej Sejmiku Województwa Pomorskiego Hanny Foltyn-Kubickiej. Paweł Jaworski i Anna Janowska to nie jedyne osoby, które zawdzięczają posady Andrzejowi Jaworskiemu. Dzięki jego wstawiennictwu w stołecznym Ratuszu zatrudniony został na stanowisku dyrektora biura informacji i promocji miasta gdański działacz LPR Adam R. Andrzej Jaworski, którego spytaliśmy, czy pomógł Adamowi R. w karierze, nie zaprzeczył ani nie potwierdził. Tymczasem stołeczna kariera R. zakończyła się, gdy oskarżono go o przyjęcie łapówki. Został zwolniony. Polecili za krajana Wówczas rozpoczęła się pozorna czystka kadrowa. Z OSiR zwolniono Pawła Jaworskiego i i Annę Janowską. - Proszę się zastanowić, jak silnie jest umocowany politycznie Gorzkowski, skoro nikt nie może mu nic zrobić. Ja wiem, że to było załatwiane u samego szefa (tak w PiS mówi się o prezydencie Kaczyńskim - przyp. autora) - zdradza nam jeden z działaczy PiS. - Anna Janowska została przyjęta na okres próbny na miesiąc, w celu prowadzenia sekretariatu OSiR Żoliborz. Po tym okresie umowa nie została przedłużona ze względu na negatywną ocenę pracy - tłumaczy pisemnie dyrektor. Wtóruje mu Andrzej Piłka: - Nikt nie pracuje przy Potockiej dzięki koneksjom politycznym - mówi. I dodaje, że w OSiR wszystko jest w porządku. Innego zdania jest burmistrz Żoliborza Wojciech Dąbrowski. - Formalnie ośrodek podlega urzędowi miasta. O sprawach personalnych nie chcę się wypowiadać. Przyznam jedynie, że to, co się dzieje przy Potockiej, chwały dzielnicy nie przynosi - stwierdza. Inni na stołkach W Warszawie schronienie znalazła też Małgorzata Bartyzel, członek rady politycznej PiS. Była pełnomocnikiem prezydenta Łodzi do spraw kultury. Kiedy straciła tę funkcję, pracę dostała w Wilanowie. Jest naczelnikiem wydziału kultury. To nie koniec. Jesienią 2004 roku dyrektorem Zarządu Domów Komunalnych w Śródmieściu został Krzysztof Gerbszt. Jest on członkiem rady politycznej PiS, tak samo jak Olga Johann, która jest szefową Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej podległej miastu. Z powołania prezydenta miasta kierownikiem urzędu stanu cywilnego był przez ostatnie pół roku członek PiS Jacek Sasin. Za jego kierownictwa zaniechano udzielania ślubów w soboty. Od tygodnia Sasin nie jest już kierownikiem USC. Teraz jest wiceburmistrzem Śródmieścia. Oskar Berezowski To Nie my, To Piłka Miało być Idealnie Data: 2005-02-03 wsp. MOL, AJ VIDE: dzisiejszę "Życie Warszawy" http://www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=11&news_id=57039
|
Postanowiłem napisać kilka zdań w związku ze zdumiewającymi wydarzeniami oraz ich uciążliwymi konsekwencjami, dotykających niemałą grupę mieszkańców, których okna wychodzą na ulicę pomiędzy apteką, a nowootwartym salonem kosmetycznym.
Parę dni temu podczas spaceru ze zdumieniem odkryłem, że hałaśliwe prace wykończeniowe w sąsiednim mieszkaniu posunęły się…. do wybicia dziury w zewnętrznej (!!!!) ścianie budynku i wstawienia w nie drzwi od ulicy, co jednoznacznie świadczy o przekształceniu mieszkania w lokal gospodarczy. Można to sobie obejrzeć przy wyjściu klatki schodowej znajdującej się pomiędzy wspomnianą wcześniej apteką, a salonem kosmetycznym. Po prostu pewnego dnia właściciel MIESZKANIA wyciął w ścianie od ulicy płyty z piaskowca, styropian i wstawił tam przeszklone drzwi zewnętrzne do LOKALU GOSPODARCZEGO (nawiasem mówiąc kompletnie nie pasujące do wszystkich innych, jakie zamontowano na osiedlu). Jak tak dalej pójdzie to będę musiał przepraszać, że swoim istnieniem utrudniam działalność gospodarczą tym, że MIESZKAM W MIESZKANIU.
Tym sposobem moje mieszkanie na parterze zostało otoczone przez lokale gospodarcze, co zupełnie nie zgadza się z informacjami, jakie otrzymałem od dewelopera w chwili, w której kupowałem mieszkanie. Nie wiedziałem, że tak błyskawiczne przekształcenie mieszkania w lokal jest możliwe, skoro posadzenie paru roslinek na patio wymaga zgody wspólnoty, projektów i masy czasu.
Nagabywana o tę sprawę administracja poinformowała mnie, że oczywiście i jak zawsze jest bezradna, ponieważ zgodę na zamianę mieszkania na lokal gospodarczy wydał właśnie deweloper, a zrobił to jeszcze przed powstaniem wspólnoty. Pirelli zrobiło mnie więc w konia, nie jestem zresztą pierwszym wystawionym do wiatru przez tę prawdomówną firmę. W konia robi więc nie tylko wspólnotę, tak jak z numerkami, ale i poszczególnych mieszkańców. Ciekawe ile takich kwiatków jeszcze wypłynie na zasadzie: „ale przecież wszystko zostało uzgodnione z Pirelli”
Tymczasem okna moje i moich szanownych Sąsiadów z wyższych pięter wychodzą bezpośrednio na chodnik przy którym znajdują się miejsca parkingowe. Łatwo się domysleć, że będą one dosyć intensywnie wykorzystywane przez klientów lokali gospodarczych, które opanowały parter. Już teraz jest to uciążliwe ponieważ samochody parkujące tyłem do budynku (co jest sprzeczne z prawem) z odległości 3 metrów puszczają „spalinowe bąki” prosto w nasze okna (spaliny oczywiście wędrują do góry, odświeżając np. pokoje dziecinne na wszyskich piętrach). Samochody parkujące przodem do budynku świecą natomiast prosto w okna mojej sypialni i gabinetu. Nie będę się rozwodził nad finezją dźwięków tuż za oknem, które jednak czasami trzeba otworzyć.
