Hej!
Od jakiegoś czasu mieszkam i pracuje w Warszawie, ale stałe zameldowanie
mam poza nią. Rozliczałem się do tej pory w swoim macierzystym urzędzie
skarbowym, ale w związku z rozpoczęciem inwestycji budowlanej chcę
"przenieść się" do jakiegoś warszawskiego urzędu skarbowego -
preferowany Mokotów i Śródmieście.
Czy ktoś może polecić jakiś kompetentny urząd z przystępną (miłą)
obsługą? Liberalizm urzędników oczywiście też pożądany ;-))

Z góry dzięki i pozdrawiam

E.Colanski


· 


| A nie jest?

Jest. Mieszkam na Ochocie i rozliczam się na Mazowieckie 9 lub 6, kurczę nie
pamiętam numeru. Byłam tam tez osobiście, węc to jest na pewno Mazowiecka.
Pozdr., Kasia


Drugi Urząd Skarbowy  Warszawa-Śródmieście 00-052 Warszawa ul. Mazowiecka 9
Dlatego się zdziwiłem ;-)

Pzdr
Pe Ka


[...]

| Jest. Mieszkam na Ochocie i rozliczam się na Mazowieckie 9 lub 6, kurczę
nie
| pamiętam numeru. Byłam tam tez osobiście, węc to jest na pewno
Mazowiecka.
| Pozdr., Kasia

Drugi Urząd Skarbowy  Warszawa-Śródmieście 00-052 Warszawa ul. Mazowiecka
9
Dlatego się zdziwiłem ;-)


Już nie. Na Mazowieckiej była część PIT-owa II US W-wa Śródmieście, na
Lindleya VAT-owa. Od (bodajże) 1 stycznia wszystko jest na Lindleya 14.

Na Mazowieckiej 9 mieści się teraz Pierwszy Mazowiecki Urząd Skarbowy do
obsługi niektórych kategorii podatników.

Trochę OT a'propos Woli. Jakieś 3 lata temu US Warszawa-Wola mieścił się w
budynku przy Przyokopowej 31 (co całkiem terytorialnie logiczne). Później
wynieśli się na Powstańców Śląskich 2D. W budynku przy Przyokopowej 31 mamy
biura, do dziś przychodzi średnio 30 osób dziennie pytać o US. Jedna z linii
telefonicznych, któe użytkujemy, była wymieniana w książkach telefonicznych
jako "Informacja skarbowa". Po tygodniu użytkowania zapiąłem do niej faks
:-) Nie zraziło to jednej podatniczki, która po 30-krotnej próbie
dodzwonienia się zaczęła tłumaczyć się ze swoich "grzeszków" za
pośrednictwem faksu :-)))



Wczoraj kupilem mieszkanie na ochocie, musze szybko zaniesc to i

mam sie udac? czy teraz Ochota nalezy teraz do Śródmieścia ?
Dziekuje, Pawel


http://www.abc.com.pl/serwis/zestawienia/us1.htm

Drugi Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście
02-013 Warszawa
ul. Lindleya 14
Centrala tel.: (022) 6280041; 8217100
Telefon bezp.: (022) 6217249
Faks: (022) 6255006

część gminy Warszawa - miasta na prawach powiatu obejmująca dzielnice: część
południowa Śródmieścia, Ochota.
Terytorialne zasięgi działania Pierwszego Urzędu Skarbowego
Warszawa-Śródmieście i Drugiego Urzędu Skarbowego Warszawa-Śródmieście
rozgraniczają Al. Jerozolimskie. Strona północna Al. Jerozolimskich (numery
parzyste) objęta jest terytorialnym zasięgiem działania Pierwszego Urzędu
Skarbowego Warszawa-Śródmieście. Strona południowa Al. Jerozolimskich
(numery nieparzyste) objęta jest terytorialnym zasięgiem działania Drugiego
Urzędu Skarbowego Warszawa-Śródmieście. Dla podmiotów gospodarczych
nieobjętych systemem adresowym prowadzących działalność na terenie przejścia
podziemnego na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej
właściwy jest Pierwszy Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście. Dla podmiotów
gospodarczych nieobjętych systemem adresowym prowadzących działalność na
terenie przejścia podziemnego przy Dworcu Centralnym właściwy jest Drugi
Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście.


· 


| "ZOM rezygnuje z posypywania ulic piaskiem i sola, bo jak twierdzi, te
| substancje sa nieskuteczne. Ulice beda wiec posypywane chlorkiem sodu
| (...)".

| Wcale nie lepsze jest Metro, wg nich np. budynek Urzedu Skarbowego
Warszawa
| Bemowo jest na Woli (ul. Bialobrzeska, czyli srodek Ochoty), a Warszawa
| ciagle podzielona jest na gminy.

 mieszkam na bemowie przy samym US na powstańców slaskich, ale moim urzedem
własciwym jest własnie ten na Bialobrzeskiej ;-)))


Ja za to mieszkam na Ochocie - dwie ulice od US Bemowo. Mój właściwy
urząd jest .. na ul. Mazowieckiej 9 (środek Śródmieścia) - jakieś
4 km... -)



Czytalem konwencje pomiedzy Polska a Szwajacaria, z niej wynika ze moge
opodatkowac sie w ktorymkolwiek kraju. Ale nie pisze nic o zyskach
kapitalowach. albo ja nic nie znalazlem.
z drugiej strony wiem ze zyski kapitalowe nie sa opodatkowane w CH,
opodatkowany jest natomiast majatek - kilka promili rocznie. Ciekaw jestem
gdzie biuro maklerskie wysle moj pitJakisTam, do jakiego Urzedu
Skarbowego?


II US Warszawa Śródmieście, Lindleya 14, odpowiada za cudzoziemców.


No więc niestety nie, przynajmniej III Urząd Skarbowy
Warszawa-Śródmieście ma odmienne zdanie. W ich opinii projekt
graficzny czasopisma (makieta - czyli określenie proporcji, dobór
fontów, barw itp.) jak najbardziej JEST dziełem, ale wykonanie
kolejnych numerów zgodnie z tą makietą - nie jest. To tylko rzemiosło.
Wiem, bo kiedyś zaprzyjaźnione wydawnictwo zwróciło się do nich o
wykładnię, żeby potem nie okazało się, że wykonawcy muszą dopłacać
brakujące podatki, o karach nie wspominając...


Ad vocem: teraz już wykładnię ma prawo dawać chyba tylko min. finansów.


Koledzy, nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym vatem.
Jesli mialbym papier od firmy znajomego to jasne ale jak to sie ma w zwiazku z
moja (fizyczna) osoba? Czy nie moge zawrzec kontraktu ze zleceniodawca i po
otrzymaniu zaplaty odprowadzic nalezna zaliczke na podatek dochodowy?
NAstepnie: moje koszty. Czy nie postepuje sie analogicznie do rozwiazan
krajowych gdzie nalicza sie 20 i 50% kosztow w zaleznosci od przeniesienia praw
autorskich?
Oswieccie.


Domyslam sie z tekstu, ze nie masz firmy.
Oczywiscie, ze mozesz zawrzec kontrakt, czy tez umowe zlecenia ze zleceniodawca zagranicznym, to juz jest jego problem, jak sie to w jego kraju nazywa. Takze on odprowadza wtedy u siebie zaliczke na podatek dochodowy jezeli Polska ma z tym krajem umowe o unikaniu podwojnego opodatkowania a Tobie daje papierek ile odprowadzil. Urzad podatkowy danego kraju wysyla wtedy do Polski (konkretnie I-go Urzedu Skarbowego Warszawa Srodmiescie) informacje o tym. Ty wykazujesz sume, ktora otrzymales w zeznaniu rocznym a takze zaplacona zaliczke.
Jezeli natomiast ten kraj nie ma z Polska w/w umowy bierzesz od goscia kase i nic Cie wiecej nie obchodzi jak on sobie to zaksieguje w koszta.


Po co tyle sloganów ?, czy nie zauważasz że to nie jest rozmowa o polityce
czy też wierze ? tu chodzi tylko o KASĘ !!! podobno pochodzącą z datków
wiernych i o sposób jej spożytkowania przez ślubujących ubóstwo.


Jakie slogany? Kolega Arek stwierdził, cytuję: "i wlasnie przez takich jak
ty ten kraj wyglada tak jak wyglada", pod adresem Kolegi lm, wyjątkowego
wstecznika i konserwy niszczącego nasz Kraj. Ja tylko rozciągnąłem i
uprecyzyjniłem wypowiedź Kolegi Arka zgadzając się z Nim w całej
rozciągłości.

Teraz poważnie:
Jaja sobie robię z oczywistych bredni. Nie pasuje Ci sposób spożytkowania
datków wiernych, nie dawaj na tacę i problem (Ty osobiście) masz z głowy,
nieprawdaż? Ktoś Cię zmusza, stoi Ci nad głową Drugi Rzymsko-Katolicki Urząd
Skarbowy Warszawa-Śródmieście???

Pozwólcie, drodzy Apostołowie Postępu, że inni sami będą się troszczyć o
swoje pieniądze. Wasze zatroskanie im niepotrzebne.






sposób spożytkowania
datków wiernych, nie dawaj na tacę i problem (Ty osobiście) masz z głowy,


nieprawdaż? Ktoś Cię zmusza, stoi Ci nad głową Drugi Rzymsko-Katolicki
Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście???

To nie do końca tak. Co niektóre "datki" są prawie wymuszane przez Kler, nie
muszę chyba nikomu udowadniać że czasem obowiązują nawet nieoficjalne
"cenniki" posługi duchowej i jakoś nie spotkałem nikogo komu by się to
podobało.
A co do sposobu spożytkowania tych datków które chętnie bym dał bez
"delikatnego" sugerowania ile to i owszem mam sporo uwag.
Nie dawać to rozwiązanie najprostsze jednocześnie IMO niczego nie
rozwiązujące, IMO daleko lepiej by było gdyby Kler zajął się swoimi
owieczkami a nie inwestycjami, bo mi się przypominają fraszki jednego
takiego Biskupa który miał zdanie widać podobne do mojego.

AndAn


Opóźnianie zwrotów VAT zagranicznym firmom narusza polskie i europejskie przepisy podatkowe - pisze "Rzeczpospolita".

Po publikacjach "Rz" o niechętnym zwracaniu VAT zagranicznym firmom gazeta otrzymała sporo sygnałów od czytelników potwierdzających te fakty. Tylko jeden urząd wyznaczony jest do tych spraw - Drugi Urząd Skarbowy Warszawa Śródmieście (nazywamy go dalej urzędem). Posługuje się on dość osobliwymi, a wręcz naciąganymi interpretacjami prawa.

Nie da się oczywiście powiedzieć, że warszawski urząd nic nie zwraca. Według statystyki oddał prawie 287 mln zł z tytułu VAT zapłaconego w latach 2001 - 2004. To jednak mniej niż 1/3 ponad miliarda złotych, czyli ogólnej kwoty, której zwrotu domagali się podatnicy. Odmowne decyzje dotyczą wniosków na 132,2 mln zł.

Co z pozostałymi 650 milionami złotych? Czekają, a urząd prowadzi postępowania, zazwyczaj przekraczające zwykły termin 6 miesięcy. Wiele firm czeka na zwrot podatku zapłaconego kilka lat temu. Za sam tylko 2003 rok "leży" 447 mln zł. Trzeba jeszcze do tego dodać wnioski złożone w 2005 roku. Było ich rekordowo dużo, bo ponad 7 tysięcy (poprzednio najwyżej 5,4 tys. w ciągu całego roku).

Takie opóźnienia uchodzą budżetowi na sucho, gdyż przepisy o zwrocie nie przewidują wypłaty odsetek od opóźnionego zwrotu. Ten argument też jednak można podważyć. Na razie jednak pieniądze leżą jak pod dywanem, a nie w banku, co de facto oznacza straty dla firm uprawnionych do ich odzyskania.

(Rzeczpospolita, źródło: www.onet.pl)

Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi zapewne o pieniadze, i to niemale, na zalatanie dziury budzetowej:

zabytki starsze niż 55 lat, nie wpisane do rejestru: Pozwolenie na wywóz.

Należy zgłosić się do Wojewódzkiego Konserwatora (w Warszawie także Dział Opiniowania Dzieł Sztuki MNW) wraz z przedmiotem, dwoma zdjęciami, znaczkami opłaty skarbowej (5 zł za wniosek, 38 zł za wydanie pozwolenia, plus 50 gr. za każdy załącznik i wypełnić odpowiedni formularz). Konserwator (sam nie ma uprawnień do wydawania pozwoleń) przesyła wniosek do Ośrodka Ochrony Zbiorów Publicznych, to zaś do Ministra Kultury. Jeśli otrzymamy zgodę, (najlepiej dowiedzieć się telefonicznie) musimy wykonać wycenę zabytku u rzeczoznawcy (koszt min. 50-100 zł lub 3% wartości). Gdy przedmiot zakupiliśmy niedawno wystarczy rachunek. Jeśli tak zdeklarowanej wartości przedmiotu nie zakwestionuje komisja, wpłacamy 25% wartości na konto Urzędu Dzielnicy Warszawa-Śródmieście. Z dowodem wpłaty odbieramy pozwolenie.


Przykladowo, grafika wydana w latach 30-tych, cena 100 zlotych (dla latwiejszego lliczenia )

W sumie mamy: 5 + 38 + 1 (dwa zalaczniki) + 3,3 (wersja optymistyczna - 3% wartosci) lub 100 (wersja pesymistyczna, pewnie bardziej realna) + 25 (danina dla Urzedu). Co daje w sumie 72,30 zlote w wersji optymistycznej lub 169 w wersji pesymistycznej. Czyli w sumie przedmiot kosztuje nas od 1,7 do 2,5 razy wiecej niz jego cena rynkowa!!! Teoretycznie, nawet przedwojenna pocztowke powinienem zglaszac do konserwatora, paranoja albo zlodziejstwo w bialy dzien!

Kochani - może ktoś z gryzipiórów - tzn. dziennikarzy - podniósł by się zza biurka i udał do najbliższego nierządu skarbowego. Tamże (w I US Warszawa Śródmieście - dajmy na to - 1 km w linii prostej od ministerstwa i Przyzby Skarbowej także)- na 4 i pół dnia przed upływem terminu do składania oświadczeń o wyborze metody kasowej i kwartalnej rozliczania z VAT - nie mają nawet dziennika ustaw nr 153. I nie wiedzą nic w tej sprawie. Nie wiedząc nic przyjmują co prawda oświadczenia - ale robią to na pałę, bez żadnych informacji zwrotnych. Po korytarzach, jak zwykle snują się zakosami zdezorientowani podatnicy. Po prostu galaktyczny burdel z lucyperowym uśmieszkiem ministra fajansów w tle. No może ktoś wreszczie przetrzepie te tłuste tyłki urzędasów, a chociażby - wyśmieje publicznie te nadęte zacymbalone bałwaniarstwo. Bo inaczej ja nie strzymam i pójdę na ministerstwo z kosą przekutą na sztorc. Kto za mną ... mości panowie !

Co do drugiej zagadki Juhasa, to jest to skrzyżowanie Nowogrodzkiej z Placem Starynkiewicza/Lindleya, a zdjęcie zrobiłeś stojąc naprzeciwko wejścia do Urzędu Skarbowego Warszawa Śródmieście.


