Dnia pieknego 2005-06-14 o 14:04:54 osobnik zwany katan wystukal:


| Czy ktoś z Was zna jakis sklep w Warszawie (procz podroznika na
Kaliskiej)
| z
| mapami?

| Grochowska 258/260 - Centrum kartografii
i na zurawiej, ale niestety nie znam numeru, tam jest jakis urzad
gdzie mozna kupic mapy, w poblizu pl 3ch krzyzy.


Urzad Skarbowy na Pradze Poludnie (Mycielskiego 21) w punkcie xero


· 

Do dziś myślałem, że najgorzej oznakowanym miastem w Polsce jest Warszawa, jednak Wałbrzych ją zdetronizował. Wjechaliśmy do miasta od strony południowej, po przebyciu krrętymi drogami malowniczego parku krajobrazowego Gór Sowich (urocza okolica). W mieście brak oznaczeń dróg, czy choćby nazw ulic przy skrzyżowaniach. Błądząc trafiliśmy do dzielnicy gdzie wszyscy przechodnie byli albo pijani albo na kacu (niedziela 9:00) ale jakoś nas naprowadzili ("jedź pan pan prosto, tak jak na urząd skarbowy i durgie skrzyżowanie w lewo"). Niedzielny trening (na sobotnim z przyczyn subiektywnych nie byłem) rozpoczął się punktualnie, sensei jak zwykle uśmiechnięty poprowadził rozgrzewkę i tu pierwsze zaskoczenie: najwyraźniej Fujimoto nie słyszał o LPR i bez ceregieli odnosił się do shinto. Podczas treningu było i tachi waza i suwari waza i hanmi handachi. Ruchy sensei ma dość obszerne a współpraca z uke jest na granicy podkładania się (taki taniec walki ). Całość jest jednak spójna,a styl dość wyrazisty. Warto zobaczyć i poćwiczyć, a i do Mediolanu samolotem daleko (w sensie odległości czasowej) nie jest. Kolejny staż w Pradze 12-13 maj.
Zdanie dnia: Nazywam się Fujimoto, nie jestem bogiem, jak O'sensei (śmiech)

TWÓJ 1 % ZAPROCENTUJE czyli 1 % dla ZHP

„Co, jak, kiedy…”

Co - czyli czym jest 1%:

1 % to część podatku którą zamiast Urzędowi Skarbowemu można przekazać Organizacji Pożytku Publicznego jaką jest m. in. ZHP.

My zachęcamy do przekazania 1% podatku na rzecz Hufca ZHP Warszawa Praga Południe (z ew. wskazaniem konkretnego środowiska).

Jak - czyli przekazanie 1% krok po kroku:

1.ustal wysokość podatku należnego za rok 2006

2.oblicz 1 % podatku
kwotę należy zaokrąglić do pełnych dziesiątek groszy w dół np. 55,67 zł → 55,60 zł

3.na druku PIT 36, PIT 37 wykaż pomniejszenie podatku z tytułu wpłaty

4.wpłać 1% na konto Hufca ZHP Warszawa Praga Południe do 30 kwietnia 2007r.
dokument powinien zawierać: imię i nazwisko wpłacającego, kwotę wpłaty
tytuł przelewu: „dla ZHP H. Wa-wa Pr. Pd. 326 WDW Wataha– 1% podat. zgodnie z art. 27d ustawy"

5.złóż druk PIT 36, PIT 37 we właściwym Urzędzie Skarbowym
data wpłaty musi być wcześniejsza niż data złożenia zeznania!

6.nasz numer konta to: 75 1240 1095 1111 0010 0680 9468

Kiedy – czyli ważne terminy:

Zeznanie podatkowe należy złożyć do 30 kwietnia 2007r.
Data wpłaty 1% musi być wcześniejsza niż data złożenia zeznania!

Czesc
To co pamietam
Najpierw do urzedu celnego z dokumentami.Lewobrzezna warszawa,urzad na okeciu,prwobrzezna ,na pradze/ulic nie pamietam.
Dokumenty do celnego:
Umowa kupna ,brief/lub odpowiednik/dowod wymeldowania w poprzednim kraju,przeglad techniczny/w polsce/
Wniosek o akcyze na miejscu.
Urzad skarbowy:Zaswiadczenie,ze nie podlegasz podatkowi VAT,koszt150pln,za to ze nie musisz placic Czekasz 7 dni!!
Z tym wszystkim do wydzialu komunikacji i tam nastepna sciepa
Nos ze soba ubezpieczenie samochodu iwoz tablice probne/jezeli takie masz/
To chyba wszystko.Niuanse to oczywiscie znaczki skarbowe..
moze o czym s zapomnialem ,ale koledzy dopisza.
pozdrawiam i zycze udanej eksploatacji tego pieknego samochodziku.