Wspólnie z sąsiadami z „naszego pionu” pomyśleliśmy więc, by wspólnie z władzami Wilanowa, zlikwidować tę niewielką część parkingu, która tak daje w kość (pomiędzy latarniami ulicznymi na odcinku pomiędzy parkingiem przy aptece, a parkingiem przy salonie kosmetycznym). Podczas spotkania z gminnymi urzędnikami wyszło przy okazji na jaw, że Pirelli… przekazało drogę gminie, tyle, że gmina nic o tym nie wiedziała!. Uśmiejecie się, kiedy Wam powiem jak. Otóż przynieśli do urzędu pudło z dokumentami i je postawili na podłodze. Urząd de facto dopiero od nas dowiedział się, że jest włascicielem drogi i parkingu. Domyślili się, że deweloper zrobił tak zapewnie umyślnie, bo na wszelki wypadek przejęcie drogi przez gminę przeforsował też w radzie Warszawy, aby gmina nie miała możliwości wyboru. Teraz więc gmina ma problem niezadowolonych mieszkańców. Ale wilanowscy urzędnicy są bardzo „pro-mieszkańcowi” i już na pierwszym spotkaniu zadeklarowali, że kłopotliwe miejsca parkingowe będą do likwidacji. Zwłaszcza, że zgodnie z przepisami budowlanymi odległość takiej liczby miejsc parkingowych od okien mieszkań na parterze powinna wynosić 10 m, a wynosi…3 metry. Pirelli nieźle się postarało, by tak ponaciągać przepisy, żeby nadzór budowlany to łyknął. Interpretatorzy przepisów mieli co robić.
Pozbieraliśmy już spor podpisów w ramach inicjatywy likwidacji części parkingu pod naszą sypialnią oraz pokojami dzieci sąsiadów z wyższych pięter. Jeśli ktoś z Was chce przyłączyć się do akcji, zapraszamy do składania podpisów pod wnioskiem, który od jutra będzie w pomieszczeniu ochrony.
Wydaje mi się, że takie działanie odciąży naszą administrację, która jest zapewne zajęta wysyłaniem kolejnych pism w sprawie numerków do prawniczych killerów dewelopera.
Ola&Sy
P.S. W załączniku znajdziecie tekst wniosku, który będzie do podpisu w pokoju ochrony.
|
Dramat. A wygladalo na to ze akurat calosci koncepcji zabudowy tego terenu ma sens. Jak zwykle realizacja zawodzi. Niedlugo sie okaze ze przez "nas" caly Wilanow utraci swoj klimacik, albo nabierze nowego. pozdrawiam Tomek http://miasta.gazeta.pl/w...62,3746498.htmlWilanów tonie w szlamie Tomasz Urzykowski2006-11-21, ostatnia aktualizacja 2006-11-20 23:01 Alarm dla królewskiej rezydencji. Południowy kraniec Jeziora Wilanowskiego zamienił się w cuchnące bagno. Z pobliskich budów na Polach Wilanowskich spływa do niego gęsty muł Fot. Jerzy Gumowski / AG Cuchnący muł, który oszpecił Wilanówwięcej zdjęć Dziwne zjawisko zauważył fotograf "Gazety" Jerzy Gumowski, który specjalizuje się w zdjęciach lotniczych. Lecąc paralotnią nad Wilanowem, dostrzegł na jeziorze nowe wyspy. Pojawiły się przy ujściu Potoku Służewieckiego. Gdy wczoraj poszliśmy nad brzeg jeziora, okazało się, że to nie wyspy, ale przyniesiony przez wody potoku muł, który wypełnił zakole zbiornika. Od gęstej brei rozchodzi się fetor ścieków. - To porażające! - oburzył się Paweł Jaskanis, dyrektor Muzeum Pałacu w Wilanowie. Jezioro Wilanowskie ma wyjątkową wartość. Jest częścią założenia parkowego przy pałacu. Co więcej, na jego przeciwległym brzegu rozciąga się rezerwat przyrody Morysin. W zaroślach żerują czaple. Mimo to Potokiem Służewieckim płyną tu cuchnące nieczystości, a wiosną dodatkowo sól z odśnieżanych ulic. Pracownicy muzeum mówią, że w jeziorze znajduje się cała tablica Mendelejewa. Pokazali nam wyniki badań z 2002 r. Już wtedy poziom chlorków przekroczony był trzykrotnie. Rok temu woda nagle zmieniła kolor na niebiesko-zielony, bo Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej spuściło do potoku płyn, którym sprawdza szczelność grzejników. Toksyczna substancja zabiła ryby. Na wniosek Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa sprawa ponownie trafiła do prokuratury. Skąd jednak wziął się muł? Wszystkie tropy prowadzą na Pola Wilanowskie, gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają nowe osiedla. Z głębokich wykopów pod przyszłe domy robotnicy wypompowują hektolitry wody ze szlamem. Prawdopodobnie to właśnie ona trafia do potoku. - Nikt tego nie kontroluje, a przecież takie inwestycje muszą mieć opinie i pozwolenia wodno-prawne. Potok jest "wybetonowany" odpadami z placu budowy. Taki jest efekt braku chęci do myślenia i działania ze strony miasta i wojewody - stwierdził Paweł Jaskanis. Co na to miejskie Biuro Ochrony Środowiska? Nic. - Wody płynące są państwowe, a nie miejskie - usłyszeliśmy. Z ratusza odesłano nas do Urzędu Marszałkowskiego. Tu wodami płynącymi zajmuje się Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych. Ale zanieczyszczeniem potoku i jeziora raczej się nie zajmie. "(...) Pana pytanie powinno być skierowane do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, które odpowiada za gospodarkę ściekową. Urząd Marszałkowski odpowiada za przepływ wody (uregulowanie przepustowości). Są to dwie osobne rzeczy" - napisała w liście do "Gazety" rzeczniczka urzędu Marta Milewska. - Brak mi słów. Cała nasza praca, by przyciągnąć nad jezioro warszawiaków i turystów idzie na marne. Po co budowaliśmy przystań dla łódek? Nad śmierdzący ściek nikt nie przyjdzie - załamuje ręce Maciej Steppa, zajmujący się w muzeum promocją.
|
[...] A jak polak pojedzie na Ukraine to kupuje glownie gorzale.