Racja! Trochę nazwy ulic mi sie pokiszkowały!!!

Juhas oczywiście zgadłeś!
Może ktos wie z jakiej okazji wiszą te fotografie?

stuart3 dnia Wto 22:57, 18 Lis 2008, w całości zmieniany 1 raz

ja jestem szczęśliwszy tylko w trakcie koncertów - potem umieram hehe


Za dużo browaru, za mało zioła i dziewcząt i takie są skutki. Wszystkie środki powinny być dozowane z umiarem
No wiesz,co ? Dziewczyny to nie są środki,tylko ludzie!

Dzień otwarty w Drugim Urzędzie Skarbowym Warszawa-Śródmieście
22.marca 2007(ten czwartek) w g.9-17
ul.Jagiellońska 15 w Warszawie (kolorowy budynek Rainbow)
Zapraszamy podatnikow i pełnomocników
Ktoś wpadnie ?

Urzad Skarbowy, Warszawa-Sródmiescie. Do faceta przy biurku podchodzi kobieta i mówi:
- Chce zlozyc PIT.
- Prosze bardzo. Zawód?
- Kurw*a.
- O nie! Nie, tak nie mozna! Przeciez nie moge tak wpisac!
- To niech pan pisze 'prostytutka'.
- No tak tez nie mozna... Nie da rady!
Kurew sie zdenerwowala i mówi:
- To niech pan pisze 'Sekretarz Mazowieckiego Regionu PIS
- ?! ?!
- W ubieglym roku ja takze przyjelam 1431 kutasó*w.

No to:
jak wygląda organizacja i prowadzenie naborów do korpusu służby cywilnej w II Urzędzie Skarbowym Warszawa - Śródmieście
http://bip.kprm.gov.pl/g2/2009_03/677_fileot.pdf
a tak zarządza się służbą cywilną w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim
http://bip.kprm.gov.pl/g2/2009_06/937_fileot.pdf

Wersja 1.0.1.485

W tej wersji zakończone zostały zmiany związane z wyborem urzędu skarbowego z listy. Nazwa urzędu jest wyświetlana w postaci skróconej (np. III Warszawa-Śródmieście) na guziczku (Button), którego naciśnięcie otwiera listę urzędów i pozwala wybrać inny. Dane urzędów są obecnie wykorzystywane jedynie przy tworzeniu przelewów.

Sama forma wyboru urzędu nie osiągnęła jeszcze postaci finalnej. Niezbędna jest zmiana ListBox na ListView, co pozwoli sortować listę wg dowolnej kolumny (np. ulicy). Ta sama forma będzie używana do wybierania innych adresatów. W przypadku urzędów skarbowych możliwa będzie edycja rachunków bankowych. Być może dla innego typu adresatów również będą dostępne pola charakterystyczne dla nich.

[Tekst odtworzony z archiwum Google po uszkodzeniu serwera internetowego.]

Wersja 1.0.1.494

Dodana została synchronizacja danych urzędów skarbowych z Ramzes Classic. Niestety, baza urzędów skarbowych w Ramzes Classic jest bardzo niskiej jakości. Np. Urząd Skarbowy w Garwolinie ma wpisaną miejscowość Siedlce, połowa numerów rachunków bankowych jest w formie sprzed wprowadzenia IBAN, a nazwy ulic są pisane częściowo z wielkiej litery, a częściowo kapitalikami. Mechanizm przyda się więc głównie do wyeksportowania poprawnych danych, gdy już zostaną skompletowane...

Niejako przy okazji w algorytmie wymiany została dodana komenda @SKIP, zwracająca numer kolejnego rekordu albo napis EOF. Do kompletu z @Z (klucz adresu zamieszkania), @S (klucz adresu siedziby), oraz dodanego właśnie @U (kod urzędu skarbowego w postaci czytelnej, np. III Warszawa-Śródmieście).

Poza tym zmieniona struktura bazy SKARBOWY.DBF. Pola adresowe zgodne z ADRES.DBF (MIEJSCOW, NRDOM, NRLOK, KLUCZ). Docelowo ma to służyć do generowania adresu US z adresu rozbitego na elementy.

[Tekst odtworzony z archiwum Google po uszkodzeniu serwera internetowego.]

chcialbym nieco bardziej nakreslic sytuacje, zeby moze lepiej zrozumiec moje pytanie, oczywiscie nie mam zamiaru wprowadzac wblad moich klijentow, generalnie nie jestem zameldowany w Polsce i mieszkam za granica, firme chcialem zalozyc, zeby w korzystniejszy (z punktu widzenia podatkow) sposob dostawa wyplate z firmy gdzie obecnie pracuje. Natomiast co do zameldowania to chcialem tego uniknac przedewszystkim dlatego, ze chcialbym uniknac szybkiego uregulowania mojego stosunku do sluzby wojskowej ;). Rowniez nie wiem jak rozumiec poradnik, ktory opisuje zakladanie firmy w Polsce, jest tam mowa, ze osoby nie majace stalego zameldowania w Polsce musza zglosci sie po odbior NIPu do II urzedu skarbowego warszawa srodmiescie, a poniewaz jest mi to troche nie podrodze, to sie zastanawiam czy mozna to jakos ominac i pojsc poprostu do urzedu gdzie przebywam od czasu do czasu w Polsce w odwiedzinach u rodziny

Tak na wszelki wypadek
Wiem , że opierasz się tylko na dowodach

To nie mój materiałek , tylko kogoś zzzzaaaaaaaaaa

Pana " juhasa "

Pozwolę sobie przytoczyć :

http://ww6.tvp.pl/940,20070420488188.strona
Cytat:
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała do sądu akt oskarżenia wobec siedmiu osób zamieszanych w tzw. aferę korupcyjną w Ministerstwie Finansów.
Wśród oskarżonych jest troje pracowników ministerstwa - Sławomir M., Andrzej Ż. i Elżbieta Z,; lobbysta - Tomasz J., pracownik urzędu skarbowego na warszawskim Targówku Jerzy W. i małżeństwo biznesmenów z Nidzicy Zdzisław i Halina B. Akt oskarżenia został przesłany do sądu rejonowego Warszawa-Śródmieście.
"Zarzuty dotyczą przede wszystkim korupcji, m.in. przy załatwianiu przez urzędników korzystnych rozstrzygnięć spraw podatkowych, ale też np. egzaminów na doradców podatkowych" - dodała Mazur. Grozi za to nawet do 12 lat więzienia.

Jak ustalili prokuratorzy, największa jednorazowa łapówka sięgnęła 100 tys. zł; jedna z oskarżonych osób dostała też samochód marki volvo. W grę wchodziły również drobne kwoty, słodycze, a nawet kosz wędlin.

"W sumie akt oskarżenia obejmuje 46 zarzutów i ma 383 strony" - podkreśliła Mazur. Dodała, że sprawa liczy 66 tomów akt, a w śledztwie przesłuchano 200 świadków.

http://ww6.tvp.pl/940,20070420488188.strona

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała do sądu akt oskarżenia wobec siedmiu osób zamieszanych w tzw. aferę korupcyjną w Ministerstwie Finansów.
Wśród oskarżonych jest troje pracowników ministerstwa - Sławomir M., Andrzej Ż. i Elżbieta Z,; lobbysta - Tomasz J., pracownik urzędu skarbowego na warszawskim Targówku Jerzy W. i małżeństwo biznesmenów z Nidzicy Zdzisław i Halina B. Akt oskarżenia został przesłany do sądu rejonowego Warszawa-Śródmieście.
"Zarzuty dotyczą przede wszystkim korupcji, m.in. przy załatwianiu przez urzędników korzystnych rozstrzygnięć spraw podatkowych, ale też np. egzaminów na doradców podatkowych" - dodała Mazur. Grozi za to nawet do 12 lat więzienia.

Jak ustalili prokuratorzy, największa jednorazowa łapówka sięgnęła 100 tys. zł; jedna z oskarżonych osób dostała też samochód marki volvo. W grę wchodziły również drobne kwoty, słodycze, a nawet kosz wędlin.

"W sumie akt oskarżenia obejmuje 46 zarzutów i ma 383 strony" - podkreśliła Mazur. Dodała, że sprawa liczy 66 tomów akt, a w śledztwie przesłuchano 200 świadków.

Jesli chodzi o urzad skarbowy, to mieszkamy na zoliborzu !!!! wiec wlasciwy jest pierwszy urzad skarbowy warszawa-srodmiescie. Jesli meldujesz sie na slowackiego, to trudno zebys podlegal pod bielany! zobacz sobie NIP3 - najwazniejsze jest Twoje miejsce aktualnego zamieszkania. Meldunek jest wazny dla komisji poborowej:)))

Pod Pierwszy Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście podlega Gwiaździsta o następującej numeracji: 1-13 i 2-20. Numer 15 podlega pod Urząd Skarbowy Warszawa-Bielany.
Dane ze strony http://www.izba-skarbowa.waw.pl
Jan123 skąd informacja, że podlegamy pod I US?
A komisje poborową to ja ...

W lutym 2001 roku kupiłam mieszkanie, częściowo za gotówkę, częściowo na kredyt. W październiku 2003 sprzedałam to mieszkanie, spłaciłam kredyt, a za pozostałą kwotę kupiłam inne mieszkanie. Wtedy urząd skarbowy poinformował mnie, że w takiej sytuacji nie muszę płacić 10% podatku. Nowe mieszkanie kupiłam w innej dzielnicy, przemeldowalam sie i zmienilam US. W zeszłym tygodniu stawiłam się w urzędzie na wezwanie. Dowiedziałam się, że muszę zapłacić 10% podatku od kwoty, za którą spłaciłam kredyt hipoteczny. Urzędzniczka chciała, żebym jak najszybciej, najlepiej od razu przy niej wypełniła i złożyła odpowiedzniego PITa. Powiedziała również, że zwlekali tak długo z wezwaniem, ponieważ mieli, a w zasadzie nadal mają nieuregulowane przepisy, czy też różne urzędy różnie te przepisy interpretują i oni nie wiedzieli, czy mają ten podatek pobierać. Zwracali się w tej sprawie do Warszawy, ale nie dostali odpowiedzi. Zdecydowali jednak, że będą pobierać. Podzwoniłam po różnych urzędach skarbowych i dowiedziałam się, że jedne urzędy pobierają z tego tytułu podatek, ale na przykład US Warszawa Śródmieście III nie pobiera. Dlaczego mam płacić podatek, którego mieszkając w innej części Polski bym nie zapłaciła? Jak mogę wybrnąć z tej sytuacji? Boję się, że jeśli nie zapłacę, to US zacznie prowadzić postępowanie i naliczą mi odsetki od daty sprzedaży mieszkania (tak mnie poinformowała urzędniczka). Proszę o poradę. Pozdrawiam.

Władze Śródmieścia w najbliższych dniach chcą ostatecznie rozprawić się z
jednym z największych dłużników w dzielnicy

- W końcu bierzemy się za Gesslera. Znaleźliśmy komornika, który wykona
wyrok sądu - mówi dyrektor śródmiejskiego Zakładu Gospodarowania
Nieruchomościami Krzysztof Wojdak. Nie chce jednak zdradzić szczegółów i
terminu eksmisji. Niewykluczone, że dojdzie do niej w przyszłym tygodniu.

O eksmisję Adama Gesslera władze Śródmieścia starają się od lat. Restaurator
od początku lat 90. nie płaci bowiem czynszu za kamienicę przy Rynku Starego
Miasta, w której mieści się Dom Restauracyjny Gessler i Karczma Wojtkowice.
Z odsetkami jest to prawie 16 mln zł.

Gessler tłumaczył, że nie płacił, bo urzędnicy odebrali mu dzierżawę innego
lokalu przy Senatorskiej, gdzie zainwestował w remont. - Stracił lokal, bo
przebudował go bez zgody. Nie jest to powód do niepłacenia czynszu -
podkreśla Wojdak.

Dlaczego urząd tak długo zwlekał z eksmisją? Komornicy odmawiali egzekucji.
Nakaz eksmisji wystawiono bowiem tylko na dwie spółki Gesslera, a w lokalu
są trzy. Zdaniem Wojdaka teraz po zmianie przepisów nie powinno być z tym
problemów.

Gorzej będzie z odzyskaniem długów. Adam Gessler oficjalnie nie ma majątku -
w sądzie oświadczył, że korzysta z przedmiotów "osób trzecich". Nie prowadzi
też firm. Robią to za niego bliscy, bo Gessler ma sądowy zakaz zajmowania
się biznesem.

Ale to nie koniec problemów restauratora. Zalegał z płatnościami w ZUS-ie,
urzędzie skarbowym czy dostawcom. Ma też proces karny za samowolną
przebudowę piwnicy w kamienicy na Starówce (tam gdzie jest karczma).
Nielegalnie sprzedawał alkohol.

Z powodu problemów finansowych nie wypaliła mu adaptacja lokalu w Kazimierzu
Dolnym oraz odbudowa pałacu w Patrykozach pod Sokołowem Podlaskim, który
popadł w ruinę.

Władze Śródmieścia wyliczyły, że na kamienicy zajmowanej przez Gesslera
tracą 80 tys. zł miesięcznie, bo tyle wynosi czynsz.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3462974.html

Pozdrawiam

Arek

P.S.

Ręce opadają - do lokalu LeMadame stosunek mam obojętny ale... Oni byli
winni, jeśli dobrze pamiętam,100 tyś zł a tu: "Z odsetkami jest to prawie 16
mln zł."

"Dlaczego urząd tak długo zwlekał z eksmisją? Komornicy odmawiali egzekucji.
Nakaz eksmisji wystawiono bowiem tylko na dwie spółki Gesslera, a w lokalu
są trzy." - tego zupełnie nie rozumiem i chyba udam się na stosowną grupę na
temat prawa.


W ubiegłym tygodniu z Głosu Ursusa dowiedziałem się, że nowe Władze Dzielnicy jako jeden z priorytetów postawiły likwidację Kruczka.

Liceum w Ursusie jest jednym z Symboli naszej Dzielnicy decydującym o zachowaniu ukształtowanych wartości kulturowych naszej społeczności lokalnej.

Wyrwanie LVI LO z dotychczasowego budynku i wrzucenie do budynku dawnego Pika będzie oznaczało degradację szkoły oraz niczym nieuzasadnione skazanie jej na likwidację. Osoby które od niedawna dołączyły do naszej społeczności pewno tego nie sa w stanie zrozumieć bo nieutożsamiają się z poczuciem przynalerzności do lokalnej społeczności Ursusa. Dla takich osób ikoną kulturową społeczności Ursusa jest zapewne sklep Biedronka lub Urząd Skarbowy Warszawa-Bemowo.

Mieszkam w Ursusie na osiedlu, tuż przy Kruczku, na Wawelskiej. Zapytałem sąsiadów o zdanie - wszyscy byli zdziwieni i zaszokowani. Osoby, których dzieci chodzą do Czternastki stwierdziły, że problem znają bo Kruczek jest do odstrzału ponieważ dzieci z podstawówki potrzebują drugiej sali gimnastycznej i sal lekcyjnych, zaś nauczyciele twierdzą, że Pani Dyrektor ma układy w Gminie i to na pewno załatwi (sic).