· 

Otrzymałam w darowiźnie mieszkanie (36 m2-1 pokój) na Warszawskiej Pradze.Skorzystałam z ulgi- nie zapłaciłam podatku od darowizny,oświadczając,że w darowanym lokalu będę zamieszkiwać przez 5 lat. Jednak chciałabym sprzedać to mieszkanie (minęło ok. 3 miesięcy od darowizny) i kupić inne.Czy muszę zapłacić podatek w Urzędzie Skarbowym w momencie sprzedaży? Wiem,że jeśli za pieniądze ze sprzedaży darowanego mieszkania, w ciagu 0,5 roku kupię inne mieszkanie i uzasadnię konieczność zmiany warunków mieszkaniowych - mogę uniknąć płacenia podatku.Moje pytanie jest takie-co można uznać za taką konieczność? Czy powód- brak pieniędzy na wyposażenie lokalu i gruntowny remont jest wystarczający?Za podobną cenę jestem w stanie kupić mieszkanie w innej -spokojnej okolicy, np. pod Warszawą,po remoncie,wymianie instalacji, okien,umeblowane ze sprzętem AGD.Dodam,że w ciagu 2 lat mam zamiar założyć rodzinę-wyjść za mąż, urodzić dziecko.Czy moje argumenty mogą wystarczyć?

Rudolf Jacek Skowroński
Syn Jerzego, ur. 28 września 1951 r. w Milanówku, ostatnio zamieszkały w Warszawie przy ul. Brzozowej 12 m.11.
RUDOLF JACEK SKOWROŃSKI
Poszukiwany przez Prokuraturę Okręgową Warszawa Praga w Warszawie za korumpowanie i wywieranie wpływu na urzędników państwowych w Izbach Skarbowych i Urzędach Kontroli Skarbowej oraz Ministerstwie Finansów.

http://www.funiaste.net/2008/lipiec/17/

A w odcinku:
- Piąteczka obleczona sierścią
- Urząd skarbowy Warszawa-Praga
- Wypal sobie wypasioną opaleniznę
- Dobra, a teraz będą bęcki...

Pozdrawiam szorstko jak pumeksem,
Potwór Jaworny

wtedy wyciagam swoj juz calkiem pokazny zbior biletow i
zlecen przelewu na 50 zl i dolaczam nowy do kolekcji. Pozniej kierownik
dziwnie sie na mnie patrzy, ja zycze mu milego dnia i rozchodzimy sie w
pokoju.

Nie wiem jak jest gdzie indziej (na Pradze na pewno nie), ale na Żoliborzu
straż miejska po jakimś czasie odsyła te "weksle" do urzędu skarbowego i
musisz je wykupić. Koledze "urwali" ze zwrotu podatku dochodowego.
Podobno ścigać zaczynają jeżeli jesteś recydywistą. Ja otrzymałem tylko
jeden, dwa lata temu, z dopiskiem na dole "pojazd zarejestrowano w bazie po
raz pierwszy". Póki co mam spokój.

--

Pozdrawiam
**************
Wojtek 214 Si '91
Warszawa Tarchomin

Tak na wszelki wypadek
Wiem , że opierasz się tylko na dowodach

To nie mój materiałek , tylko kogoś zzzzaaaaaaaaaa

Pana " juhasa "

Pozwolę sobie przytoczyć :

http://ww6.tvp.pl/940,20070420488188.strona
Cytat:
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała do sądu akt oskarżenia wobec siedmiu osób zamieszanych w tzw. aferę korupcyjną w Ministerstwie Finansów.
Wśród oskarżonych jest troje pracowników ministerstwa - Sławomir M., Andrzej Ż. i Elżbieta Z,; lobbysta - Tomasz J., pracownik urzędu skarbowego na warszawskim Targówku Jerzy W. i małżeństwo biznesmenów z Nidzicy Zdzisław i Halina B. Akt oskarżenia został przesłany do sądu rejonowego Warszawa-Śródmieście.
"Zarzuty dotyczą przede wszystkim korupcji, m.in. przy załatwianiu przez urzędników korzystnych rozstrzygnięć spraw podatkowych, ale też np. egzaminów na doradców podatkowych" - dodała Mazur. Grozi za to nawet do 12 lat więzienia.