^^^^^ z poprzedniego Twojego postu:
| (...) jedna z pan przygotowujacych posilki byla polka i ona mowila | do kolezanek po polsku | U tych polakow jak przeczytalem ukrainska nazwe
więc słuchaj, p. Marceli, ze względu na znaczenie WIELKĄ LITERĄ piszemy: - nazwy mieszkańców krajów, np. Polka (obywatelka państwa), Szwajcar (obywatel Szwajcarii), Rosjanin, Słowak, Argentyńczyk, Greczynka, Meksykanin (obywatel państwa), Rzymianin (obywatel państwa), Czeszka, Ukrainka;
ale: polka (taniec), szwajcar (odźwierny), meksykanin (mieszkaniec miasta Meksyk), rzymianin (mieszkaniec miasta Rzym);
- nazwy mieszkańców części świata, np. Afrykanin, Amerykanka, Australijczyk, Azjata, Europejczyk;
ponadto:
- imiona i nazwiska ludzi, np. Marceli, Jan Kochanowski, Jacek Soplica, Zagłoba, Horacy, Wergiliusz, Achilles, Hektor, George Orwell, Blaise Pascal, Ola, Baśka, Janek, Dudek, Małysz, Kozioł, Marzec, Tokarz;
- imiona własne zwierząt i drzew, np. Burek, Azor, Kicia, Sunia, Bartek, Baublis, Dewajtis;
- imiona własne bogów oraz jednostkowych istot mitologicznych, np. Jowisz, Mars, Zeus, Allach, Światowid, Wisznu, Hades, Artemida, Pegaz, Cerber, Sfinks, Atena, Syzyf, Apollo, Prometeusz;
- przydomki, pseudonimy i przezwiska ludzi, np. - jednowyrazowe: Belfer, Krzywousty, Menzurka, Rębajło, Sabał, Sierotka, Szary, Śmieszek, Warneńczyk, Kolumb, - wielowyrazowe: Bolesław Prus, Paweł Jasienica, Dziewica Orleańska, Lwie Serce, Janko Muzykant, Pola Negri, Janko z Czarnkowa, Jan bez Ziemi, Grzegorz z Sanoka, Franciszek z Asyżu;
- nazwy członków narodów, ras i szczepów, np. Żyd (członek narodu), Murzyn (człowiek rasy czarnej), Papuas, Słowianin, Masaj, ale: żyd (wyznawca judaizmu), murzyn (ktoś wykonujący za kogoś jakąś pracę);
- nazwy mieszkańców terenów geograficznych, np. regionów, krain, prowincji: Kurp, Bawarczyk, Ślązaczka, Kaszub, Katalonka, Pomorzanin, Krakowianka (mieszkanka Krakowskiego), Łowiczanin (mieszkaniec Łowickiego);
- nazwy dynastii, np. Piastowie, Jagiellonowie, Burbonowie, Hohenzollernowie, Romanowowie;
- przymiotniki dzierżawcze (odpowiadające na pytanie czyj?) utworzone od imion własnych za pomocą przysrostków -ów, -owy, -in, -yn, -owski, np. "Psałterz Dawidów", wieczór Mickiewiczowski, styl Sienkiewiczowski, Pałac Kazimierzowski, dramat Szekspirowski, Sabałowe gadki, Zosina chusta;
- nazwy świąt i dni świątecznych, np. Nowy Rok, Boże Narodzenie, Gwiazdka, Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Nauczyciela, Wielkanoc, Wielki Tydzień, Boże Ciało, Zaduszki, Zielone Świątki, 3 Maja, Święto Niepodległości;
- tytuły czasopism i cykli wydawniczych oraz nazwy wydawnictw seryjnych (z wyjątkiem przyimków i spójników występujących wewnątrz tych nazw), np. Rzeczpospolita, Nasz Dziennik, Tygodnik Solidarność, Wprost, Newsweek, Poradnik Językowy, Znak, Kino, Film, Psychologia Stosowana, Język Artystyczny, Biblioteka Arcydzieł Literatury Polskiej, Wiedza i Życie, Literatura na Świecie. W tytułach czasopism, które się nie odmieniają, wielką literą piszemy tylko pierwszy wyraz, np. Mówią wieki, Dookoła świata, Po prostu, Żyjmy dłużej.
- pierwszy wyraz w jedno- i wielowyrazowych tytułach utworów literackich i naukowych (np. książek, rozpraw, artykułów, wierszy), w tytułach ich rozdziałów, w tytułach dzieł sztuki, zabytków językowych, odezw, deklaracji, ustaw: Biblia, Koran, Żywot człowieka poczciwego, Noce i dnie, Historia języka polskiego, Psychologia kliniczna, Fizyka ciała stałego, Chemia organiczna, Powrót taty, Stepy akermańskie, Sokrates tańczący, Który skrzywdziłeś, Psałterz floriański, Kodeks pracy, Deklaracja praw dziecka; WYJĄTKI: Stary Testament, Nowy Testament, Magna Charta Libertatum, Pismo Święte, w których tradycyjnie wszystkie człony pisze się wielką literą.
- nazwy gwiazd, planet i konstelacji, np. Mars, Wenus, Jowisz, Merkury, Uran, Neptun, Pluton, Saturn, Gwiazda Polarna, Wielki Wóz, Wielka Niedźwiedzica, Droga Mleczna, Ziemia, Księżyc, Słońce; Księżyc, Ziemia, Słońce piszemy małą literą, gdy chodzi o tę, na której żyjemy. Wielka litera występuje w znaczeniu terminów astronomicznych. vide: Coraz częstsze są trzęsienia ziemi.
- jednowyrazowe nazwy geograficzne i miejscowe, np. Warszawa, Kraków, Poznań, Tatry, Sudety, Alpy, Opole, Wiedeń, Budapeszt, Powiśle, Gubałówka, Kampinos, Bałtyk, Atlantyk;
- wielowyrazowe nazwy geograficzne i miejscowe, np. Ocean Indyjski, Morze Czarne, Jezioro Rożnowskie, Wyspy Owcze, Półwysep Pirenejski, Zatoka Gdańska, Kanał Bydgoski, Zalew Szczeciński, Mierzeja Wiślana, Cieśnina Gibraltarska, Pustynia Libijska, Wyżyna Lubelska, Góry Stołowe, Góra Kościuszki, Nizina Mazowiecka, Puszcza Białowieska, Nowa Zelandia, Stary Sącz, Morskie Oko, Bory Tucholskie, Wielki Staw; WYJĄTKOWO w nazwach dwuczłonowych małą literą pisze się wyraz pospolity, taki jak: morze, jezioro, wyspa, kanał, półwysep, pustynia, góra - użyty w mianowniku w połączeniu z rzeczownikową nazwą również w mianowniku, np. morze Marmara, jezioro Wigry, wyspa Rodos, wyspa Wolin, półwysep Korea, półwysep Hel, kanał La Manche, pustynia Gobi, pustynia Namib, góry Atlas, góry Sudety.
- jednowyrazowe nazwy ulic, placów, rynków, bulwarów, parków, budowli, zabytków, np. Marszałkowska, Rynek, Planty, Bracka, Łazienki, Barbakan, Wawel, Wilanów, Żoliborz, Powązki, Spodek i wszystkie wyrazy w nazwach wielowyrazowych - jeśli wchodzą ściśle w skład nazwy własnej, np. Rynek Starego Miasta, Brama Floriańska, Wybrzeże Kościuszkowskie, Zamek Królewski, Ogród Saski, ale jeśli nie wchodzą w skład nazwy własnej, pisze się je małą literą (dotyczy to również skrótów), np. ulica 3 Maja, ulica Dwóch Mieczy, ulica Pana Tadeusza, ulica Księdza Jerzego Popiełuszki, ulica Królowej Jadwigi, plac Trzech Krzyży, plac Na Rozdrożu, park Ujazdowski, most Poniatowskiego, pomnik Bohaterów Warszawy, pałac Pod Blachą, pałac Krasińskich, cmentarz Rakowicki, kopiec Kościuszki, kaplica oo. Paulinów. UWAGA: Wielką literą piszemy wchodzący w skład nazwy własnej wyraz aleje (l. mn.), np. Aleje Ujazdowskie, Aleje Jerozolimskie, ale małą literą nie wchodzący w skład nazwy własnej wyraz aleja (l. poj.), np. aleja Róż, aleja Reymonta.