Ankieta. Ankieta jest jak u Piwowarskiego - tendencyjna. Przed chwilą przekazałem ją pracownikowi naukowemu na Wydziale Socjologii, który stwierdził, że wyniki tej ankiety niezależnie od uzyskanych wartości, będą na tak dla zmian - ale jakich nie wiadomo.

Szanowni Państwo Urzędnicy.
Na stronie Urzędu jest Polityka jakości, a w niej:

Podstawowym celem jakościowym wykonywanych zadań jest zaspokajanie zbiorowych potrzeb mieszkańców Warszawy w drodze świadczenia wysokiej jakości usług powszechnie dostępnych.
Miarą poziomu osiągnięcia celu jest deklarowane zadowolenie mieszkańców Warszawy.

Dlatego warto zainteresować się jak mieszkańcy to postrzegają. Zamiast ankiety dla uzasadnienia likwidacji Kruczka i niejasnych zmian w ursuskiej oświacie.

Nie sądzę by Władze Dzielnicy Śródmieście odważyły by się przenieść Batorego z Myśliwieckiej lub Zamoyskiego ze Smolnej.

Osoby, które podejmą decyzję o likwidacji LVI LO (poprzez jego przeniesienie do Pika) dadzą swiadectwo swojej wrogości wobec naszej lokalnej ojczyzny jaką jest Ursus oraz chęci skłócenia i skonfliktowania mieszkańców.

Pseudo specjalistom od oświaty dziękujemy.

jedna preferencyjna z kosztorysem powiekszonym o lapowke.Tak dzieje sie w USA/Niemczech/nawet w Szwecji.

Dosc smieszne gadanie o lapowkach, ze tak jest na calym swiecie. Szczegolnie mieszjac w to szwecje, mentalnosc Szwedow jest inna niz polakow, tam niema dyskusji z policja, urzednikami czy czyms innym.
W zasadzie jest to mozna rzec panstwo policyjne, kazdy kazdego pilnuje i w razie czego dzwoni na policje. Proba wreczenia takiej lapokwki niemal w 100% skonczyla by sie dla ciebie aresztem i raczej zainicjonowanym przez teoretycznego lapowko biorce.
Tym bardziej, ze w szecji mozesz sprawdzic ile kto placi podatku i jesli uwazasz, ze mogl cos dorabiac bokiem, bo w urzedzie skarbowym wychodzi mniej, zgalasz to.
Dotyczy to wszystkich obywateli placacych podatki, zarowno biednych jak i tych najbogatsych i wiesz dokladnie jaki maja majatek.

Poza tym metro w hiszpanii bylo budowane jakis czas temu.Akurat co do metra to raczej zastanow sie kiedy wybudowano metro w hiszpanii a kiedy zacznie budowa sie u nas.Druga sprawa to warunki geologiczne w ktorych powstaje ta inwestycja oraz klimat.

Ale przeciez sam ratusz przyznal , ze oferenci zawyzyli znacznie koszty budwy i nie bedzie za tyle budowal drugiej lini metra.

Dziwie sie tylko tobie dlaczego tak bardzo boisz sie rozwoju nawet za cene fajek/ alko badz czegos tam jeszcze.Imho powinienes sie cieszyc ze cos zostanie zrobione a nie przejedzone przez kolejna kancelarie badz watahe urzednikow.

Bo tak pisza gazety, a on lyka wszystko jak pelikan. Brak mu swiadomosci, ze takie zzeczy nie kosztuja 100 zlotych czy kilka tysiecy.

Co do wahy dlaczego za warszawe ma placic cala polska ? Wystarczy za wjazd do centrum pobierac oplate ~20 zeta i od razu robi sie miejsce na ulicach+kasa w budzecie miasta.
Jestem jak najbardziej ZA i nie musi to byc Cala Warszawa, a wystarczy samo CEntrum lub Srodmiescie

Od dzisiaj przez 2 miechy bedzie jezdzila bioetanolowa scania po wawie jak sie sprawdzi to ZTM pod koniec roku zamowi 50-60 takich busikow

Po poznaniu chyba juz dawno takie jezdza, dosc slaby czas reakcji warszawskiego ZTM

Mieszkają w Warszawie, ale podatki płacą poza nią. "Podatkowi uciekinierzy" to prawdziwa plaga stołecznych dzielnic, bo każda z nich co roku traci co najmniej kilka milionów złotych.

Gorący okres rozliczeń podatkowych dopiero się zaczyna. Wielkich kolejek w urzędach skarbowych jeszcze nie ma, bo nie wszyscy chcą się już rozliczać. Zazwyczaj zostawiamy to na ostatni moment. Niektórzy z nas w Warszawie nie rozliczą się wcale.

Mieszkam tu, płacę tam. - Podatek PIT płacę w swoim rodzinnym Płocku, bo to jest piękne miasto - uśmiecha się Agaton Koziński. Niezameldowani w Warszawie mieszkańcy podatki płacą najczęściej w miastach, z których pochodzą. Takich osób może być nawet kilkadziesiąt tysięcy. A przez to Warszawa sporo traci. - To jest kwota nawet kilkuset milionów złotych, która mogłaby wpływać do budżetu miasta, a nie wpływa - tłumaczy rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk.

Straty miliardów złotych. W tym roku szacunkowy dochód z podatków może w stolicy wynieść prawie 4 mld złotych. Ale tych pieniędzy mogło by być znacznie więcej i to aż o prawie miliard. Takie pieniądze można by przeznaczyć na inwestycje, choćby takie, jak budowa mostu Północnego. Wystarczy tylko, że wszyscy rozliczą się w Warszawie. A do tego wcale nie trzeba mieć stołecznego meldunku.

- Dla rozliczenia z podatku dochodowego od osób fizycznych nie jest istotne miejsce zameldowania, a miejsce zamieszkania, więc sam fakt nieposiadania meldunku w Warszawie nie przesądza, że nie można się rozliczać w Warszawie - wyjaśnia Iwona Potyralla z Urzędu Skarbowego Warszawa Śródmieście.

Dzielnice postanowiły działać. Burmistrz Ursusa wpadł na pomysł, żeby w dzielnicy rozwiesić plakaty informujące, że podatki w Warszawie mogą płacić również osoby niezameldowane w tym mieście.

- Dzięki temu możemy realizować szereg zadań: od budowy szkół i przedszkoli, poprzez budowę ścieżek rowerowych, zapewnienie lepszej infrastruktury. Wszystko to pod potrzeby młodych, którzy do tej dzielnicy się sprowadzają - Bogdan Olesiński, burmistrz Ursusa, zachęca do rozliczenia podatków w stolicy.

Nie ma się czego bać. Druk NIP-3, przekazujący podatek gminie, w której mieszkamy, to tylko kilka rubryk do wypełnienia. Nie ma się czego bać. To trwa tylko chwilę, ale ta chwila i rozliczenie się w Warszawie może sprawić, że nam wszystkim mieszkańcom tego miasta będzie żyło się lepiej.

Małgorzata Walczak
tvnwarszawa.pl/-1,1589015,0,,zaplac_podatki_w_warszawie,wiadomosc.html

TO SAMO DOTYCZY MIESZKAŃCÓW POWIATU PIASECZYŃSKIEGO!

Co do drugiej zagadki Juhasa, to jest to skrzyżowanie Nowogrodzkiej z Placem Starynkiewicza/Lindleya, a zdjęcie zrobiłeś stojąc naprzeciwko wejścia do Urzędu Skarbowego Warszawa Śródmieście.

Pismo z 30 czerwca 2005 r. nr US36/1CF/413/IP-29/05/IW

Czy płatnikowi przysługuje wynagrodzenie z tytułu terminowej wpłaty podatku dochodowego

PYTANIE DO US
Zakład składał deklaracje PIT-4, nie dokonując pomniejszenia pobranego podatku o przysługujące mu wynagrodzenie z tytułu terminowego wpłacania podatku. Czy rzeczywiście z tytułu pobieranego podatku przysługuje mu wynagrodzenie?

ODPOWIEDŹ US SKRÓT
Tak. W przypadku gdy płatnik w ustawowych terminach dokonał poboru kwot należnych Skarbowi Państwa i wpłacił je do właściwego organu, uprawniony jest do naliczania stosownego wynagrodzenia.

ODPOWIEDŹ US - WYCIĄG
Na podstawie art. 14a § 1 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. - Ordynacja podatkowa Naczelnik Drugiego Urzędu Skarbowego Warszawa-Śródmieście informuje:

W przedmiotowym stanie faktycznym zastosowanie znajdują następujące przepisy:

• art. 8 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. - Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2005 r. Nr 8, poz. 60) stanowiący, iż płatnikiem jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej, podlegająca na mocy ustaw podatkowych obowiązkowi podatkowemu,

• art. 6 przywołanej powyżej ustawy - Ordynacja podatkowa, stosownie do którego podatkiem jest publicznoprawne, nieodpłatne, przymusowe oraz bezzwrotne świadczenie pieniężne na rzecz Skarbu Państwa, województwa, powiatu lub gminy, wynikające z ustawy podatkowej,

• art. 28 wyżej wymienionej ustawy stanowiący między innymi w § 1, że płatnikom i inkasentom przysługuje zryczałtowane wynagrodzenie z tytułu terminowego wpłacania podatków pobranych na rzecz budżetu państwa. Na podstawie § 3 minister właściwy do spraw finansów publicznych został zobowiązany do określenia w drodze rozporządzenia szczegółowych zasad ustalania wynagrodzenia płatników i inkasentów pobierających podatki na rzecz budżetu państwa, w relacji do kwoty pobranych podatków, oraz trybu pobrania wynagrodzenia.

Paragraf 1 pkt 1 i 2 rozporządzenia Ministra Finansów z 24 grudnia 2002 r. w sprawie wynagrodzenia płatników i inkasentów pobierających podatki na rzecz budżetu państwa (Dz.U. Nr 240, poz. 2065) stanowi, iż płatnikom i inkasentom przysługuje wynagrodzenie z tytułu terminowego wpłacania podatków wynoszące 0,3% kwoty podatków pobranych przez nich na rzecz budżetu państwa (...). Kwota należnego wynagrodzenia jest potrącana z kwoty podatków pobranych przez płatników lub inkasentów. Wynagrodzenie, do którego są oni uprawnieni, wiąże się z terminową wpłatą podatku wynikającego z ustaw podatkowych. Tak więc gdy płatnik lub inkasent w ustawowych terminach dokonał poboru kwot należnych Skarbowi Państwa i wpłacił je do właściwego organu, uprawniony jest do naliczania stosownego wynagrodzenia.

Pozdrawiam.

Poniżej prezentujemy informację Izby Skarbowej we Wrocławiu.

Prawo podatkowe nie nakłada specjalnych obowiązków na sprzedających drogą
elektroniczną przedmioty lub świadczących usługi. Handel w internecie traktowany
jest tak samo jak sprzedaż w zwykłym sklepie i w zależności od sytuacji, będzie
podlegać opodatkowaniu: podatkiem dochodowym, podatkiem VAT, podatkiem akcyzowym,
czy też podatkiem od czynności cywilnoprawnych.
Dlatego warto pamiętać, że:
Jeżeli nie zajmujesz się zawodowo działalnością handlową, to zasady opodatkowania
umów sprzedaży zawieranych przez osoby, które nie prowadzą działalności gospodarczej
znajdują się w ustawie z dnia 9 września 2000r. o podatku od czynności
cywilnoprawnych (Dz. U. z 2007r. Nr 68, poz. 450).
Ważne! Obowiązek podatkowy przy umowie sprzedaży objętej PCC powstaje z chwilą jej
zawarcia - w przypadku aukcji ma to miejsce w momencie wylicytowania przez
kupującego najwyższej ceny, jaką zobowiązał się zapłacić za rzecz zgłoszoną do
licytacji. Obowiązek zapłaty podatku: ciąży na kupującym, który bez wezwania urzędu
skarbowego powinien w terminie 14 dni od dnia dokonania sprzedaży w internecie
złożyć deklarację PCC-1 oraz obliczyć, a następnie zapłacić podatek.
Stawka podatku od umowy sprzedaży rzeczy wynosi 2% (do podstawy opodatkowania
przyjmujemy wartość rynkową rzeczy).
Gdzie złożyć deklarację PCC-1? Deklarację należy złożyć w urzędzie skarbowym wg
miejsca zamieszkania (siedziby) kupującego. Jeżeli nie można ustalić właściwości
miejscowej wg miejsca zamieszkania (siedziby) kupującego, właściwym, będzie
Naczelnik II Urzędu Skarbowego Warszawa - Śródmieście.
Kiedy nie trzeba złożyć deklaracji i zapłacić podatku? Jeżeli sprzedaż nie podlega
podatkowi od czynności cywilnoprawnej (ponieważ jest opodatkowana podatkiem VAT lub
zwolniona z VAT) lub jest zwolniona od tego podatku. Zwolnienie z podatku od
czynności cywilnoprawnych dot. umów sprzedaży rzeczy o wartości rynkowej nie
przekraczającej 1000 zł.

Rozliczamy się w I Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście ul. Lindleya 14. W zeszłym roku dostałem oficjalne pismo w tej sprawie od Naczelnika Urzędu.

To jest czesc dluzszego tekstu o Polsce i jej roznych regionach, wybralem
kawalek o Warszawie.
Nie wiem kto to splodzil, ale sadze, ze bylo to juz ladne pare lat temu
(biorac pod uwage np. opis metra).

3. Regiony kraju
   =============
Warszawa
---------------------
[...]
_Dzielnica_rzadowa_: Wyjatkowosc stoilicy polega na tym, ze istnieje w niej
prosty sposob na zdobycie mieszkania - wystarczy w tym celu zostac
ministrem. Metoda ta, niedostepna w zadnym innym miescie stanowi przedmiot
zazdrosci.

W rezultacie obecnie wszyscy juz obywatele miasta to potomkowie dawnych
ministrow. Za stare uwazane sa rody zalozone jeszcze przez ministrow
stalinowskich; rodziny, ktorych ministerialnosc pochodzi dopiero z czasow
Rakowskiego traktowane sa jako nuworyszowskie.

Ministrowie, ktorzy w 1989 roku zastapili nieudolnych Czerwonych, dali
poczatek nowej dynastii.

Dzielnice rzadowa zwiedzac najlepiej dolaczajac do demonstracji rolnikow.
Demonstracje wyruszaja o kazdej pelnej godzinie spod Urzedu Rady Ministrow.
[...]

_Centrum_komunikacyjne._ Warszawa jest wezlem komunikacyjnym. Caly ruch
kolowy z poludnia na polnoc Polski odbywa sie ulica Grojecka; wschod kraju
z zachodem laczy ulica Grochowska. Wszystkie drogi spotykaja sie w Alejach
Jerozolimskich, ktore sa zamkniete dla ruchu. [...]

_Centrum_finansowe_(financial_district)._ Miesci sie ono w Urzedzie
Skarbowym przy placu Starynkiewicza. [...] Wyjezdzajac winda na szczyt
wiezowca nalezy uwazac na transportowane nia zwykle wiadra z wapnem.