Jak ustalili prokuratorzy, największa jednorazowa łapówka sięgnęła 100 tys. zł; jedna z oskarżonych osób dostała też samochód marki volvo. W grę wchodziły również drobne kwoty, słodycze, a nawet kosz wędlin.

"W sumie akt oskarżenia obejmuje 46 zarzutów i ma 383 strony" - podkreśliła Mazur. Dodała, że sprawa liczy 66 tomów akt, a w śledztwie przesłuchano 200 świadków.

http://ww6.tvp.pl/940,20070420488188.strona

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała do sądu akt oskarżenia wobec siedmiu osób zamieszanych w tzw. aferę korupcyjną w Ministerstwie Finansów.
Wśród oskarżonych jest troje pracowników ministerstwa - Sławomir M., Andrzej Ż. i Elżbieta Z,; lobbysta - Tomasz J., pracownik urzędu skarbowego na warszawskim Targówku Jerzy W. i małżeństwo biznesmenów z Nidzicy Zdzisław i Halina B. Akt oskarżenia został przesłany do sądu rejonowego Warszawa-Śródmieście.
"Zarzuty dotyczą przede wszystkim korupcji, m.in. przy załatwianiu przez urzędników korzystnych rozstrzygnięć spraw podatkowych, ale też np. egzaminów na doradców podatkowych" - dodała Mazur. Grozi za to nawet do 12 lat więzienia.

Jak ustalili prokuratorzy, największa jednorazowa łapówka sięgnęła 100 tys. zł; jedna z oskarżonych osób dostała też samochód marki volvo. W grę wchodziły również drobne kwoty, słodycze, a nawet kosz wędlin.

"W sumie akt oskarżenia obejmuje 46 zarzutów i ma 383 strony" - podkreśliła Mazur. Dodała, że sprawa liczy 66 tomów akt, a w śledztwie przesłuchano 200 świadków.


Druga linia zmienia trasę

Dalej pociągi zjadą ostro w dół. Staną jeszcze u wylotu ul. Karowej, przy
Wisłostradzie. Potem tunelem pokonają Wisłę i zatrzymają się na stacji
opodal skrzyżowania ul. Okrzei z Wybrzeżem Szczecińskim. Dotrą do Dworca
Wileńskiego i pojadą dalej ulicami Szwedzką i Trocką, przez Zacisze do
ulicy Rębielińskiej.


Nie wiem jak to wyglada w innych rejonach ale jedna stacja na pradze
bedzie zupelnie bez sensu. Chodzi o stacje "opodal skrzyzowania ul.
Okrzei z Wybrzezem Szczecinskim" Tam jest tylko jeden biurowiec, kilka
blokow i pomnik. Moze ktos sie tylko pomylil w podawaniu lokalizacji. A
sama stacjia ma sie jednak znalezc blizej ul. Jagiellonskiej, Tam miala
by sens. Jest tam urzad Skarbowy, za chwile bedzie nowe kino praha i
biurowiec, przychodznia, szkola, basen, spore osiedle miedzy targowa,
marcinkowskiego i zamojskiego, plus stare okoliczne kamienice.
Podejzewam ze ta stacja miala by obslugiwac nie istniejace jeszcze
osiedle, ktore prawdopodobnie (jak glosza plotki tylko) ma stanac w
miejscu starej zezni na pradze w poblizu portu praskiego (miedzy Krowia,
Okrzei, Wrzesinska a Zmojskiego ktorej nie ma na mapie ale idzie wzdluz
portu praskiego do Krowiej http://mapa.warszawa.um.gov.pl/mapa.htm)
Nikt nie bierze jednak pod uwage ze port praski nie bedzie wiecznie stal
nie uzywany i predzej czy pozniej bedzie sie cos tam dzialo.
http://www.portpraski.pl/
Stara trasa metra jednak byla lepiej zaprojektowana.
Chyba nikt nawet sie nie pofatygowal przyjechac i zobaczyc jak to na
pradze wyglada, wszystko z za biurka...