- jedno- i wielowyrazowe nazwy własne przedsiębiorstw i lokali, np. Orbis, Lot, Delikatesy, Jubiler, Leclerc, Jama Michalika, Kawiarnia Literacka, Księgarnia Naukowa, kawiarnia Kryształowa, zajazd U Kmicica, hotel Pod Różą, sklep Orient, księgarnia U Trzech Panów, apteka Pod Filarami, bar Na Skraju, winiarnia Bachus, schronisko Murowaniec, Zajazd pod Babią Górą, pensjonat Marek i Ania;
- nazwy urzędów, władz, instytucji, szkół, organizacji, towarzystw, np. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Urząd Rady Ministrów, Izba Lordów, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Sąd Rejonowy w Krakowie, Szkoła Podstawowa im. Adama Mickiewicza, Uniwersytet Warszawski, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Polska, Akademia Nauk, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Instytut Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk, Szpital Wojewódzki w Gdańsku;
- nazwy orderów i odznaczeń, np. Virtuti Militari, Order Orła Białego, Order Legii Honorowej, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta), Krzyż Zasługi.
- jednowyrazowe nazwy nagród, np. Oscar, Felix, Nobel; UWAGA: Jeśli nazwa nagrody jest wielowyrazowa, w zasadzie wielką literą piszemy wszystkie wyrazy wchodzące w jej skład, np. Nagroda im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej, Nagroda Nobla, Nagroda Kioto. Wyrazy wchodzące w skład nazwy nagrody piszemy wielką literą, natomiast jeśli stojący przed nazwą wyraz nagroda jest wyrazem pospolitym, a jego nazwa występuje w mianowniku, wtedy piszemy go małą literą: nagroda Złote Lwy Gdańskie, nagroda Złota Palma.
- nazwy firm, marek i typów wyrobów przemysłowych, np. samochód marki Fiat, zegarek marki Casio, motocykl marki Jawa, papierosy Camel, ale użyte w znaczeniu pospolitym, np. naprawa fiatów, jaw, palacz cameli.
- wszystkie litery skrótowców z wyjątkiem wewnętrznych spójników i przyimków, np. PKO, PCK, GOPR, SGH, PAN, MEN, LOT, UW, WSiP, SPATiF. Skrótowce sylabowe piszemy tak jak inne nazwy własne, np. Cepelia, Gaspol, Polfa, Investbank.
PONIAŁ?
|
http://necik.org/dla_fanow_kaczora.txt - aktualizacja
Prezydentowi stolicy nic się nie udaje. Warszawiacy kochają go nadal. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się:
| Obiecanego triumfalnie przez Kaczyńskiego mostu Północnego nie będzie.
Przetarg został unieważniony, bo administracja prezydenta Kaczyńskiego złamała zasady bezstronności i anonimowości. To oznacza, że w ciągu najbliższych trzech lat żaden nowy most w Warszawie nie powstanie. | Przetarg na zabudowę placu Piłsudskiego, tam gdzie stoi Grób Nieznanego
Żołnierza, został unieważniony. Urząd Kaczyńskiego postawił inwestorom nierealne warunki. W efekcie miasto straciło 300 tys. zł, bo tyle kosztowała obsługa wynajętej zagranicznej kancelarii prawnej. No i miną kolejne dwa, trzy lata, zanim nowy przetarg zostanie rozstrzygnięty. | Pewnie przepadnie dotacja z Unii Europejskiej na warszawskie metro, bo
miejscy urzędnicy narobili błędów w dokumentach. Błędy były też w dokumentach dotyczących dotacji na modernizację linii tramwajowej w Al. Jerozolimskich. Koło nosa może przejść ok. 350 mln zł. Błędy powstały, choć miasto wynajęło firmę PriceWaterhouseCoopers, której doradcy za jedną godzinę biorą 671 zł. | W rankingu polskich miast pozyskujących fundusze z UE stolica znalazła się
na 8. miejscu. Pierwsza Bydgoszcz w przeliczeniu na głowę mieszkańca zyskała 1158,6 zł, Warszawa wspierana przez kosztowne firmy doradcze 97,36 zł. | Stratę 29 mln zł w 2004 r. na budowę metra zarzucili prezydentowi radni z
Platformy Obywatelskiej. Urząd nie wykorzystał pieniędzy z kontraktu wojewódzkiego i nie wyegzekwował należnych kar za opóźnienia w budowie stacji metra przy placu Wilsona. Zresztą stacja nadal ma niedoróbki. Otworzono ją w najgorszym, PRL-owskim stylu, uruchomiono przymykając oko na ekipy remontowe poprawiające fuszerki. | W stolicy panuje bałagan remontowy. Ulicę Czerniakowską wygładzono za 30
mln zł. Część pieniędzy natychmiast zmarnowano, bo zaraz potem wkroczyli tam remontowcy od wodociągów ryjąc w świeżo wypolerowanej nawierzchni. W ważnym dla ruchu wiadukcie przy ul. Marynarskiej stwierdzono błędy projektowe. Znów straty pieniężne, opóźnione inwestycje. | Administracja prezydenta Kaczyńskiego czegokolwiek się dotknie, to
spieprzy. Nie jest w stanie rozwiązać problemu letnich ogródków w restauracjach w centrum miasta czy na pustych nadwiślańskich bulwarach. W ruinę popada nie tylko warszawska Starówka, ale i Mariensztat. Z planów odnowienia dzielnicy MDM nici. Zapowiedziano likwidację bazaru na Stadionie Dziesięciolecia, ale urzędnicy nie sprawdzili, że firma dzierżawiąca obiekt ma umowę do 2007 r. Brak kompetencji i umiejętności urzędnicy Kaczyńskiego nadrabiają hucpą i gromkimi oświadczeniami obiecującymi lepszą przyszłość. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się też, że prezydent Kaczyński działa niezgodnie z głoszonym w czasie wyborów programem:
| Miały maleć koszty administracji. W roku 2004 wzrosły one o 46 mln zł.