Warszawska elite pieniadza mzna tu zaobaczyc przy jej codziennych
zajeciach: jak odpisuje sobie rozne najnowsze informacje z karteczki na
korytarzu (kurs podatkow w Polsce aktualizowany jest przez Rade Ministrow
raz w tygodniu) albo jak czeka na przyjecie przez urzedniczke, wachlujac
sie banknotami. Po trzykrotnym pukaniu, finansjera zegna sie i wchodzi do
urzedniczki - dalszy ciag operacji finansowej jest niewidoczny dla oka.
[...]

Czesto mozna sie natknac na stojacego w obliczu katastrofy finansiste,
ktory - po odrzuceniu mu zle wypelnionego formularza - ofiarowuje wszystkie
posiadane przy sobie kosztownosci temu, kto powie co ma wpisac do jakiej
rubryki. Niestety, sa rzeczy, ktorzych nie osiagnie sie za zadne pieniadze.

_Centrum_kulturalne._ Warszawa jest jednym z najwiekszych na swiecie
osrodkow produkcji kaset wideo i magnetofonowych. Najnowsze przeboje
nagrywane sa bezposrednio ze studia w Londynie przez telefon i ukazuja sie
na tynku natychmiast. Plyta Tiny Turner sprzedawana byla w Warszawie juz na
dzien przed jej nagraniem w Ameryce.

_Inne_atrakcje_ [...] _Ruski_targ_ Jedyne miejsce na swiecie, gdzie do
kupienia sa wszystkie wytwory przemyslu ZSRR. Bardziej na zachod nie chca
ich kupowac, a bardziej na wschod - sprzedawac; Warszawa jest dla nich
zlotym srodkiem. _Wazniejsze_telefony_ Poczta Glowna, budka przy
ul.Krolewskiej, przy pl.Konstytucji oraz pl.Zawiszy. Pozostale nieczynne.

Okolice Warszawy
---------------------
Cala Warszawa obudowana jest olbrzymimi blokami betonowych konstrukcji,
ktore pelnia role filtrow chroniacych miasto przed zanieczyszczeniami. I
tak, pyly Huty Warszawa w 80 procentach absorbowane sa przez blokowiska i
zyjace w nich organizmy Wawrzyszewa i Chomiczowki. Z kolei zanieczyszczenia
elektrocieplowni Siekierki pochlaniane sa przez zyjatka z osiedla
Bernardynska. Potezna mechaniczno-bilogiczna oslone dla miasta stanowi
zespol Brodno itd.; do centrum zanieczyszczenia nie moga juz sie przedrzec.

Zwrocmy uwage na charakterystyczna zabudeowe tych obszrow. Kedy
zanieczyszczenie juz mysli, ze znalazlo sobie jakis przeswit i wydostalo
sie z tej plataniny, wyrasta przed nim nastepna sciana, pelna
pochlaniajacych je otworow. Labirynt scian gwarantuje stale przeciagi i
prady bladzace - aby dobrze spelniac swe zadanie, sciany tych budowli sa
dziurawe, krzywe i niedokonczone.

Ogladac te monumentalne budowle mozna tylko z przewodnikiem. Zwiedzajacym
nie wolno oddalac sie nigdzie samodzielnie - wiele osob, ktore podczas
pobytu na Ursynowie czy Jelonkach stracily z oczu swoje grupy, do dzis
blaka sie miedzy domami. [...]

W rejonach tych zyja tylko matki i dzieci w wozkach. Dzieci, kiedy tylko
zaczynaja chodzic, opuszczaja natychmiast swe miejsce wylegu i jada tworzyc
bandy mlodziezowe do Srodmiescia.

Mezczyzni nie maja na miejscu zadnych widokow i musza migrowac za praca do
miasta. Rowniez uczniowie wywozeni sa do szkol do Warszawy autobusami, aby
zapobiec segregacji dzieci na miejskie i zdziczale polwiejskie.

Rodziny umiawiaja sie ze soba w miejscu zamieszkania w wieksze swieta
panstwowe i koscielne.

[...]


http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2758602.html


Przełomowe dla kierowców orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w
Bydgoszczy - mandaty za parkowanie wkładane za wycieraczkę są nieważne!

Burzę rozpętała Marlena J., gdy dwa lata temu dostała z bydgoskiego Zarządu
Dróg Miejskich nakaz zapłaty 50 zł. To kara za niewykupienie biletu w
obejmującej śródmieście strefie płatnego parkowania. Kobieta postanowiła nie
płacić i skierowała skargę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
Argumentowała ją tym, że auto pożyczyła któremuś ze znajomych, a wezwanie
rzekomo włożone za szybę samochodu musiał ktoś wyciągnąć, bo znajomy go tam
nie znalazł. SKO odrzuciło skargę. Marlena J. odwołała się do Wojewódzkiego
Sądu Administracyjnego. I sprawę wygrała!

Sędzia Wiesław Czerwiński uzasadnia orzeczenie: "Wkładanie za wycieraczkę
samochodu zawiadomienia nie można uznać za skuteczne. Takiego zawiadomienia
nie przewiduje żadna cywilizowana procedura. To zarząd drogi obowiązany jest
przeprowadzić w niezbędnym zakresie postępowanie dowodowe, a wymierzanie kar
pieniężnych winno następować w drodze decyzji administracyjnej. Wymagają
tego zasady demokratycznego państwa prawa."

Zdzisław Pietrasik, prezes WSA, uzupełnia: - W ten sposób nie można karać
ludzi! Często jest tak, że wezwanie zmyje deszcz, albo ktoś je wyciągnie. I
co wtedy? Kierowca dowiaduje się o postępowaniu egzekucyjnym kilka tygodni
później, kiedy przychodzi wezwanie do zapłaty. To niedopuszczalne, wbrew
przysługującemu obywatelowi prawa do obrony.

Z orzeczeniem WSA zgadza się Aleksander Werner z Katedry Prawa
Administracyjnego i Finansowego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie: -
Włożenie mandatu za wycieraczkę nie spełnia przesłanki skutecznego
doręczenie - mówi. - Przecież wykroczenie dotyczy konkretnej osoby, a nie
samochodu. Porównując, można wskazać, że człowieka można zaaresztować, a
samochód raczej trudno. Tezy wyroku z Bydgoszczy zasługują na uznanie.

Jego zdaniem należy doręczyć wezwanie czy upomnienie tak, by mieć pewność,
że ukarany adresat je odebrał. - Ciężar dowodu jest w tych sprawach po
stronie zarządu drogi, nie obywatela - mówi Werner.

Roman Dembek, dyrektor bydgoskiego Zarządu Dróg Miejskich, nie chce
komentować decyzji sądu. Przyznaje, że nie wyklucza zmian w sposobie
wystawiania mandatów. Dziennie w Bydgoszczy takie wezwanie do zapłaty
otrzymuje 150 kierowców, we Wrocławiu i Łodzi - ok. 50, w Krakowie - ponad
200. Powiadomienia wtykane są przez pracowników zarządów dróg miejskich za
samochodowe wycieraczki.

Nikt nie prowadzi dokładnych statystyk, ale można przyjąć, że rocznie
polskie samorządy wystawiają ponad milion mandatów.

Szefowie komunikacji w innych miastach są w szoku. Jeśli bydgoski wyrok się
uprawomocni, podobnych spraw w całej Polsce mogą być tysiące. Z gminnych kas
znikną wtedy miliony. W samej Bydgoszczy wpływa od osób ukaranych mandatami
700 tys. złotych rocznie, w Poznaniu - prawie pół miliona.

Strefy płatnego parkowania są w większości polskich miast wojewódzkich, a
nawet powiatowych. Dochody z opłat za parkowanie są przeznaczane na budowę i
remonty dróg. Godzina parkowania kosztuje średnio 2 zł. Kto nie zapłaci, za
wycieraczką znajduje mandat formalnie nazywany "wezwaniem do zapłaty" lub
"informacją". Średnia wysokość kary to 50 zł. Jeśli nie zareagujemy na
wezwanie, przyjdzie do nas poborca z urzędu skarbowego lub wejdzie nam na
pensję.


Ale się wzniosła wrzawa... Miałem sie nie odzywać ale zrobię jeden wyjątek.
Wielu tu mówi, że 44 to bezsens, kto tym będzie jeździł i inne takie bzdety. Skąd wy ludzie bierzecie takie info, czy aby napewno jeździcie MPKami ? Dla mnie realia są trochę inne.
Ostatnio czesto potrzebowalem się dostać z Powst. Warszawy przed stadionem do Rejtana VII LO (za Dołową). No i lipa bo jedzie tylko 0. Każdy autobus tej linii był tak zapchany, że ledwo można było wejść, nie mówiąc juzo komforcie jazdy. Wszystkie studenty, uczniowie i babcie na zakupy do hipermarketów. Tragedia. Kolejna trasa to z Rejtana Predom potrzebowałem dostać się do WSIiZ na Sucharskiego. I dostać sie można tylko 19. Załadowana na potegę aż do Piłsudzkiego, dodatkowo korki. Normalnie zaje.... komfort jazdy. Nie mówiąc już o czasie jazdy do ul Okulickiego.
Linia 44 rozwiązuje wiele problemów, zakładając jej drobne wydłużenie i minimum dwukrotne zwiększenie czestotliwości jazdy. Popatrzmy na mapkę:
-na czerwono obecna trasa
-na zielono proponowana modyfikacja




Trasa skonstruowana jest wg mnie dobrze ponieważ skraca długość przejazdu przez miasto. Zawdzieczamy to Mostowi Zamkowemu. Nie jedziemy na około, czesto po zakorkowanych Powstańców Warszawy czy Dąbrowskiego. Pasażerami obecnego stanu linii bedą mieszkańcy osiedla Nowe Miasto, mieszkańcy innych czesci miasta chcacy dostać sie do sklepów na Rejtana (licznych i czesto odwiedzanych). Dodatkowo studenci WSAiZ oraz Uniwersytetu (jadąc 19 ostatnio dużo ich napchało koło galerii Ryska). Potem na kolejnym przystanku bedą mogli wsiąść mieszkańcy okolicznych bloków Podwisłocze 34, 40, 38, 28, 26, 24, 38A i B, 32, petenci Urzędu Skarbowego, mieszkańcy Cegielnianej. Nie zapominajmy, że jeżeli kiedyś skonczą Millenium Hall to także klienci tego centrum.
Oprócz tego Wiele osób chce się dostać do centrum, Galleria Graffica, wszystko wokoło (są też zakłady pracy), osiedle bliżej Cieplińskiego, rynek Balcerka, niedaleko Poczta, TP. Potem Krakowska i ludzie chcący sie dostać na Baranówkę, do dworca podmiejskiego, dalej osiedla na Baranówce, ewentualne dogranie z osiedlem Poncza.

Częstotliwość kursów: 6- dwa kursy co 20 min.; 7 i 8h -3 kursy co 15 min, od 9-13h - 2 kursy, 14-18h - 3 a nawet 4 kursy co 10,15 minut; 19-21h - 2 kursy i o 22h - jeden
W soboty i niedziele kursów o połowę mniej.

Dodając na zielono moją propozycję przedłużenia dodatkowo skomunikowalibysmy Słocinę z miastem, całym miastem. Słocina nie jest wcale tak dobrze skomunikowana.
6- moja propozycja 44 skróciła by jazdę mieszkańców przez Powst. Wa-wy, Hetmańską, Szopena i Piłsudzkiego. Krótszy dojazd, lepsze zróżnicowanie
16- to inny klimat linii, ona jedzie za makro Lwowską do dworca na Bardowskiego....
36- to długi przejazd prze miasto Powst. Wawy, Dąbrowskiego, czesto zakorkowanych...

Dodając zielony odcinek trasy linia 44 byłaby kompletna i myslę z powodzeniem by się przyjęła.

Dodam też że np. moi rodzice mieliby dobry dojazd do pracy bo bloki przy US nie mają aż tak dobrej komunikacji z Baranówką, szczególnie. Więc jużkilku pasażerów by sie znalazło. Dodać uczniów WSIiZu itd.

niby w jaki sposob?? bo ja w tej lini nie widze ani uzytku ani pozytku chyba ze zmarnowana kasa i bedzie to co z linia 39 czy innymi uruchamianymi bo ktos tak chce

Obaliłem niepodstawne twierdzenie. Porzytek będzie duży.
Jak voy mówił i sięz nim zgadzam, ta trasa skóric znacznie dojazd do śródmiescia i skomunikuje z Baranówką i nowymi osiedlami. Da sięwybudowac przystanki zaraz za RARRem i za lub przed tą kamieniczką po drugiej stronie.

Klient, co z tego ze z niektórymi liniami 44 siepokrywa. Mi to g.. przeszkadza, bo żeby skorzystać z tej linii musze drałować przez całe osiedle do Powst. Wawy lub do Rejtana... 19 jest czesto tak napchana, że ledwo nowi pasażerowie mogą do autobusu wejść...

Tak wogóle to polecam sobie kupić bilet dobowy i pojeździcpo mieście jak siema wolny dzień. Autobusy 0,13,19,18 często są zapchane po granice możliwości. 44 by rozwiazało czesciowo problem.

Linia 31 ruszy zapewne 1 kwietnia. Trasa: pętla w Białej (Kard. Wojtyły) - Miła - Strażacka - Kwiatkowskiego - Podwisłocze - most Zamkowy - Lisa-Kuli - Cieplińskiego - Marszałkowska - Lubelska - Zajezdnia MPK nr 2

Dzięki temu Nowe Miasto byłoby już wpełni dobrze skomunikowane.

Przełomowe dla kierowców orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy - mandaty za parkowanie wkładane za wycieraczkę są nieważne!

Burzę rozpętała Marlena J., gdy dwa lata temu dostała z bydgoskiego Zarządu Dróg Miejskich nakaz zapłaty 50 zł. To kara za niewykupienie biletu w obejmującej śródmieście strefie płatnego parkowania. Kobieta postanowiła nie płacić i skierowała skargę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Argumentowała ją tym, że auto pożyczyła któremuś ze znajomych, a wezwanie rzekomo włożone za szybę samochodu musiał ktoś wyciągnąć, bo znajomy go tam nie znalazł. SKO odrzuciło skargę. Marlena J. odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. I sprawę wygrała!

Sędzia Wiesław Czerwiński uzasadnia orzeczenie: "Wkładanie za wycieraczkę samochodu zawiadomienia nie można uznać za skuteczne. Takiego zawiadomienia nie przewiduje żadna cywilizowana procedura. To zarząd drogi obowiązany jest przeprowadzić w niezbędnym zakresie postępowanie dowodowe, a wymierzanie kar pieniężnych winno następować w drodze decyzji administracyjnej. Wymagają tego zasady demokratycznego państwa prawa."

Zdzisław Pietrasik, prezes WSA, uzupełnia: - W ten sposób nie można karać ludzi! Często jest tak, że wezwanie zmyje deszcz, albo ktoś je wyciągnie. I co wtedy? Kierowca dowiaduje się o postępowaniu egzekucyjnym kilka tygodni później, kiedy przychodzi wezwanie do zapłaty. To niedopuszczalne, wbrew przysługującemu obywatelowi prawa do obrony.