Pozdrawiam
Sebek




Nie wiem jak to wyglada w innych rejonach ale jedna stacja na pradze
bedzie zupelnie bez sensu. Chodzi o stacje "opodal skrzyzowania ul.
Okrzei z Wybrzezem Szczecinskim" Tam jest tylko jeden biurowiec, kilka
blokow i pomnik. Moze ktos sie tylko pomylil w podawaniu lokalizacji. A


Zapewne chodzi o tereny Portu Praskiego gdzie miała/ma powstać gęsta
zabudowa. Tyle że tą zabudowę miał stymulowac już Most Świętokrzyski a
jak jest to widać gołym okiem. Zresztą w tym rejonie już raz musiano
ograniczyć wysokość budynku bo zaprotestował proboszcz obecnej katedry
praskiej, że nie można budować nic porównywalnego wysokością z wieżami
kościoła św. Floriana. No i budynek "obcięto" o górne piętra. Kolejni
inwestorzy po takiej nauczce wcale nie muszą być chętni by wkładać
pieniądze w "praskie city" przy tego rodzaju ograniczeniach.

sama stacjia ma sie jednak znalezc blizej ul. Jagiellonskiej, Tam miala
by sens. Jest tam urzad Skarbowy, za chwile bedzie nowe kino praha i
biurowiec, przychodznia, szkola, basen, spore osiedle miedzy targowa,
marcinkowskiego i zamojskiego, plus stare okoliczne kamienice.
Podejzewam ze ta stacja miala by obslugiwac nie istniejace jeszcze
osiedle, ktore prawdopodobnie (jak glosza plotki tylko) ma stanac w
miejscu starej zezni na pradze w poblizu portu praskiego (miedzy Krowia,
Okrzei, Wrzesinska a Zmojskiego ktorej nie ma na mapie ale idzie wzdluz
portu praskiego do Krowiej http://mapa.warszawa.um.gov.pl/mapa.htm)
Nikt nie bierze jednak pod uwage ze port praski nie bedzie wiecznie stal
nie uzywany i predzej czy pozniej bedzie sie cos tam dzialo.
http://www.portpraski.pl/
Stara trasa metra jednak byla lepiej zaprojektowana.
Chyba nikt nawet sie nie pofatygowal przyjechac i zobaczyc jak to na
pradze wyglada, wszystko z za biurka...


IMHO patrzysz trochę za mało lokalnie. Tzn. patrysz na to co ma
być/jest w okolicy stacji metra. A planowana stacja może być
doskonałym punktem przesiadkowym w kierunku Otwocka i Mińska poprzez
Wybrzeże Szczecińśkie i Wał Miedzeszyński i trasę Siekierkowską.
Pozwalające ominąć korki na mostach. Gdyby pociągnąć dalej Wybrzeże
Helskie do Żerania to byłby to też niezły punkt przesiadkowy w
kierunku Tarchomina i Legionowa. Mimo że lokalnie jest znaczenie może
być niewielkie to przesiadkowo może być bardzo przydatna. Tak jak
Metro Wilanowska która nie za bardzo obsługuje okolicę ale jest dużym
węzłem przesiadkowym w kierunku Piaseczna i Konstancina.

Zdrówko



6,

bardzo sie zastanawiam nad kupnem mieszkania na marcinkowskiego koło
sprzecznej,  zastanawia mnie atmosfera okolicy, mi sie podoba, ale żona mam
zastrzeżenia, może ktoś tam mieszka lub mieszka w pobliżu i może sie podzielić
wrażeniami na temat okolicy - czy jest głośno, bezpiecznie i czy są jakieś
fajne knajpki w okolicy - net jest to już sprawdziłem :)