Lwią ich część stanowiły nagrody prezydenta dla swoich dyrektorów. Średnio po 40 tys. zł. Za rządów Kaczyńskiego każdy warszawiak wydawał w 2004 r. na administrację samorządową 203 zł. W Krakowie, Poznaniu takie wydatki nie przekraczają 160 zł. Czy mieszkańcy stolicy czują różnicę w poziomie usług administracji? | Prezydent Kaczyński stale podkreśla swoje obrzydzenie do wszystkiego co
komunistyczne. Kiedy jednak chce wywłaszczyć kilka tysięcy mieszkańców stolicy z zasiedziałych przez nich gruntów, zwykle na peryferiach miasta, to sięga po obowiązujący nadal krytykowany przez PiS dekret Bieruta. Ten, który nacjonalizował grunty w całej Warszawie, który jest przez prawicę podważany. Kiedy stalinowski dekret może być użyteczny dla interesów urzędników Kaczyńskiego i jego klientów, to jawi się słusznym, obowiązującym w III RP prawem. Ciekawe, czy w IV RP, tej już Kaczyńskiej, dekret ten pozostanie? | W mieście Lecha Kaczyńskiego miały ostatecznie zostać zablokowane
korupcjogenne budowy centrów handlowych, zwanych mollami. Bo finansowane przez zagraniczny kapitał molle zżerają tkankę polskiego średniego i drobnego kupiectwa. W kampanii wyborczej Lech Kaczyński grzmiał, że nie dopuści do powstania kolejnego hipermarketu. Teraz jego urzędnicy zgodzili się na budowę nowych centrów handlowych na Młocinach i w Wilanowie. Rozbudowywane są istniejące: Reduta, Promenada, IKEA na Targówku, ursynowski Factory Outlet. W 2004 r. Powierzchnia wielkich obiektów handlowych wzrosła o 22,5 proc. Głosujący za Kaczorem polscy kupcy mogą tylko puknąć się w główkę i pomacać pustą kieszeń. No, ale każdy samorządowiec wie, że z wielkopowierzchniowych obiektów handlowych można mieć więcej. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy mogli dowiedzieć się, że w tym czasie prezydent Kaczyński złamał głoszone przez siebie zasady programowe i moralne:
| Miało nie być w mieście korupcji i kolesiostwa. Ewa Holewińska,
przewodnicząca dzielnicowej komisji mieszkaniowej, radna z PiS, wykupiła atrakcyjne mieszkanie komunalne, mimo iż ma willę w podwarszawskiej Radości. Mieszkanie w reprezentacyjnych Al. Ujazdowskich. Lokal zbył jej partyjny kolega Jarosław Zieliński, który długo łączył posadę radnego w Suwałkach z posadą burmistrza dzielnicy Śródmieście w Warszawie. Jak się przemieszczał szybko z Suwałk do Warszawy, to już tajemnica walczącego o uczciwość PiS. | Szefem Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego prezydent Kaczyński
uczynił Andrzeja Gelberga, byłego naczelnego redaktora Tygodnika Solidarność. Prezesa wydawnictwa. Zwolnionego przez solidarnościowców po doprowadzeniu tygodnika na skraj bankructwa, oskarżanego przez niektórych współpracowników o podwójną księgowość. Teraz Gelberg zdołował MPT. Doprowadził do strajku taksówkarzy przeciwko jego rządom. | Centralnym punktem swojej kampanii wyborczej Kaczyński uczynił walkę z
korupcyjnym układem warszawskim. Kiedy przyszło do głosowania absolutorium prezydenta w Radzie Warszawy, zagrożonemu Kaczyńskiemu mogło zabraknąć paru głosów, bo pokłócił się z koalicjantami z LPR. I nagle stał się cud! Prezydenta Kaczyńskiego poparła radna PO, wyrzucona niedawno z partii za interesowność Małgorzata Ławniczak-Hertel. Symbol tego korupcyjnego układu warszawskiego. Największy wróg Kaczyńskiego w prezydenckiej kampanii wyborczej. Od tamtej pory Kaczyński przestał już walczyć z układem warszawskim. Poparli go też radni z SLD. Czesław Ochenduszko olał głosy lewicy i opuścił przed głosowaniem klub SLD. Kolejna gwiazda SLD radna Dominika Makarewicz nie zaprzeczała, że wiceprezydent Andrzej Urbański przed głosowaniem przypadkowo załatwił pracę jej bratu. Tak to absolutorium Lech Kaczyński uzyskał dzięki gównojadom z SLD i pozyskanym macherom z PO. Tym, których naj-bardziej atakował, plugawił, poniżał w czasie kampanii wyborczej. Ale okazali się dla niego swoimi łajdakami. Prezydentowi Kaczyńskiemu tylko jedno się w połowie prezydenckiej kadencji udało. Wybudował Muzeum Powstania Warszawskiego. Z kłopotami, zatrudniając tam ludzi na czarno. Udało mu się też uskrzydlić stołecznych dziennikarzy, którzy piszą o nim z entuzjazmem. Czy kochają go taką samą miłością jak radna SLD Makarewicz? W efekcie znakomitej kampanii medialnej (brawa dla wiceprezydenta Urbańskiego) w sondażach Lech Kaczyński wychodzi na plus. Pewnie notowania jego wzrosną, kiedy na pustym placu Piłsudskiego postawi krzyż ku pamięci Jana Pawła II. To niewiele będzie kosztować, a pokaże, że Lech Kaczyński Wielkim Polakiem jest. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Lech Kaczyński zadeklarował, że po namaszczeniu go na Prezydenta RP przez wdzięczny naród zajmie się po pierwsze wystawianiem rachunków krzywd. Od Niemców, którzy zrujnowali Warszawę, od komuchów, od różowych liberałów. Od korupcjonistów. To nic, że z powodu hasła walki z korupcją w stolicy za władania Lecha Kaczyńskiego nie ma żadnej większej inwestycji. To nic, że korupcyjne centrum handlowe Złote Tarasy przekonało prezydenta Kaczyńskiego, że jeśli zdejmie z nich znamię korupcji, to wszystko będzie w porządku. Ot, powstanie kolejne centrum handlowe w centrum miasta, czego w antykorupcyjnych europejskich stolicach nie ma. Ale być może ktoś musi zapłacić za kosztowne prezydenckie spoty reklamowe, za Justynę Steczkowską deklarującą, że urodzi dziecko dla PiS, dla sfory estradowców grających dziś dla państwa Kaczyńskich. Takie to rodzi w każdym razie podejrzenia. Państwo Kaczyńscy nauczyli się jak nikt od konkurencyjnej elity politycznej, że nie ważne jest, jak się rządzi. Ważne, jak cię pokażą w mediach, jak zabełtasz w mózgach elektoratu. Aby pokochał. Na dobre i na złe. Lech Kaczyński zobowiązał się do "Bezwzględnej, nieustępliwej walki z przestępczością... tymczasem Warszawa wciąż jest miastem o największym zagrożeniu przestępczością w Polsce (ponad 128 tys. przestępstw w 2003 r., o 3 tys. więcej niż rok wcześniej). Nastąpił także wzrost przestępstw skierowanych przeciwko mieniu, zrosła liczba bójek, zabójstw, gwałtów.
* Obiecana rozbudowa systemu monitoringu - przy planie w 2003 r. 15 mln zł - osiągnęła wykonanie 0 proc.!
* Do czerwca br. każdy autobus i tramwaj miał zostać wyposażony w kilkanaście urządzeń rejestrujących to, co się w wozie dzieje. I co? Nic!
* Nowy "skromny" gabinet Kaczyńskiego przy ul. Miodowej kosztował ok. 140 tys. zł i okazał się być samowolą budowlaną.