Z orzeczeniem WSA zgadza się Aleksander Werner z Katedry Prawa Administracyjnego i Finansowego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie: - Włożenie mandatu za wycieraczkę nie spełnia przesłanki skutecznego doręczenie - mówi. - Przecież wykroczenie dotyczy konkretnej osoby, a nie samochodu. Porównując, można wskazać, że człowieka można zaaresztować, a samochód raczej trudno. Tezy wyroku z Bydgoszczy zasługują na uznanie.

Jego zdaniem należy doręczyć wezwanie czy upomnienie tak, by mieć pewność, że ukarany adresat je odebrał. - Ciężar dowodu jest w tych sprawach po stronie zarządu drogi, nie obywatela - mówi Werner.

Roman Dembek, dyrektor bydgoskiego Zarządu Dróg Miejskich, nie chce komentować decyzji sądu. Przyznaje, że nie wyklucza zmian w sposobie wystawiania mandatów. Dziennie w Bydgoszczy takie wezwanie do zapłaty otrzymuje 150 kierowców, we Wrocławiu i Łodzi - ok. 50, w Krakowie - ponad 200. Powiadomienia wtykane są przez pracowników zarządów dróg miejskich za samochodowe wycieraczki.

Nikt nie prowadzi dokładnych statystyk, ale można przyjąć, że rocznie polskie samorządy wystawiają ponad milion mandatów.

Szefowie komunikacji w innych miastach są w szoku. Jeśli bydgoski wyrok się uprawomocni, podobnych spraw w całej Polsce mogą być tysiące. Z gminnych kas znikną wtedy miliony. W samej Bydgoszczy wpływa od osób ukaranych mandatami 700 tys. złotych rocznie, w Poznaniu - prawie pół miliona.

Strefy płatnego parkowania są w większości polskich miast wojewódzkich, a nawet powiatowych. Dochody z opłat za parkowanie są przeznaczane na budowę i remonty dróg. Godzina parkowania kosztuje średnio 2 zł. Kto nie zapłaci, za wycieraczką znajduje mandat formalnie nazywany "wezwaniem do zapłaty" lub "informacją". Średnia wysokość kary to 50 zł. Jeśli nie zareagujemy na wezwanie, przyjdzie do nas poborca z urzędu skarbowego lub wejdzie nam na pensję.

(Gazeta Wyborcza, źródło: www.mi.gov.pl)

ROK 2000

"Janusz Lewandowski nie stanie przed sądem

Prawomocny wyrok

Sprawa trwała ponad trzy lata

(INF. WŁ.) Sąd Okręgowy utrzymał wczoraj w mocy wyrok Sądu Rejonowego dla Krakowa Śródmieścia o umorzeniu postępowania przeciwko Januszowi Lewandowskiemu, byłemu ministrowi przekształceń własnościowych, a obecnie posłowi Unii Wolności. Ministra oskarżono o nieprawidłowości przy prywatyzacji dwóch krakowskich firm.

Zażalenie na postanowienie sądu pierwszej instancji złożyła prokuratura. Według sędziego Andrzeja Almerta, Sąd Okręgowy utrzymując w mocy decyzję poprzedniego sądu uznał, iż postępowanie powinno być umorzone, bo prokuraturze nie udało się uzyskać zgody na ściganie posła, który jest chroniony immunitetem poselskim.

Umorzenia postępowania domagał się obrońca Janusza Lewandowskiego. Jego zdaniem, immunitet poselski nie pozwala na ściganie oskarżonego, zaś oskarżyciel publiczny nie uzyskał zgody Sejmu na ściganie posła.

Januszowi Lewandowskiemu postawiono zarzut nieprawidłowości w przekształceniach "Techmy" i "KrakChemii" - jednoosobowych spółek skarbu państwa oraz poświadczenie nieprawdy w podpisywaniu antydatowanych dokumentów. Śledztwo w tej sprawie wszczęto w 1992 r. po doniesieniach Urzędu Kontroli Skarbowej i Najwyższej Izby Kontroli. Straty skarbu państwa wyniosły 2,4 mln zł. Według prokuratury, w przypadku obu firm wybrano oferentów, którzy proponowali niższe ceny. Nowi właściciele przejęli też wypracowane w ciągu roku zyski firm, mimo że prywatyzacja nastąpiła pod koniec roku.

Sprawa Janusza Lewandowskiego ciągnęła się przez ponad 3 lata. Akt oskarżenia skierowano do Sądu Rejonowego w Warszawie na początku 1997 r. W październiku tego samego roku Janusz Lewandowski został posłem, a do sądu wpłynął pierwszy wniosek o umorzenie postępowania wobec posła. Na początku tego roku warszawski sąd zapytał krakowską prokuraturę, czy występowała do Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie posła do odpowiedzialności karnej. Prokuratura odpowiedziała, że gdy kierowała akt oskarżenia do sądu, Lewandowski nie był posłem i o zgodę taką nie występowano. Zdaniem prokuratury, w momencie, gdy akt oskarżenia jest w sądzie, to sprawą powinien zająć się sąd. W marcu sąd zobowiązał jednak prokuraturę do uzyskania takiej zgody, a sprawę przekazano do Sądu Rejonowego w Krakowie, motywując to szybszym tempem rozpatrywania spraw."

( W owym czasie kolesie Lewandwoskiego bylu u steru i chronili TOWARZYSZA - ciekawe co na to Rokita? )

http://dzisiaj.dziennik.k...jf1/krajf1.html

Rok 2002

Ponownie w prokuraturze

(INF. WŁ.) Sprawa posła Janusza Lewandowskiego (PO), oskarżonego o dopuszczenie do nieprawidłowości przy prywatyzacji spółek "Techma" i "KrakChemia", będzie ponownie rozpatrywana przez krakowską prokuraturę.

http://dzis.dziennik.krak...Kraj/10/10.html

Sprawa lezy i kwiczy - lewandowskiego chroni immunitet

No skoro jest taki niewinny to dlaczego jak np niektorzy poslowie - nawet z samoobrony - jak uwazaja sie za niewinnych to zrzekaja sie immu nitetu i oczyszczaja sie z zarzutow - a tu?? kolesie go chronia - a teraz na spokojna emeryturke ze gruba kase do ue wyslali..

Jak wspomnialem - PO to takie samo bagno jak SLD (a nawet wieksze bo nawet tego cienia przyzwoitosci nie ma )

Temat powrócił w dzisiejszej 'Rzeczpospolitej', w dodatku 'Dobra Firma'. Pozwolę sobie przytoczyć w całości:

O STAWCE DECYDUJE KLASYFIKACJA STATYSTYCZNA
Od cappuccino płacimy tylko 7 proc. VAT

Właściciel kawiarni sprzedający kawę zapłaci 22 proc. VAT. Jeśli jest to cappucino albo latte, podatek wyniesie tylko 7 proc.

Usługi gastronomiczne oraz usługi podawania napojów są do końca 2007 r. opodatkowane stawką 7 proc. Nie dotyczy to sprzedaży kawy. Ale okazuje się, że cappuccino i latte to nie kawa.
Tak uważa wielu restauratorów, ale, co ważniejsze, potwierdził to Pierwszy Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście w interpretacji z 14 kwietnia br. (1435/PP1/44307/06/AŁ).

Więcej mleka niż w espresso

Jaką stawką opodatkować cappuccino i latte?
Dla niezorientowanego w niuansach przyrządzania napojów podatkowca odpowiedź wydaje się prosta - 22 proc., bo kawa jest wyłączona z preferencyjnej 7-proc. stawki. Ale kawosz odpowie inaczej. Dla niego cappuccino i latte to gorące mleczne napoje o smaku kawowym. Dlaczego? Ponieważ bazowym składnikiem tych produktów jest mleko i specjalnie przyrządzona piana mleczna - tak argumentował właściciel kawiarni we wniosku do urzędu.
Napój latte składa się w około 93 proc. z mleka i piany mlecznej, natomiast tylko 7 proc. stanowi napar kawowy. Przy cappuccino te proporcje wynoszą około 90 i 10 proc.
Są to więc produkty mleczarskie i przy ich sprzedaży można stosować preferencyjną stawkę VAT 7 proc.
Ważny skład, a nie nazwa
Co na to urząd? Przekonały go argumenty kawiarza i zgodził się na niższą stawkę. Jak czytamy w odpowiedzi: "pomimo faktu potocznego określenia przedmiotowych napojów jako kawa, kawa latte, czy kawa cappuccino, zgodnie z klasyfikacją Głównego Urzędu Statystycznego należy je zaklasyfikować do grupowania PKWiU 15.98.12-70.00 "Napoje bezalkoholowe zawierające tłuszcz mlekowy, pozostałe". Powyższe napoje nie są więc klasyfikowane do grupowania PKWiU 15.86.1250.00 "Ekstrakty, esencje i koncentraty kawy oraz przetwory na ich bazie lub na bazie kawy". W związku z powyższym sprzedaż przedmiotowych napojów w ramach usługi gastronomicznej opodatkowana jest stawką 7 proc.".
PRZEMYSŁAW WOJTASIK

Kiedy niższa stawka

Przepisy przewidują dwie podstawy zastosowania niższej stawki:
> art. 146 ust. 1 pkt 2 lit. c) ustawy o VAT - usługi gastronomiczne,
> § 40 rozporządzenia ministra finansów z 27 kwietnia 2004 r. - usługi związane z podawaniem napojów oraz usługi stołówkowe i dostarczania posiłków dla odbiorców zewnętrznych.
W obu przypadkach 7-proc. stawka nie obejmuje:
> sprzedaży napojów alkoholowych o zawartości alkoholu powyżej 1,2 proc. oraz napojów alkoholowych będących mieszaniną piwa i napojów alkoholowych, w których zawartość alkoholu przekracza 0,5 proc.,
> sprzedaży kawy i herbaty (wraz z dodatkami), napojów bezalkoholowych gazowanych, wód mineralnych, a także sprzedaży w stanie nieprzetworzonym innych towarów opodatkowanych stawką 22 proc.

Zdaniem eksperta
Dorota Pokrop, doradca podatkowy w Ernst & Young:
Skoro cappuccino i latte w świetle klasyfikacji PKWiU nie są zaliczane do grupy "Ekstrakty, esencje i koncentraty kawy oraz przetwory na ich bazie lub na bazie kawy", to można je opodatkować niższą, 7-proc. stawką. Potoczne nazewnictwo (kawa cappuccino i kawa latte) nie powinno mieć wpływu na zasady opodatkowania. Jaka jest podstawa prawna preferencyjnej stawki? Zależy od rodzaju wykonywanej usługi. Zasadniczo usługa gastronomiczna polega na przygotowywaniu posiłków, z którym może być związane podawanie napojów. Z kolei usługa podawania napojów dotyczy raczej sytuacji, gdy wydawane są same napoje (sprzedawca nie przyrządza posiłków). Taka definicja usług podawania napojów może budzić pewne wątpliwości na gruncie orzeczeń Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który wielokrotnie wskazywał, że w przypadku gdy sprzedaż posiłku nie wiąże się z szeregiem czynności związanych z jego przygotowaniem oraz właściwym zaserwowaniem klientom, dochodzi do dostawy towarów, a nie do świadczenia usług. Jednak także wtedy, gdy mamy do czynienia z usługą podawania napojów, cappuccino i latte możemy opodatkować 7-proc. VAT.

Zróbcie porządek z tym handlem

Apelujemy do władz Warszawy: skończmy z ulicznymi stoiskami!

Nielegalne kramy wracają masowo na ulice stolicy. Prezydent Warszawy nie spieszy się do zmiany tej sytuacji. Dlatego apelujemy do nich: czas przenieść handlarzy na bazary!

Prezydent Kaczyński wielokrotnie mówił o konieczności ucywilizowania ulicznego handlu w centrumWarszawy.
W rozmowie z Życiem Warszawy powtarza: – Zapanujemy nad tym procederem. Wciągniemy do współpracy inspekcję skarbową i uporamy się z nielegalnymi kramiarzami, przenosząc ich na bazary. Mydło i powidło
To jednak cały czas tylko teoria. Nadalnic konkretnego się nie dzieje. (sic )

Tymczasem rzeczywistość wygląda źle. Zachodnie części placów Defilad i Konstytucji, ulice Marszałkowska, Świętokrzyska, al. Jana Pawła II, ronda Babka i de Gaulle’a − to tylko nieliczne miejsca, w których uliczny nielegalny handel wciąż kwitnie. Sprzedaje się tu wszystko – od kwiatówprzez pomidory po sznurówki.

− Nielegalni handlarze nie tylko psują wizerunek Warszawy, ale również odbierają pracę uczciwym, płacącym podatki warszawskim handlowcom.

Mam dość toleracji urzędników, żyjących z moich podatków, dla takich łobuzów ocenia Norbert Pomarański, właściciel sklepu spożywczego w Śródmieściu. Co tu zrobić? Warszawscy urzędnicy, choć przyznają, że problem dzikiego handlu po kilkuletniej przerwie wraca w dużym nasileniu, to nie bardzo wiedzą, jak sobie z nim poradzić.

Miasto nie powinno tolerować sytuacji, gdy ktoś prowadzi działalność handlową, zajmując miejskie powierzchnie i nie wnosi obowiązkowej opłaty − ocenia Jarosław Brysiewicz, szef wydziału działalności gospodarczej urzędu Warszawy. Od razu jednak dodaje, że raczej służby porządkowe powinny kontrolować nielegalnych sprzedawców, a urzędnicy. Mandaty się sypią Dlaczego do tej pory nie było wielkiej akcji przeciw handlarzom, choć urzędnicy zauważyli problem.

− Bo wielkie akcje muszą byćo rganizowane przy udziale wielu służb – inspekcji skarbowej, pracy, UOKiK. Trudno zorganizować takie przedsięwzięcie, ale mamy je w planach. stwierdza Tomasz Ziemiński, rzecznik straży miejskiej.

Niepotrafi jednak podać nam terminu przeprowadzenia takiej akcji. –Narazie gdy zobaczymy, że ktoś handluje nielegalnie, zawsze dostaje mandat od 50 do 500zł − deklaruje rzecznik. Ale, jak wiadomo nieoficjalnie, powody wstrzymywania akcji przeciw handlarzom są inne.

Na tolerowanie ulicznego handlu pozwala sam prezydent Lech Kaczyński, co ma związek ze zbliżającą się kampanią wyborczą. –

Jego zdaniem to zjawisko powinno być ucywilizowane, ale nie teraz − mówi nam członek kierownictwa straży proszący o anonimowość.

Sam prezydent jednak zaprzeczył tym argumentom. Od handlu są bazary Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha przekonuje tymczasem, że problem rozwią że tylko szybkie działanie władz miasta, czyli przeniesienie handlarzy w oficjalne miejsca handlowe. – W stolicy jest przecież wiele bazarów, które idealnie nadają się na handel stolikowy – ocenia Andrzej Sadowski. Aby zmieścić wszystkich „stójkowych” na bazarach, trzeba stworzyć dwa, trzy nowe miejsca tego typu.

Data: 16.03.2005
VIDE: dzisiejsze "Życie Warszawy"
http://www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=59564

Niepełnosprawnik po Warszawie
2008-07-09

Jeździsz na wózku inwalidzkim i szukasz fryzjera w centrum, do którego możesz wjechać? Znajdziesz go bez problemu. Od wczoraj w internecie działa Niepełnosprawnik po Warszawie.

Na stronie internetowej www.mobidat.pl można sprawdzić, czy urząd skarbowy, komisariat policji, ale też teatr, sklep czy salon fryzjerski jest dostępny dla niepełnosprawnych. Na razie można tam znaleźć miejsca ze Śródmieścia, ale docelowo projekt obejmie całe miasto.

Bardzo dokładne opisy

- Nasi wolontariusze odwiedzili ok. 400 placówek - opowiada Małgorzata Piątkowska z Fundacji Pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo. - Na razie na stronie są opisy 94 miejsc. Do końca października wprowadzimy kolejnych 300.

Co dokładnie jest w opisach? Możemy się np. dowiedzieć, że w aptece przy ul. Zielnej 45 przejścia nie mają progów, że szklane drzwi oznaczone są kontrastowo (informacja ważna dla osób niedowidzących) i że w pobliżu znajdują się miejsca parkingowe.

Z kolei do sklepu z czekoladą na ulicy Żurawiej 26 poruszający się na wózkach wjadą jedynie z pomocą osób trzecich, ale recepcja znajduje się w pobliżu wejścia, więc nie powinni mieć większych problemów.

Opisy miejsc są bardzo dokładne i w założeniach mają być aktualizowane co dwa lata. Mają ułatwić osobom niepełnosprawnym samodzielne załatwianie spraw. Takie informacje przydadzą się też osobom starszym, dla których pokonanie schodów jest problemem.

Zadanie na lata

Do akcji chce się włączyć ratusz. - To inicjatywa na lata. Cały czas trzeba będzie dodawać do spisu nowe obiekty - mówi Marcin Wojdat, pełnomocnik prezydenta stolicy ds. organizacji pozarządowych.

- To nie jest projekt, który ma wytykać błędy - zaznacza wiceburmistrz Śródmieścia Katarzyna Osowiecka. - Ale z drugiej strony jak coś jest nie tak, to zamieszczenie takich informacji działa mobilizująco. My dowiedzieliśmy się, że drzwi w naszym urzędzie otwierają się zbyt ciężko i na przykład osoby ze stwardnieniem rozsianym nie dają rady ich otworzyć. Gdyby nie "Niepełnosprawnik" nigdy w życiu bym na to nie wpadła.

Projekt "Mobidat. Niepełnosprawnik po Warszawie" realizuje Fundacja Pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo, Fundacja na Rzecz Transportowych Usług Specjalistycznych dla Niepełnosprawnych TUS oraz niemieckie stowarzyszenie Albatros.

W Berlinie (www. mobidat.net) podobny program działa już od 16 lat. W bazie danych znajduje się ponad 19 tys. obiektów. Potrzebne informacje można też uzyskać przez telefon. ("Życie Warszawy")

Źródło

Raj dla rowerzystów

Śródmieście staje się najbardziej przyjazną dzielnicą dla warszawskich cyklistów. W czwartek ruszają konsultacje z mieszkańcami, którzy wybiorą miejsca, gdzie w przyszłym roku stanie kilkanaście nowoczesnych stojaków rowerowych.

Na razie w Śródmieściu jest ich 18, a ostatnie ustawiono kilka tygodni temu. Jest to jedyna dzielnica, w której do urzędu czy kawiarni można pojechać rowerem i zostawić go w stojaku przed wejściem. Rowerzyści się z tego cieszą, ale przypominają, że największym problemem jest wciąż brak przechowalni rowerowych w metrze.

Od jutra wśród mieszkańców Śródmieścia będą kolportowane ulotki zachęcające do wzięcia udziału w konsultacjach. Rozdawane będą między innymi w urzędach i podczas Masy Krytycznej. W czwartek o godz. 11 odbędzie się spotkanie w klubie Cykloza przy Hożej 62. - Zaczynamy akcję od konsultacji społecznych, bo przecież to ci, którzy na co dzień korzystają z rowerów, wiedzą najlepiej, gdzie takich stojaków brakuje - mówi Urszula Majewska, rzeczniczka dzielnicy.

To kontynuacja akcji z wiosny tego roku. Wtedy mieszkańcy wskazali 18 punktów, gdzie powinny stanąć stojaki. Ostatnie z nich dzielnica zamontowała niedawno przy stacjach metra Centrum i Świętokrzyska.

Po raz pierwszy z cyklistami skonsultowano nie tylko lokalizację stojaków, ale także ich kształt. Dzięki temu zarówno te już istniejące, jak i te, które będą dopiero instalowane, mają kształt litery U. Rower przymocowuje się do niego za ramę, co utrudnia pracę złodziejom.

Rowerzyści nie mają problemu ze wskazaniem punktów, gdzie powinny stanąć nowe stojaki. - Przede wszystkim ciągle jest ich za mało przy gmachach użyteczności publicznej. Świetne miejsce to na przykład pl. Bankowy - mówi Marcin Jackowski z Zielonego Mazowsza, które dzielnica także zaprosiła do konsultacji w sprawie lokalizacji stojaków.

- Dobrze byłoby przekonać do współpracy właścicieli centrów handlowych. Zaparkowanie roweru pod Arkadią, Galerią Mokotów, Redutą czy Fortem Wola jest ciągle problemem - dodaje. Inne miejsca, które wskazuje Zielone Mazowsze, to m.in. urzędy skarbowe, Poczta Główna przy ul. Świętokrzyskiej, sąd rejonowy przy ul. Marszałkowskiej. Śródmieście weźmie je pod uwagę

Jedyną dzielnicą, która organizuje akcję podobną do Śródmieścia, jest Ursus. Tam ustawiono już kilkanaście stojaków, między innymi u zbiegu ulic Bony i Koronacyjnej, przy ratuszu, placu zabaw w parku Czechowickim i przy poczcie na osiedlu Skorosze. Rowerzyści cieszą się z nowych stojaków, ale zwracają uwagę na inny problem.

Ciągle brakuje przechowalni i parkingów dla rowerów, gdzie można by je zostawić na dłużej. Są one potrzebne przy metrze. Rowerzyści twierdzą, że wielokrotnie przekonywali zarząd metra o konieczności ich wybudowania, ale bez skutku. Jedyne parkingi rowerowe, jakie powstają w Warszawie, to te przy garażach Park & Ride. Największy, na sto rowerów, zostanie niedługo otwarty przy węźle Młociny.

***

Rower można bezpiecznie przypiąć przed urzędem dzielnicy

1. ul. Orla - 3 stojaki
2. urząd dzielnicy Śródmieście (ul. Nowogrodzka) - 3 stojaki
3. ul. Lewartowskiego przy Zamenhoffa - 2 stojaki
4. pomnik Kilińskiego na Podwalu - 4 stojaki
5. ul. Podwale przy Senatorskiej - 2 stojaki
6. ul. Zielna (stacja metra Świętokrzyska) - 2 stojaki
7. ul. Bracka 20 - 3 stojaki
8. ul. Żurawia (Wydział Stosowanych Nauk Społecznych) - 3 stojaki
9. ul. Żurawia przy Parkingowej - 3 stojaki
10. Port Czerniakowski - 5 stojaków
11. stacja metra Ratusz od ul. Długiej - 3 stojaki
12. wrotowisko w Centralnym Parku Kultury - 3 stojaki
13. ul. Zajęcza (plac zabaw) - 3 stojaki
14. pomnik Syrenki na Wybrzeżu Kościuszkowskim - 3 stojaki
15. Instytut Cervantesa, ul. Nowogrodzka 22 - 3 stojaki
16. kawiarnia Cykloza, ul. Hożej 62 - 2 stojaki
17. park Agrykola - 4 stojaki
18. wejście do stacji metra Centrum

Krzysztof Jóźwiak

2008-10-01 13:49:45, aktualizacja: 2008-10-01 13:57:59

cyt za http://www.polskatimes.pl/warszawa/5019 ... ,id,t.html

Witam,

Ale skucha ;D
D. [chyba, że na prw też już trzeba taksy dawać :D ]


Danka, chyba, że warszawskie :)

Np:
Rok 1944, sierpień. Dwóch warszawiaków siedzi na podwórku kamienicy.
Wokół nalot, bomby lecą jedna za drugą, niedaleko pożar. Jeden z gości ma
straszną czkawkę. Wreszcie się odzywa do kolegi:
- Weź mnie pan przestrasz, bo się zamęczę!

Ciekawe skąd pochodzą te:

Jezeli chcemy poruszac sie po Warszawie, nalezy koniecznie zapoznac sie
z planem metra. Metro w Warszawie przecina wzdluz cala dzielnice
Ursynow.
Wystarczy zapamietac, ze ulice, ktorymi biegnie metro sa w calosci
wylaczone z ruchu, natomiast tam, gdzie mieszcza sie stacje, sa objazdy.
Dobra orientacja w przebiegu metra stanowic bedzie przy zwiedzaniu
Warszawy kolosalne ulatwienie.

Warszawa
~~~~~~~~
[...]
_Dzielnica_rzadowa_: Wyjatkowosc stoilicy polega na tym, ze istnieje w
niej prosty sposob na zdobycie mieszkania - wystarczy w tym celu zostac
ministrem. Metoda ta, niedostepna w zadnym innym miescie stanowi
przedmiot zazdrosci.

W rezultacie obecnie wszyscy juz obywatele miasta to potomkowie dawnych
ministrow. Za stare uwazane sa rody zalozone jeszcze przez ministrow
stalinowskich; rodziny, ktorych ministerialnosc pochodzi dopiero z
czasow Rakowskiego traktowane sa jako nuworyszowskie.

Ministrowie, ktorzy w 1989 roku zastapili nieudolnych Czerwonych, dali
poczatek nowej dynastii.

Dzielnice rzadowa zwiedzac najlepiej dolaczajac do demonstracji
rolnikow. Demonstracje wyruszaja o kazdej pelnej godzinie spod Urzedu
Rady Ministrow.
[...]

_Centrum_komunikacyjne._ Warszawa jest wezlem komunikacyjnym. Caly ruch
kolowy z poludnia na polnoc Polski odbywa sie ulica Grojecka; wschod
kraju z zachodem laczy ulica Grochowska. Wszystkie drogi spotykaja sie w
Alejach Jerozolimskich, ktore sa zamkniete dla ruchu. [...]

_Centrum_finansowe_(financial_district)._ Miesci sie ono w Urzedzie
Skarbowym przy placu Starynkiewicza. [...] Wyjezdzajac winda na szczyt
wiezowca nalezy uwazac na transportowane nia zwykle wiadra z wapnem.

Warszawska elite pieniadza mzna tu zaobaczyc przy jej codziennych
zajeciach: jak odpisuje sobie rozne najnowsze informacje z karteczki na
korytarzu (kurs podatkow w Polsce aktualizowany jest przez Rade
Ministrow raz w tygodniu) albo jak czeka na przyjecie przez urzedniczke,
wachlujac sie banknotami. Po trzykrotnym pukaniu, finansjera zegna sie i
wchodzi do urzedniczki - dalszy ciag operacji finansowej jest
niewidoczny dla oka.
[...]

Czesto mozna sie natknac na stojacego w obliczu katastrofy finansiste,
ktory - po odrzuceniu mu zle wypelnionego formularza - ofiarowuje
wszystkie posiadane przy sobie kosztownosci temu, kto powie co ma wpisac
do jakiej rubryki. Niestety, sa rzeczy, ktorzych nie osiagnie sie za
zadne pieniadze.

_Centrum_kulturalne._ Warszawa jest jednym z najwiekszych na swiecie
osrodkow produkcji kaset wideo i magnetofonowych. Najnowsze przeboje
nagrywane sa bezposrednio ze studia w Londynie przez telefon i ukazuja
sie na tynku natychmiast. Plyta Tiny Turner sprzedawana byla w Warszawie
juz na dzien przed jej nagraniem w Ameryce.

_Inne_atrakcje_ [...] _Ruski_targ_ Jedyne miejsce na swiecie, gdzie do
kupienia sa wszystkie wytwory przemyslu ZSRR. Bardziej na zachod nie
chca ich kupowac, a bardziej na wschod - sprzedawac; Warszawa jest dla
nich zlotym srodkiem. _Wazniejsze_telefony_ Poczta Glowna, budka przy
ul.Krolewskiej, przy pl.Konstytucji oraz pl.Zawiszy. Pozostale
nieczynne.

Okolice Warszawy
~~~~~~~~~~~~~~~~
Cala Warszawa obudowana jest olbrzymimi blokami betonowych konstrukcji,
ktore pelnia role filtrow chroniacych miasto przed zanieczyszczeniami.
I tak, pyly Huty Warszawa w 80 procentach absorbowane sa przez
blokowiska i zyjace w nich organizmy Wawrzyszewa i Chomiczowki. Z kolei
zanieczyszczenia elektrocieplowni Siekierki pochlaniane sa przez zyjatka
z osiedla Bernardynska. Potezna mechaniczno-bilogiczna oslone dla miasta
stanowi zespol Brodno itd.; do centrum zanieczyszczenia nie moga juz sie
przedrzec.

Zwrocmy uwage na charakterystyczna zabudeowe tych obszrow. Kedy
zanieczyszczenie juz mysli, ze znalazlo sobie jakis przeswit i wydostalo
sie z tej plataniny, wyrasta przed nim nastepna sciana, pelna
pochlaniajacych je otworow. Labirynt scian gwarantuje stale przeciagi i
prady bladzace - aby dobrze spelniac swe zadanie, sciany tych budowli sa
dziurawe, krzywe i niedokonczone.

Ogladac te monumentalne budowle mozna tylko z przewodnikiem.
Zwiedzajacym nie wolno oddalac sie nigdzie samodzielnie - wiele osob,
ktore podczas pobytu na Ursynowie czy Jelonkach stracily z oczu swoje
grupy, do dzis blaka sie miedzy domami.
[...]

W rejonach tych zyja tylko matki i dzieci w wozkach. Dzieci, kiedy tylko
zaczynaja chodzic, opuszczaja natychmiast swe miejsce wylegu i jada
tworzyc bandy mlodziezowe do Srodmiescia.

Mezczyzni nie maja na miejscu zadnych widokow i musza migrowac za praca
do miasta. Rowniez uczniowie wywozeni sa do szkol do Warszawy
autobusami, aby zapobiec segregacji dzieci na miejskie i zdziczale
polwiejskie.

Rodziny umiawiaja sie ze soba w miejscu zamieszkania w wieksze swieta
panstwowe i koscielne.

[...]

I jeszcze:

Samochód  "Warszawa" w latach sześćdziesiatych reklamowano w następujący
sposób:
- Kupujcie samochód Warszawa, który odmłodzi was o 30 lat postępu
technicznego!


http://rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_070423/warszawa_a_1.html
Kosztowna zmiana adresów

Urzędnicy zdekomunizują ulice, poprawią błędy w nazwach, skrócą za długie
nazwiska patronów i stworzą pierwszy od 1975 r. katalog ulic. Dla setek
tysięcy warszawiaków oznacza to wymianę dokumentów
Wymiana dowodu może spotkać m.in. Andrzeja Koneckiego ze skweru ks. kard.
Stefana Wyszyńskiego. Pełna nazwa ulicy nie mieści się w jego dokumencie
JERZY DUDEK
Zweryfikowanie i uporządkowanie nazw ulic to pomysł urzędników - m.in.
Instytutu Pamięci Narodowej, Urzędu Miasta i Głównego Urzędu Statystycznego.
Swoje poprawki chcą też wprowadzić językoznawcy, których kłują w oczy błędy
na niebieskich tabliczkach. Jeśli te plany zostaną zrealizowane, 163 ulice,
place, skwery i ronda otrzymają nowe nazwy.