* Bez przetargu chciał wybudować skrzyżowanie obok Galerii Mokotów za 21 mln zł. W uzasadnieniu wniosku o zgodę na tryb
... więcej »
|
Dlaczego mam glosowac na Tuska? Łatwo negować. Ja sie pytam dlaczego na niego oddac glos? Mariusz
dlatego by nie wygrał KACZOR http://necik.org/dla_fanow_kaczora.txt
Prezydentowi stolicy nic się nie udaje. Warszawiacy kochają go nadal. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się:
| Obiecanego triumfalnie przez Kaczyńskiego mostu Północnego nie będzie.
Przetarg został unieważniony, bo administracja prezydenta Kaczyńskiego złamała zasady bezstronności i anonimowości. To oznacza, że w ciągu najbliższych trzech lat żaden nowy most w Warszawie nie powstanie. | Przetarg na zabudowę placu Piłsudskiego, tam gdzie stoi Grób Nieznanego
Żołnierza, został unieważniony. Urząd Kaczyńskiego postawił inwestorom nierealne warunki. W efekcie miasto straciło 300 tys. zł, bo tyle kosztowała obsługa wynajętej zagranicznej kancelarii prawnej. No i miną kolejne dwa, trzy lata, zanim nowy przetarg zostanie rozstrzygnięty. | Pewnie przepadnie dotacja z Unii Europejskiej na warszawskie metro, bo
miejscy urzędnicy narobili błędów w dokumentach. Błędy były też w dokumentach dotyczących dotacji na modernizację linii tramwajowej w Al. Jerozolimskich. Koło nosa może przejść ok. 350 mln zł. Błędy powstały, choć miasto wynajęło firmę PriceWaterhouseCoopers, której doradcy za jedną godzinę biorą 671 zł. | W rankingu polskich miast pozyskujących fundusze z UE stolica znalazła się
na 8. miejscu. Pierwsza Bydgoszcz w przeliczeniu na głowę mieszkańca zyskała 1158,6 zł, Warszawa wspierana przez kosztowne firmy doradcze 97,36 zł. | Stratę 29 mln zł w 2004 r. na budowę metra zarzucili prezydentowi radni z
Platformy Obywatelskiej. Urząd nie wykorzystał pieniędzy z kontraktu wojewódzkiego i nie wyegzekwował należnych kar za opóźnienia w budowie stacji metra przy placu Wilsona. Zresztą stacja nadal ma niedoróbki. Otworzono ją w najgorszym, PRL-owskim stylu, uruchomiono przymykając oko na ekipy remontowe poprawiające fuszerki. | W stolicy panuje bałagan remontowy. Ulicę Czerniakowską wygładzono za 30
mln zł. Część pieniędzy natychmiast zmarnowano, bo zaraz potem wkroczyli tam remontowcy od wodociągów ryjąc w świeżo wypolerowanej nawierzchni. W ważnym dla ruchu wiadukcie przy ul. Marynarskiej stwierdzono błędy projektowe. Znów straty pieniężne, opóźnione inwestycje. | Administracja prezydenta Kaczyńskiego czegokolwiek się dotknie, to
spieprzy. Nie jest w stanie rozwiązać problemu letnich ogródków w restauracjach w centrum miasta czy na pustych nadwiślańskich bulwarach. W ruinę popada nie tylko warszawska Starówka, ale i Mariensztat. Z planów odnowienia dzielnicy MDM nici. Zapowiedziano likwidację bazaru na Stadionie Dziesięciolecia, ale urzędnicy nie sprawdzili, że firma dzierżawiąca obiekt ma umowę do 2007 r. Brak kompetencji i umiejętności urzędnicy Kaczyńskiego nadrabiają hucpą i gromkimi oświadczeniami obiecującymi lepszą przyszłość. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się też, że prezydent Kaczyński działa niezgodnie z głoszonym w czasie wyborów programem:
| Miały maleć koszty administracji. W roku 2004 wzrosły one o 46 mln zł.
Lwią ich część stanowiły nagrody prezydenta dla swoich dyrektorów. Średnio po 40 tys. zł. Za rządów Kaczyńskiego każdy warszawiak wydawał w 2004 r. na administrację samorządową 203 zł. W Krakowie, Poznaniu takie wydatki nie przekraczają 160 zł. Czy mieszkańcy stolicy czują różnicę w poziomie usług administracji? | Prezydent Kaczyński stale podkreśla swoje obrzydzenie do wszystkiego co
komunistyczne. Kiedy jednak chce wywłaszczyć kilka tysięcy mieszkańców stolicy z zasiedziałych przez nich gruntów, zwykle na peryferiach miasta, to sięga po obowiązujący nadal krytykowany przez PiS dekret Bieruta. Ten, który nacjonalizował grunty w całej Warszawie, który jest przez prawicę podważany. Kiedy stalinowski dekret może być użyteczny dla interesów urzędników Kaczyńskiego i jego klientów, to jawi się słusznym, obowiązującym w III RP prawem. Ciekawe, czy w IV RP, tej już Kaczyńskiej, dekret ten pozostanie? | W mieście Lecha Kaczyńskiego miały ostatecznie zostać zablokowane
korupcjogenne budowy centrów handlowych, zwanych mollami. Bo finansowane przez zagraniczny kapitał molle zżerają tkankę polskiego średniego i drobnego kupiectwa. W kampanii wyborczej Lech Kaczyński grzmiał, że nie dopuści do powstania kolejnego hipermarketu. Teraz jego urzędnicy zgodzili się na budowę nowych centrów handlowych na Młocinach i w Wilanowie. Rozbudowywane są istniejące: Reduta, Promenada, IKEA na Targówku, ursynowski Factory Outlet. W 2004 r. Powierzchnia wielkich obiektów handlowych wzrosła o 22,5 proc. Głosujący za Kaczorem polscy kupcy mogą tylko puknąć się w główkę i pomacać pustą kieszeń. No, ale każdy samorządowiec wie, że z wielkopowierzchniowych obiektów handlowych można mieć więcej. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy mogli dowiedzieć się, że w tym czasie prezydent Kaczyński złamał głoszone przez siebie zasady programowe i moralne:
| Miało nie być w mieście korupcji i kolesiostwa. Ewa Holewińska,
przewodnicząca dzielnicowej komisji mieszkaniowej, radna z PiS, wykupiła atrakcyjne mieszkanie komunalne, mimo iż ma willę w podwarszawskiej Radości. Mieszkanie w reprezentacyjnych Al. Ujazdowskich. Lokal zbył jej partyjny kolega Jarosław Zieliński, który długo łączył posadę radnego w Suwałkach z posadą burmistrza dzielnicy Śródmieście w Warszawie. Jak się przemieszczał szybko z Suwałk do Warszawy, to już tajemnica walczącego o uczciwość PiS. | Szefem Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego prezydent Kaczyński
uczynił Andrzeja Gelberga, byłego naczelnego redaktora Tygodnika Solidarność. Prezesa wydawnictwa. Zwolnionego przez solidarnościowców po doprowadzeniu tygodnika na skraj bankructwa, oskarżanego przez niektórych współpracowników o podwójną księgowość. Teraz Gelberg zdołował MPT. Doprowadził do strajku taksówkarzy przeciwko jego rządom. | Centralnym punktem swojej kampanii wyborczej Kaczyński uczynił walkę z