Więcej patronów do wymiany
Najwięcej emocji towarzyszy zmianom podszytym ideologią. Najpierw krakowski
oddział IPN zaapelował w lutym do warszawskiego ratusza o zmiany patronów 11
ulic, m.in. Armii Ludowej, Dąbrowszczaków, Juliusza Rydygiera, Wincentego
Rzymowskiego, gen. Waltera i Związku Walki Młodych. Teraz swoją listę
przedstawił warszawski Zespół Nazewnictwa Miejskiego. Proponuje on
przemianować kolejnych 16 ulic, w tym Józefa Balcerzaka, Juliana Bruna,
Józefa Ciszewskiego, Kazimierza Grodeckiego, Józefa Lewartowskiego i
Antoniego Parola.
-To wstyd i hańba dla miasta, że patronami są zdrajcy i agenci. Czas to
zmienić -mówi zwolennik dekomunizowania map Krzysztof Górski (PiS), radny ze
Śródmieścia.
Wśród członków Rady Warszawy, która będzie decydować o zmianach, pojawiają
się głosy rozsądku. -Jest jakaś słuszność w zmianie tych nazw. Powinniśmy to
zrobić wiele lat temu. Teraz byłby to dramat ze względu na koszty, które
ponieśliby i mieszkańcy, i urzędy -mówi Tadeusz Ross (PO), szef Komisji
Nazewnictwa w ratuszu.

Mieszkańcy nie chcą płacić
Nie wszystkim się to podoba. Kiedy radni ze Śródmieścia debatowali w marcu
nad zmianą nazwy ul. Armii Ludowej, obrad o mały włos nie przerwano z powodu
gwałtownie protestujących mieszkańców. - Nie likwidujcie naszej ulicy! Przez
kilkadziesiąt lat nikomu nie przeszkadzała! - krzyczała z mównicy Alina
Jastrzębska. Głównym argumentem przeciwko zmianie były jednak pieniądze i
czas. - Kto mi zwróci za nowe dokumenty? Kto mnie zwolni z pracy, żebym
mogła załatwić wszystkie aktualizacje? -denerwuje się Helena Marzec.

Uporządkują i skrócą nazwy
Mimo protestów w stolicy bez zmian się nie obejdzie. Urzędnicy tworzą
stołeczny katalog nazw ulic. Ostatni taki spis stolica zrobiła w 1975 r.
Katalog powstaje pod merytoryczną opieką Zespołu Nazewnictwa Miejskiego. Z
wstępnych przymiarek wynika, że w ciągu dwóch lat skorygować trzeba będzie
163 nazwy.
Jednym z powodów jest panujący bałagan w pisowni ulic. Komplikacje wywołuje
np. praska uliczka 21. Praskiego Pułku Piechoty Dzieci Warszawy. Urzędnicy
zapisywali ją m.in. jako 21 PP Dzieci Warszawy lub 21 Pułku Piechoty Dzieci.
Od czasu wprowadzenia plastikowych dowodów osobistych sporo kłopotów
sprawiają też za długie nazwy. Na nowych blankietach mieści się bowiem tylko
30 znaków. Problem stanowi m.in. nazwa skwer kpt. Stanisława Skibniewskiego
"Cubryny" - ze spacjami aż 46 znaków. Takich za długich nazw jest w stolicy
47.
Jak specjaliści będą je skracać? -W pierwszej kolejności zrezygnujemy z
drugiego imienia patronów, zastępując je inicjałem z kropką -wyjaśnia
przewodnicząca zespołu prof. Kwiryna Handke. - Niekiedy całkowicie je
wykreślimy, jak w przypadku ul. gen. Józefa Chłopickiego (w wykazie z 2001
roku widnieje jego drugie imię - Grzegorz - red.).

Jeden Olbracht musi zniknąć
Wpisywanie tylko pierwszej litery imienia patronów ulic nie sprawdzi się
jednak w przypadku królów i książąt. Tu imię musi zostać w zapisie. Z
władcami są też inne kłopoty. Obecnie ulicę Jana Olbrachta komputer w
urzędowej bazie danych znajdzie jako Olbrachta Jana lub J. Olbrachta. - To
nie powinno mieć miejsca, przecież ulicy Kazimierza Wielkiego nie zapiszemy
jako ulicy Wielkiego Kazimierza - wyjaśnia prof. Kwiryna Handke. Mieszkańcy
na razie upraszczają po swojemu. -Zawsze w dokumentach wpisuję ul.
Olbrachta - mówi księgowy Krzysztof Pawelec. - Nawet nie wiedziałem, że
prawidłowo jest z imieniem władcy.
Odmiana obcych nazwisk i zapis w dopełniaczu to także w stolicy prawdziwa
zmora. Przykładem jest ulica, której patronuje generał Wiktor Thommee
(prawidłowa odmiana to Thommeego). Wątpliwości językoznawców wzbudzają też
kilkuczłonowe nazwiska wraz z przydomkami lub pseudonimami (np. gen. Karola
Ziemskiego "Wachnowskiego").
Kosztowne zmiany dokumentów i bieganie od urzędu do urzędu nie ominą na
pewno mieszkańców ulic z błędami w pisowni nazwisk, np. Marca Polo, Nicola
Paganiniego, Rabindranatha Tagorego. Językoznawcy w sumie znaleźli w stolicy
27 nazw ulic z błędami, a ich wątpliwości budzą kolejne 62 - m.in. Barburki,
Raperswilska, Izabelli, Frascati, Vogla, Axentowicza.

--------------------------
Za co i ile zapłacimy
Dla mieszkańców zmiana nazwy ulicy wiąże się z wymianą dokumentów. Nie płacą
przy tym tylko za nowe dowody (normalnie to 30 zł). Płacą zaś za prawo jazdy
(71 zł), dowód rejestracyjny (49 zł), nowe zdjęcia do dokumentów (ok. 30
zł), korektę wpisu do księgiwieczystej, tabliczki na domach itp. Trzeba
zaktualizować dane w bankach, urzędach skarbowych itp. Więcej wydatków czeka
właścicieli firm. Muszą wprowadzić zmiany w KRS, kupić nowe druki,
pieczątki, wizytówki, szyldy. Oznacza to wydatek nawet 300 - 500 zł.


W tekście wykorzystano materiały z „Życia Warszawy”, „Pulsu Biznesu” oraz „Nowego Gońca Szczecińskiego”

Linki do materiałów TVP „Misja Specjalna”, Polsat „Interwencja Extra” oraz link do „Białej Księgi”:

http://www.itvp.pl/player. html?mode=0&channel=452&am p;video_id=28696

http://www .itvp.pl/player.html?mode=0&am p;channel=452&video_id=386 30

http://interwencja.inter ia.pl/news?inf=812445

www.m sp.gov.pl/dokumenty/2-2244.pdf

1. Jesień 2001 roku - rząd SLD dochodzi do władzy;

2. Następuje przewidywana dekoniunktura w budowie statków, do której zarząd Stoczni Porta Holding S.A. przygotowywał się od wielu lat i w celu dywersyfikacji ryzyka kupił (w połowie lat 90-tych) i wyremontował bazę paliwową w Świnoujściu (kupioną w przetargu, po armii radzieckiej).

„Proble my stoczni zaczęły się z chwilą, gdy w 1994 roku kupiono terminal paliwowy w Świnoujściu. Przetarg na bazę przegrała wówczas wspierana przez posła SLD Jacka Piechotę firma Ship Service, której prezes Jerzy K. jest obecnie oskarżony o przestępstwa związane z działalnością w branży paliwowej. – Podczas spotkania w mieszkaniu Jerzego K. Jacek Piechota zaproponował nam wprost, abyśmy sprzedali terminal dla Ship Service, bo rzekomo nie znamy się na branży paliwowej i zrobiliśmy chybiony interes. W późniejszych negocjacjach, w kwietniu 2001 roku, kiedy nie zgadzaliśmy się na tę transakcję, z ust posła padły mocniejsze słowa: „Weszliście nie do swojego koryta” – wspomina Krzysztof Piotrowski – były prezes stoczniowego holdingu. Kiedy o sprawie mówiono głośno poseł Jacek Piechota odpierał zarzuty „ Jerzy K., od lat działający w tej branży, mówił wówczas, że stocznia niepotrzebnie wyrzuca dziesiątki milionów.. To były życzliwe rady dla prezesa Piotrowskiego, a nie polityczna presja.”

3. Zarząd stoczni wiedząc o ogromnej konkurencji na rynku, wchodzi w segment budowy statków wysoko zaawansowanych technologicznie i zaczyna budowę prototypowego statku – chemikaliowca. Przy budowie napotyka problemy, które wpływają na opóźnienia w budowie i powstanie „dziury płynnościowej” w wysokości 40-60 mln $.

Ta sytuacja daje rządowi SLD pretekst do podjęcia zaplanowanych wcześniej działań – doprowadzenia do celowej upadłości holdingu stoczniowego, przejęcia terminalu paliwowego oraz rozkradzenia prywatnego majątku (30 spółek należących do holdingu).

4. Zarząd zwraca się do rządu SLD o pomoc (gwarancje na w/w kwotę). Rząd wcześniej otrzymał od zarządu stoczni oraz od specjalistów Uniwersytetu Szczecińskiego (prof. Teresa Lubińska) oraz amerykańskiej firmy doradczej „A.T. Kearney”, opracowania i prognozy dotyczące przewidywanego boomu na budowę statków w przemyśle okrętowym na świecie, w najbliższym czasie.

Sztuczna upadłość Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A. (SSPH SA) jest częścią tzw. „Afery Paliwowej” zrealizowanej z udziałem ówcześnie rządzącej przewodniej siły z czasów PRL i mafii paliwowej, zakorzenionej w służbach specjalnych, kontrolowanych przez SLD: -„Latem 2001 roku stocznia i PKN Orlen szykowały wspólne przedsięwzięcie: holding wnosił terminal, Orlen – usytuowaną na wyspie Wolin bazę, która miała być połączona podwodnym rurociągiem ze Świnoujściem. Zdaniem Andrzeja Modrzejewskiego, byłego prezesa koncernu, alternatywne źródło paliwa dostarczanego przez Bałtyk gwarantowałoby wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski (zmniejszenie uzależnienia od dostaw z Rosji) i realny spadek cen paliw. W tym czasie planowano także uruchomienie terminalu gazu płynnego w Policach pod Szczecinem (LNG S.A.), czyli „uniezależnienie się od rury”. Z wielkich planów nic nie wyszło, bo w lutym 2002 roku UOP zatrzymał prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego”. Ze strategii opracowanej dla SSPH SA przez amerykańską firmę A.T. Kearney wynikało, że od 2005 roku przychody z działalności Grupy Paliwowej będą systematycznie wzrastać i w 2010 roku osiągną około 4,5 miliarda PLN i będą stanowić blisko 2/3 przychodów całego holdingu. Wysoka zyskowność ze sprzedaży, transportu i przeładunku paliw - umożliwiłaby wykorzystywanie środków finansowych na inwestycje technologiczne w Sektorze Okrętowym – poprawiając dzięki temu jego konkurencyjność na globalnym rynku okrętowym. Zapewniło by to spłatę zobowiązań wobec państwa, banków, dostawców materiałów i energii oraz kooperantów. Wspomniany Terminal LNG S.A. gwarantował duże korzyści dla Skarbu Państwa i gospodarki narodowej, gdyż w skład udziałowców tej spółki weszły największe państwowe firmy na Pomorzu Zachodnim, zapewniając im rozwój techniczno – technologiczny oraz infrastrukturalny. Zamiary te niepokoiły Leszka Millera, Wiesława Kaczmarka, Krzysztofa Janika i Jacka Piechotę więc dla dopełnienia celu dominacji „układu” na rynku paliw - gaz i ropopochodne - pięć miesięcy po Modrzejewskim w spektakularny sposób aresztowano członków zarządu holdingu, oskarżając ich publicznie o malwersacje

5. Rząd SLD (Leszek Miller, Jacek Piechota, Krzysztof Janik, Wiesław Kaczmarek) świadomy nadchodzącej sytuacji rynkowej (przewidywany boom nastąpił w IV kwartale 2002 roku) wykorzystuje przejściowe kłopoty finansowe stoczni i rozpoczyna medialną kampanię przeciwko zarządowi, „zastrasza” przedstawicieli banków, odmawia udzielenia gwarancji (a robi to, w tym czasie, dla innych prywatnych „zaprzyjaźnionych” podmiotów), a później używa instytucji państwowych (Policji, UOP, Prokuratury, Urzędu Kontroli Skarbowej) w celu powstrzymania zarządu przed rozwiązaniem chwilowych problemów płynnościowych i uratowaniem stoczni oraz 5 tysięcy miejsc pracy (aresztowanie zarządu w drodze do BRE banku, który miał udzielić pomocy finansowej stoczni).

Zarzut postawiony przez polityków SLD (wobec zarządu Porty Holding) już w 2003 roku w szczecińskim sądzie – sama prokuratura uznała za nie mający pokrycia w faktach. „Przed upadkiem holdingu, w ciągu dekady Skarb Państwa zarobił na stoczni 270 mln dolarów. Z początkiem 2002 r. stocznia po raz pierwszy poprosiła państwo o pomoc – potrzebowała gwarancji rządowych w wysokości 40-60 mln dolarów, w celu uruchomienia wpłaconych zaliczek armatorskich znajdujących się w zagranicznych bankach. Wbrew wcześniejszym ustaleniom, w maju 2002 r. premier Leszek Miller oznajmił, że pomocy nie będzie. Banki wspomagające bieżącą produkcję stoczni wstrzymały kredyty. Przemysł okrętowy holdingu stanął w chwili, gdy stocznia miała kontrakty na 1,6 mld dolarów.” Bardzo znaczące w niniejszej sprawie jest to, że wstrzymanie obsługi kredytowej ze strony banków, nieodzownej dla finansowania produkcji w toku, nastąpiło już na przełomie października i listopada 2001 roku. To od tej daty bez żadnej racjonalnej, rynkowo ekonomicznej przesłanki banki nie udzieliły holdingowi ani złotówki kredytu. Dopiero w pierwszym kwartale 2002 oficjalnie zażądały gwarancji rządowych. Wówczas to premier Leszek Miller oznajmił, że „prywatnemu się nie pomaga” łamiąc tym samym art.32.2 Konstytucji RP – „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym i społecznym lub gospodarczym z jakichkolwiek powodów.” Wiadomo natomiast że, (źródło: ustawa budżetowa i jej wykonanie) przewidywała odpowiednio wysoki poziom pomocy Skarbu Państwa dla gospodarki narodowej w postaci gwarancji – 29 mld PLN z którego to limitu wykorzystano jedynie 6,7 mld PLN.