korupcyjnym układem warszawskim. Kiedy przyszło do głosowania absolutorium prezydenta w Radzie Warszawy, zagrożonemu Kaczyńskiemu mogło zabraknąć paru głosów, bo pokłócił się z koalicjantami z LPR. I nagle stał się cud! Prezydenta Kaczyńskiego poparła radna PO, wyrzucona niedawno z partii za interesowność Małgorzata Ławniczak-Hertel. Symbol tego korupcyjnego układu warszawskiego. Największy wróg Kaczyńskiego w prezydenckiej kampanii wyborczej. Od tamtej pory Kaczyński przestał już walczyć z układem warszawskim. Poparli go też radni z SLD. Czesław Ochenduszko olał głosy lewicy i opuścił przed głosowaniem klub SLD. Kolejna gwiazda SLD radna Dominika Makarewicz nie zaprzeczała, że wiceprezydent Andrzej Urbański przed głosowaniem przypadkowo załatwił pracę jej bratu. Tak to absolutorium Lech Kaczyński uzyskał dzięki gównojadom z SLD i pozyskanym macherom z PO. Tym, których naj-bardziej atakował, plugawił, poniżał w czasie kampanii wyborczej. Ale okazali się dla niego swoimi łajdakami. Prezydentowi Kaczyńskiemu tylko jedno się w połowie prezydenckiej kadencji udało. Wybudował Muzeum Powstania Warszawskiego. Z kłopotami, zatrudniając tam ludzi na czarno. Udało mu się też uskrzydlić stołecznych dziennikarzy, którzy piszą o nim z entuzjazmem. Czy kochają go taką samą miłością jak radna SLD Makarewicz? W efekcie znakomitej kampanii medialnej (brawa dla wiceprezydenta Urbańskiego) w sondażach Lech Kaczyński wychodzi na plus. Pewnie notowania jego wzrosną, kiedy na pustym placu Piłsudskiego postawi krzyż ku pamięci Jana Pawła II. To niewiele będzie kosztować, a pokaże, że Lech Kaczyński Wielkim Polakiem jest. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Lech Kaczyński zadeklarował, że po namaszczeniu go na Prezydenta RP przez wdzięczny naród zajmie się po pierwsze wystawianiem rachunków krzywd. Od Niemców, którzy zrujnowali Warszawę, od komuchów, od różowych liberałów. Od korupcjonistów. To nic, że z powodu hasła walki z korupcją w stolicy za władania Lecha Kaczyńskiego nie ma żadnej większej inwestycji. To nic, że korupcyjne centrum handlowe Złote Tarasy przekonało prezydenta Kaczyńskiego, że jeśli zdejmie z nich znamię korupcji, to wszystko będzie w porządku. Ot, powstanie kolejne centrum handlowe w centrum miasta, czego w antykorupcyjnych europejskich stolicach nie ma. Ale być może ktoś musi zapłacić za kosztowne prezydenckie spoty reklamowe, za Justynę Steczkowską deklarującą, że urodzi dziecko dla PiS, dla sfory estradowców grających dziś dla państwa Kaczyńskich. Takie to rodzi w każdym razie podejrzenia. Państwo Kaczyńscy nauczyli się jak nikt od konkurencyjnej elity politycznej, że nie ważne jest, jak się rządzi. Ważne, jak cię pokażą w mediach, jak zabełtasz w mózgach elektoratu. Aby pokochał. Na dobre i na złe.
|
Witam! Poniżej zamieszczam tekst. który otrzymałem od mojego znajomego . Przyjemniej lektury. Nie wiem dokładnie skąd pochodzi ten cytat, ale informacje godne uwagi :
Prezydentowi stolicy nic się nie udaje. Warszawiacy kochają go nadal. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się:
| Obiecanego triumfalnie przez Kaczyńskiego mostu Północnego nie będzie.
Przetarg został unieważniony, bo administracja prezydenta Kaczyńskiego złamała zasady bezstronności i anonimowości. To oznacza, że w ciągu najbliższych trzech lat żaden nowy most w Warszawie nie powstanie. | Przetarg na zabudowę placu Piłsudskiego, tam gdzie stoi Grób Nieznanego
Żołnierza, został unieważniony. Urząd Kaczyńskiego postawił inwestorom nierealne warunki. W efekcie miasto straciło 300 tys. zł, bo tyle kosztowała obsługa wynajętej zagranicznej kancelarii prawnej. No i miną kolejne dwa, trzy lata, zanim nowy przetarg zostanie rozstrzygnięty. | Pewnie przepadnie dotacja z Unii Europejskiej na warszawskie metro,
bo miejscy urzędnicy narobili błędów w dokumentach. Błędy były też w dokumentach dotyczących dotacji na modernizację linii tramwajowej w Al. Jerozolimskich. Koło nosa może przejść ok. 350 mln zł. Błędy powstały, choć miasto wynajęło firmę PriceWaterhouseCoopers, której doradcy za jedną godzinę biorą 671 zł. | W rankingu polskich miast pozyskujących fundusze z UE stolica znalazła
się na 8. miejscu. Pierwsza Bydgoszcz w przeliczeniu na głowę mieszkańca zyskała 1.158,6 zł, Warszawa wspierana przez kosztowne firmy doradcze 97,36 zł.
| Stratę 29 mln zł w 2004 r. na budowę metra zarzucili prezydentowi radni z
Platformy Obywatelskiej. Urząd nie wykorzystał pieniędzy z kontraktu wojewódzkiego i nie wyegzekwował należnych kar za opóźnienia w budowie stacji metra przy placu Wilsona. Zresztą stacja nadal ma niedoróbki. Otworzono ją w najgorszym, PRL-owskim stylu, uruchomiono przymykając oko na ekipy remontowe poprawiające fuszerki. | W stolicy panuje bałagan remontowy. Ulicę Czerniakowską wygładzono za 30
mln zł. Część pieniędzy natychmiast zmarnowano, bo zaraz potem wkroczyli tam remontowcy od wodociągów ryjąc w świeżo wypolerowanej nawierzchni. W ważnym dla ruchu wiadukcie przy ul. Marynarskiej stwierdzono błędy projektowe. Znów straty pieniężne, opóźnione inwestycje.
| Administracja prezydenta Kaczyńskiego czegokolwiek się dotknie, to
spieprzy. Nie jest w stanie rozwiązać problemu letnich ogródków w restauracjach w centrum miasta czy na pustych nadwiślańskich bulwarach. W ruinę popada nie tylko warszawska Starówka, ale i Mariensztat. Z planów odnowienia dzielnicy MDM nici. Zapowiedziano likwidację bazaru na Stadionie Dziesięciolecia, ale urzędnicy nie sprawdzili, że firma dzierżawiąca obiekt ma umowę do 2007 r. Brak kompetencji i umiejętności urzędnicy Kaczyńskiego nadrabiają hucpą i gromkimi oświadczeniami obiecującymi lepszą przyszłość. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się też, że prezydent Kaczyński działa niezgodnie z głoszonym w czasie wyborów programem:
| Miały maleć koszty administracji. W roku 2004 wzrosły one o 46 mln zł.