6. Po aresztowaniu członków zarządu, następuję bezprawne przejecie majątku stoczni (m.in. sprzedaż bazy paliwowej do PROLIM S.A. za 30% wartości rynkowej [nielegalna pomoc publiczna prezydenta Sopotu - Karnowskiego (PO) dla PROLIMU w latach 2002-2004] spółki należącej do barona paliwowego SLD, pozostały majątek produkcyjny, dokumentacja budowy statków i inne wartościowe aktywa zostają przejęte przez Agencję Rozwoju Przemysłu za 1 zł (aktywa wycenione na kilkadziesiąt milionów PLN – kilka miesięcy przed zdarzeniem). W tym czasie stocznia buduje 17 statków, ma zakontraktowane 22 statki.

„Nowy Zarząd już miesiąc przed ogłoszeniem upadłości rozpoczął wyprzedaż majątku holdingu, chociaż obowiązujące wówczas prawo układowe i upadłościowe wyraźnie tego zabraniało. Bazę paliwową w Świnoujściu sprzedano sopockiej firmie leasingowej PROLIM (finansowanej przez Millenium Bank). Tym samym terminal stał się własnością pomorskiego barona SLD Jerzego Jędykiewicza - ostatniego w PRL wojewody gdańskiego (zamieszanego w pranie pieniędzy w katolickim wydawnictwie Stella Maris), biznesmena Marka Nowotnego oraz nomenklaturowego BIG Banku Gdańskiego (czyli Millenium Bank). Kropkę nad „i” postawił syndyk, związany z baronem paliwowym Jerzym K. i firmą Ship Service, w której od połowy lat 90 był radcą prawnym. W wyniku jego działań poseł Ryszard Bonda kupił trzy spółki holdingu (Porta Żegluga, Porta Baltik, Porta Nowa), za każdą płacąc 5 tys. zł. Dobry interes zrobiła wtedy Agencja Rozwoju Przemysłu, kierowana od lat przez prezesa Arkadiusz Krężla, która za złotówkę kupiła jedną ze spółek (ASS Sp. z o.o.), zajmującą się budową i konserwacją statków (siedem miesięcy wcześniej jej wartość rynkową wyceniono na 40 mln zł) – ta spółka posiadała wszystkie niezbędne certyfikaty do budowy statków, zmieniono jej nazwę na Stocznia Szczecińska Nowa Sp. z o.o.
Dwa statki (tzw; bunkierki) holdingu warte co najmniej 800 tys. dolarów, syndyk sprzedał za jedną piątą ceny m.in. firmie Unit Baltik, w której udziały ma Jan B. Jeden z mafijnych bossów paliwowych ze szczecińskiej firmy BGM.

7. Po przejęciu (bezprawnym) rusza strumień dofinansowania do stoczni, następuje upaństwowienie Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk, które są również zasilane miliardami zł z budżetu Skarbu Państwa.

Rząd SLD a szczególnie Jacek Piechota poseł Ziemi Szczecińskiej, były Minister i W-ce Minister Gospodarki w rządzie SLD w latach 2001-2005 niewątpliwie przyczynił się do zniszczenia przemysłu okrętowego, w tym Stoczni Szczecińskiej;
-przyczynił się do likwidacji 5000 stanowisk pracy w samej stoczni, a w przemyśle okołostoczniowym ca 20000 na przełomie lat 2001-2002,
-naraził Skarb Państwa na utratę ok. 4-rech miliardów złotych w latach 2002-2005 (w trybie dofinansowania kosztów produkcji 3 największych stoczni z budżetu państwa), a w SSN Sp. z o.o. poprzez:
-znaczący współudział w całkowicie bezzasadnym wstrzymaniu kredytowania produkcji Stoczni od października 2001 przez banki (które w latach od 1992 do 2001 zarobiły od stoczni ca 300 mln. USD),
-przyczynienie się do odmowy udzielenia gwarancji rządowych przez rząd SLD w wysokości 40-60 mln USD w marcu 2002 r., (pomimo ówcześnie zaawansowanej produkcji 17-stu statków, opanowania nowatorskiej technologii chemikaliowców ze stali „duplex” w 2001 r., zakończenia przez stocznię kapitałochłonnych i innowacyjnych inwestycji: 2 nowe pochylnie, komory malarskie, cynkownia, najnowsze systemy komputerowe, oddania do użytku nowoczesnego terminalu paliwowego Porta Petrol w Świnoujściu o potencjale ca 35% krajowego importu paliw).

Należy tylko porównawczo zauważyć, że Rządowa „Strategia dla Sektora Stoczniowego” przewidywała gwarancje kredytowe (KUKE) dla samej SSN w wysokości 200 mln USD średniorocznie.

8. Rząd SLD wraz z ARP i nowymi zarządami stoczni opracowuje plan restrukturyzacji stoczni w celu uzasadnienia finansowania z budżetu „restrukturyzacji” , która nigdy nie miała miejsca. Po wejściu do UE strumień przekazywanych pieniędzy do stoczni nie jest „specjalnie” kontrolowany, wszystkie pieniądze (w sumie ponad 5 mld zł) zostają przetransferowane do pośredników, firm dostawczych oraz armatorów.

Obecna sytuacja zarówno w SSN jak i w całym sektorze stoczniowym i okołostoczniowym jest wynikiem celowych działań oraz przestępstwa zaniechania dokonanego w 2002 r. wobec SSPH. Nie odpowiednia (ale celowa) polityka państwa w sektorze stoczniowym, powierzanie kierowania ministerstwami Skarbu, Gospodarki i Finansów jak też podległym im Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Korporacji Polskie Stocznie jak i kierowania stoczniami - niekompetentnym osobom i mafijnym układom - nieuchronnie doprowadziły do obecnej patowej sytuacji w branży. Objawia się ona z jednej strony uzależnieniem realizacji przyjętej Strategii dla Sektora Stoczniowego od oceny przez Komisję Europejską oraz od decyzji o legalności dotychczasowego i dalszego wsparcia finansowego przez państwo, a z drugiej strony wyraża się w żądaniach – zastrzyków kapitału i szybkiej prywatyzacji. Te niespójne żądania i oczekiwania niechybnie prowadzą do pogłębienia zapaści ekonomicznej, rozgrabienia i pogrzebania przemysłu okrętowego (decyzja rządu PO-PSL o kolejnej pomocy publicznej w wysokości 1,2 mld zł – w przypadku ogłoszenia upadłości pieniądze przepadną).

9. W okresie ostatnich 6 lat statki sprzedawane przez wszystkie stocznie przynoszą celowe straty ze względu na celowo podpisywane zaniżone kontrakty, które opiewają na kwoty poniżej kosztów wytworzenia statku (napychanie kieszeni armatorom) oraz ze względu na 6% dopłaty ze Skarbu Państwa do nierentownych kontraktów.

Wszystkie zawarte w tym czasie kontrakty zostały szczegółowo opisane w tzw. „Białej Księdze”, opublikowanej przez rząd koalicji PO-PSL we wrześniu 2008 roku.

10. W czerwcu 2005 r. Departament Stoczniowy ARP (pod kierownictwem doradcy prezesa ARP i późniejszego wiceprezesa Korporacji Polskie Stocznie) dokonuje audytu stoczni Gdynia, Stoczni Marynarki Wojennej oraz blokowanego audytu SSN. Wynik audytu jest porażający i wskazuje na celowe wyciąganie pieniędzy z budżetu Skarbu Państwa, fałszowanie dokumentów przez zarządy stoczni, brak jakiejkolwiek restrukturyzacji oraz celowy brak nadzoru nad pieniędzmi przekazywanymi przez ARP i SP do stoczni.

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w polskich stoczniach trwa kilka miesięcy. I co? I nic. Nie ma chętnych do jego prowadzenia.
Wszystko zaczęło się od zawiadomienia złożonego w prokuraturze na początku 2006 r. przez byłego doradcę prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) i pracownika wysokiego szczebla Korporacji Polskie Stocznie (KPS) - oba państwowe podmioty zajmują się restrukturyzacją sektora stoczniowego. Trafiło ono do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota, bo na jej terenie mieszka zawiadamiający.
Zawiadomienie jest bardzo obszerne i dotyczy m.in. opisywanego przez "PB" nieudanego projektu offsetowego Rafaela w Stoczni Gdynia (izraelski koncern zbrojeniowy miał kupić dwa gazowce za 168 mln USD, ale nic z tego nie wyszło). Najważniejszym wątkiem są jednak nieprawidłowości polegające na zaniżaniu przez zarządy stoczni kosztorysów budowy statków.
- Nagminne były następujące sytuacje: minimalny koszt wybudowania statku wynosił np. 300 mln zł, a jego cenę zarządy stoczni z Gdyni czy Szczecina ustalały na 240 min zł. Po co? By dostać dotację z ARP czy KPS - wyjaśnia nasz informator.
Po wstępnym sprawdzeniu danych z zawiadomienia prokurator z warszawskiej Ochoty stwierdził, że istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa i wszczął śledztwo. Uznał jednak, że sprawą powinny zająć się prokuratury z Gdańska i Szczecina. Tam bowiem zostały popełnione rzekome przestępstwa. I się zaczęło.
Śledczy z Gdańska i Szczecina nie chcieli zająć się sprawą i wszczęli tzw. spór kompetencyjny. Szefowie prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina w kwietniu rozstrzygnęli go na korzyść swoich podwładnych i zdecydowali: jest za wcześnie na dzielenie , śledztwa i akta mają wrócić do stolicy. Oficjalny powód? To w Warszawie mają siedzibę Agencja Rozwoju Przemysłu, Korporacja Polskie Stocznie i nadzorujące je Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP), a jednym z wątków śledztwa ma być sprawdzenie jakości nadzoru nad budżetowymi pieniędzmi, które szerokim strumieniem płynęły do stoczni.
- Pomysł, by zacząć śledztwo od instytucji państwowych, nie jest najlepszy. Klucz jest w stoczniach. Tam trzeba wejść, zrobić kontrole oraz sprawdzić, czy kosztorysy rzeczywiście były nierzetelne. Jeśli tak, to mamy otwartą drogę do stawiania członkom zarządów zarzutów z art. 296 kodeksu karnego, czyli działania na szkodę spółek. Dopiero na tej podstawie można zająć się działaniami nadzoru - ocenia jeden z prokuratorów, który widział akta.
Jego zdaniem, prowadzenie śledztwa w Warszawie jest niewłaściwe jeszcze z jednego powodu.
- Zdecydowana większość czynności będzie i tak dokonywana w Szczecinie i Gdańsku, w ramach tzw. pomocy prawnej. Nadzór nad szybkością postępowania i jego jakością będzie utrudniony, bo przesłuchania będą prowadzić przypadkowi policjanci i bez fachowej wiedzy - dodaje prokurator.
Jeden z naszych informatorów uważa, że sprawą, ze względu na jej wagę i obszerność, powinna zająć się prokuratura okręgowa, a nie rejonowa.
- W rejonie prokurator ma co najmniej kilkadziesiąt różnych spraw i nie ma czasu na tak rozległe śledztwo. A okręgówki są powołane do zajmowania się właśnie takimi skomplikowanymi sprawami - twierdzi nasz informator.
Decyzje prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina nie zakończyły podróży akt. Okazuje się, że od kilku dni nie leżą na biurkach w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota, lecz w... Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Dlaczego? Śledczy z Ochoty chcą, by sprawą zajęły się inne stołeczne prokuratury rejonowe: ze Śródmieścia, Mokotowa i Żoliborza. Tam bowiem, a nie na Ochocie, mieszczą się siedziby MSP, ARP i KPS.
- Sprawa jest trudna, a dodatkowo dotyczy styku biznesu i polityki. I dlatego traktowana jest jak gorący kartofel - twierdzi jeden z naszych informatorów.

11. W lipcu 2005 roku, Arkadiusz Krężel (ówczesny prezes ARP), mając powyższa wiedzę, podejmuje decyzję o pozytywnej realizacji planów restrukturyzacji w sektorze stoczniowym – „Biała Księga” stwierdza, iż prezes ARP nic nie wiedział.

12. Marzec 2007 r. – raport NIK (potwierdza wyniki audytu przeprowadzonego przez Departament Stoczniowy ARP – oficjalne doniesienie NIK do prokuratury na Arkadiusza Krężla)

13. Marzec 2008 r. – wyrok uniewinniający zarząd Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A.

14. Sierpień 2008 r. – uzasadnienie wyroku wskazujące na brak jakichkolwiek podstaw do oskarżenia i aresztowania w 2002 r.

15. Ujawnienie przez media Raportu NIK związanego z działalnością prezydenta Sopotu w latach 2002-2004 (PROLIM), pana Jacka Karnowskiego (PO).

Obecny spór „Solidarności” z rządem i Komisją Europejską, zapewne najbardziej zadowala SLD i Jacka Piechotę, gdyż ten układ wpływu w celu dekompozycji i grabieży „rozebrał” holding i doprowadził polskie stocznie do stanu agonii, a problem pozostawił obecnej władzy. SSPH S.A. i przemysłu okrętowego należało bronić już jesienią 2001 r. kiedy SLD wgrało wybory. Wówczas ogromnym błędem kierownictwa związkowców było oddanie inicjatywy powołanemu i kierowanemu przez SLD Januszowi Gajkowi. W obecnym sporze Solidarność SSN słusznie domaga się konsultacji w sprawie „Strategii dla Sektora Stoczniowego”, jednakże powinna przestrzegać przed kontynuacją polityki z ostatnich lat, domagać się od rządu PO-PSL wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn upadłości holdingu. Wykazać troskę o interes państwa i obywateli, domagać się gwoździ do politycznej trumny i karawanu dla osób, które doprowadziły do faktycznej a ukrywanej do dziś upadłości (zrzucenie całej winy za obecną sytuację na poprzedni rząd – politycznego przeciwnika dzisiaj rządzącej koalicji). Obecnie rząd oczekuje odpowiedzi na przedłożoną Komisji Europejskiej „Strategię”, której ostatecznym celem jest prywatyzacja pomijająca w niej udział ograbionych wcześniej akcjonariuszy, zarówno zwolnionych z pracy jak i obecnie zatrudnionych. Sygnały płynące z Brukseli nie są optymistyczne. KE zaleca prywatyzację w której zapewniona będzie zyskowność na poziomie samofinansowania bez dotacji państwowych. Byłemu Prezesowi ARP (Arkadiuszowi Krężlowi) należy podpowiedzieć w tym miejscu, że 8.000 akcjonariuszy SSPH uratuje i odzyska, co do nich należy tylko wtedy gdy prawda zostanie ujawniona, nastąpi rozliczenie przestępstw i ludziom zostanie przywrócona ich własność, godne warunki pracy i płacy. Inwestor tzw. zewnętrzny nawet pod kontrolą państwa tylko wyssie co się da i porzuci. Aby uratować sektor, zapobiec czarnemu scenariuszowi i wyjść z patowej sytuacji należy ocenić i usunąć z zajmowanych stanowisk polityków i prezesów winnych obecnego stanu stoczniowej branży. Winnych grabieży wspólnie wypracowanego majątku należy ujawnić i osądzić. Postawić trzeba stanowcze NIE postępującej pauperyzacji ludności w imię dokonywanych prywatnych interesów ludzi z po PRL-owskich układów polityki, gospodarki i służb specjalnych.