Lwią ich część stanowiły nagrody prezydenta dla swoich dyrektorów. Średnio po 40 tys. zł. Za rządów Kaczyńskiego każdy warszawiak wydawał w 2004 r. na administrację samorządową 203 zł. W Krakowie, Poznaniu takie wydatki nie przekraczają 160 zł. Czy mieszkańcy stolicy czują różnicę w poziomie usług administracji? | Prezydent Kaczyński stale podkreśla swoje obrzydzenie do wszystkiego co
komunistyczne. Kiedy jednak chce wywłaszczyć kilka tysięcy mieszkańców stolicy z zasiedziałych przez nich gruntów, zwykle na peryferiach miasta, to sięga po obowiązujący nadal krytykowany przez PiS dekret Bieruta. Ten, który nacjonalizował grunty w całej Warszawie, który jest przez prawicę podważany. Kiedy stalinowski dekret może być użyteczny dla interesów urzędników Kaczyńskiego i jego klientów, to jawi się słusznym, obowiązującym w III RP prawem. Ciekawe, czy w IV RP, tej już Kaczyńskiej, dekret ten pozostanie? | W mieście Lecha Kaczyńskiego miały ostatecznie zostać zablokowane
korupcjogenne budowy centrów handlowych, zwanych mollami. Bo finansowane przez zagraniczny kapitał molle zżerają tkankę polskiego średniego i drobnego kupiectwa. W kampanii wyborczej Lech Kaczyński grzmiał, że nie dopuści do powstania kolejnego hipermarketu. Teraz jego urzędnicy zgodzili się na budowę nowych centrów handlowych na Młocinach i w Wilanowie. Rozbudowywane są istniejące: Reduta, Promenada, IKEA na Targówku, ursynowski Factory Outlet. W 2004 r. Powierzchnia wielkich obiektów handlowych wzrosła o 22,5 proc. Głosujący za Kaczorem polscy kupcy mogą tylko puknąć się w główkę i pomacać pustą kieszeń. No, ale każdy samorządowiec wie, że z wielkopowierzchniowych obiektów handlowych można mieć więcej. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy mogli dowiedzieć się, że w tym czasie prezydent Kaczyński złamał głoszone przez siebie zasady programowe i moralne:
| Miało nie być w mieście korupcji i kolesiostwa. Ewa Holewińska,
przewodnicząca dzielnicowej komisji mieszkaniowej, radna z PiS, wykupiła atrakcyjne mieszkanie komunalne, mimo iż ma willę w podwarszawskiej Radości. Mieszkanie w reprezentacyjnych Al. Ujazdowskich. Lokal zbył jej partyjny kolega Jarosław Zieliński, który długo łączył posadę radnego w Suwałkach z posadą burmistrza dzielnicy Śródmieście w Warszawie. Jak się przemieszczał szybko z Suwałk do Warszawy, to już tajemnica walczącego o uczciwość PiS. | Szefem Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego prezydent Kaczyński
uczynił Andrzeja Gelberga, byłego naczelnego redaktora Tygodnika Solidarność. Prezesa wydawnictwa. Zwolnionego przez solidarnościowców po doprowadzeniu tygodnika na skraj bankructwa, oskarżanego przez niektórych współpracowników o podwójną księgowość. Teraz Gelberg zdołował MPT. Doprowadził do strajku taksówkarzy przeciwko jego rządom.
| Centralnym punktem swojej kampanii wyborczej Kaczyński uczynił walkę z
korupcyjnym układem warszawskim. Kiedy przyszło do głosowania absolutorium prezydenta w Radzie Warszawy, zagrożonemu Kaczyńskiemu mogło zabraknąć paru głosów, bo pokłócił się z koalicjantami z LPR. I nagle stał się cud! Prezydenta Kaczyńskiego poparła radna PO, wyrzucona niedawno z partii za interesowność Małgorzata Ławniczak-Hertel. Symbol tego korupcyjnego układu warszawskiego. Największy wróg Kaczyńskiego w prezydenckiej kampanii wyborczej. Od tamtej pory Kaczyński przestał już walczyć z układem warszawskim. Poparli go też radni z SLD. Czesław Ochenduszko olał głosy lewicy i opuścił przed głosowaniem klub SLD. Kolejna gwiazda SLD radna Dominika Makarewicz nie zaprzeczała, że wiceprezydent Andrzej Urbański przed głosowaniem przypadkowo załatwił pracę jej bratu. Tak to absolutorium Lech Kaczyński uzyskał dzięki gównojadom z SLD i pozyskanym macherom z PO. Tym, których naj-bardziej atakował, plugawił, poniżał w czasie kampanii wyborczej. Ale okazali się dla niego swoimi łajdakami. Prezydentowi Kaczyńskiemu tylko jedno się w połowie prezydenckiej kadencji udało. Wybudował Muzeum Powstania Warszawskiego. Z kłopotami, zatrudniając tam ludzi na czarno. Udało mu się też uskrzydlić stołecznych dziennikarzy, którzy piszą o nim z entuzjazmem. Czy kochają go taką samą miłością jak radna SLD Makarewicz? W efekcie znakomitej kampanii medialnej (brawa dla wiceprezydenta Urbańskiego) w sondażach Lech Kaczyński wychodzi na plus. Pewnie notowania jego wzrosną, kiedy na pustym placu Piłsudskiego postawi krzyż ku pamięci Jana Pawła II. To niewiele będzie kosztować, a pokaże, że Lech Kaczyński Wielkim Polakiem jest. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Lech Kaczyński zadeklarował, że po namaszczeniu go na Prezydenta RP przez wdzięczny naród zajmie się po pierwsze wystawianiem rachunków krzywd. Od Niemców, którzy zrujnowali Warszawę, od komuchów, od różowych liberałów. Od korupcjonistów. To nic, że z powodu hasła walki z korupcją w stolicy za władania Lecha Kaczyńskiego nie ma żadnej większej inwestycji. To nic, że korupcyjne centrum handlowe Złote Tarasy przekonało prezydenta Kaczyńskiego, że jeśli zdejmie z nich znamię korupcji, to wszystko będzie w porządku. Ot, powstanie kolejne centrum handlowe w centrum miasta, czego w antykorupcyjnych europejskich stolicach nie ma. Ale być może ktoś musi zapłacić za kosztowne prezydenckie spoty reklamowe, za Justynę Steczkowską deklarującą, że urodzi dziecko dla PiS, dla sfory estradowców grających dziś dla państwa Kaczyńskich. Takie to rodzi w każdym razie podejrzenia. Państwo Kaczyńscy nauczyli się jak nikt od konkurencyjnej elity politycznej, że nie ważne jest, jak się rządzi. Ważne, jak cię pokażą w mediach, jak zabełtasz w mózgach elektoratu. Aby pokochał. Na dobre i na złe.
|
|