dzieki za pomoc


Cześć,
Mieszkam dokładnie na Marcinkowskiego 11, atmosfera jak atmosfera, jest
ok, praktycznie nic sie nie dzieje, czasami słychać wyjeżdżającą straż.
Wandalizmu nie ma. Pijaczki ze sprzecznej niegroźne, ogólnie okolica
bardzo spokojna i bezpieczna. Ogromny plus tej lokalizacji to transport.
z okolicznych przystanków chyba dojedziesz do każdej dzielnicy w
Warszawie prawie bezpośrednio. Do centrum 5 - 10 min tramwajem, (dwa
mosty do wyboru :) ) tak samo do metra metra, w jedną stronę masz metro
centrum w drugą Metro Ratusz. No i oczywiście planowana linia metra na
Pradze, do stacji z Marcinkowskiego będzie jakieś 200 - 300 metrów.
Czy jest głośno? Trudno powiedzieć, mojej zonie nic nie przeszkadza, mi
czasami przeszkadza szum z Targowej, ale mnie męczą różne hałasy, w
marketach dłużej niż 0,5 godz. trudno mi wytrzymać...
Co do knajpek to... hmm jak mieszkałem na Jagiellońskiej jakiś czas temu
to była jedna jedyna Jagiellonka którą zamknięto niedawno, od jakiegoś
czasu można było zjeść tam coś porządniejszego. Trochę dalej bo na
Ząbkowskiej masz dwa fajne miejsca w których można coś zjeść i napić się
Łysy pingwin i prawie na przeciwko coś czego nazwy nie pamiętam i byłem
tam raz zobaczyć jak to wygląda. W Łysym ... to można raczej coś
delikatnego w rodzaju przystawki najwyżej przekąsić.
Na "rogu" Floriańskiej i Kłopotowskiego jest La Strada
(http://www.lastrada.com.pl/) ceny odpowiednie, ładny wystrój, atmosfera
bardzo ok. Troche dalej jak pójdziesz Folriańską do Solidarności i
skręcisz w Solidarnosci (w prawo z Floriańskiej) masz hotel i w nim
kolejną restauracje z kuchnią z bliskiego wschodu, ale nigdy tam nie
bylem. Na Jagiellońskiej blisko Solidarności też coś jest, jakiś
chińczyk niedaleko rogu Jagiellońskiej i Okrzei (obok kamienicy pod
Sowami). No i klika knajpek w centrum Wileńska. Pewnie jeszcze klika
różnych miejsc sie znajdzie, ale specjalnie nie interesowałem sie
knajpkami do tej pory.
W pobliżu urząd Skarbowy, Urząd Dzielnicy, niedługo skończą budować w
miejscu wyburzonego kina Pracha, jakieś kino (ciekawe czy nadal będzie
nazywać sie Pracha?).

A o internecie nic nie wiem, korzystam z neostrady, jak coś wiesz to
powiedz...

Pozdrawiam
Sebastian



Patrząc na trzeci plan- za szybę, to kino ma na prawdę niepowtarzalny
klimat...


Podobnie jak Urząd Skarbowy Warszawa-Praga :-)


Ja myślę, Panie Draken, że Mariusz Kamiński ma większe sprawy do wykrycia, takie jak ta:

Zatrzymania wysokich urzędników w Ministerstwie Finansów
TNV24/PAP - dodane 28 minut temu (aktualizowane 2 minuty temu)

Co najmniej 4 podejrzanych o korupcję wysokich rangą urzędników Ministerstwa Finansów zatrzymało Centralne Biuro Śledcze na zlecenie Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Do sądu trafiły już wnioski o ich aresztowanie.

Poinformował o tym na specjalnej konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Prokurator Krajowy Janusz Kaczmarek dodał, że "układ" działał na styku biznesu, urzędników i przestępców.

Przestępczy układ z Ministerstwa Finansów w zamian za łapówki załatwiał uszczuplenia podatkowe dla dużych firm - poinformował prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Zatrzymani trudnili się między innymi w wystawianiu fałszywych dokumentów, korumpowaniem, pośredniczeniem w handlu kradzionymi samochodami, a także przyjmowali i wręczali łapówki.

Według ministra sprawiedliwości, w Ministerstwie Finansów "rozbito układ" z lat 1994-2004. Należeli do niego m.in. Andrzej Ż. były dyrektor departamentu systemu podatków, Hanna K., naczelnik wydziału doradztwa podatkowego, Sławomir M., główny specjalista i były szef departamentu; oraz Jerzy W., były kierownik referatu kontroli urzędu skarbowego.
Powiedział on, że w wyniku analizy zabezpieczonych dokumentów zatrzymano skorumpowanych urzędników. Według niego, sprawa jest rozwojowa. Niektórzy urzędnicy zostali już wcześniej odwołani przez nowe kierownictwo resortu.

W kwietniu "Życie Warszawy" podało, że zatrzymano wysoko postawioną urzędniczkę Ministerstwa Finansów Elżbietę Z., która miała załatwić firmom kontrolowanym przez gangstera Janusza G. ps. Graf umorzenie długów wobec Skarbu Państwa. Prokuratura potwierdziła to, nie wykluczając kolejnych zatrzymań.

Zatrzymanym zostaną przedstawione zarzuty łapownictwa oraz przestępst urzędniczych - poinformował Prokurator Krajowy. (sm)


http://wiadomosci.wp.pl/w...12&ticaid=119d8

Na razie zadziałali chłopaki od Dorna i Ziobry, ale jak CBA wejdzie do gry dopiero się zacznie....

Witam
Jak podaje dzisiejsza "Rzeczpospolita" biednemu Polspanowi skarbówka umorzyła 16 mln zł podatków.
art.:
"Rz": Podatkowa łaska dla wybranych
(Rzeczpospolita, pb/20.06.2006)
Prawie 630 mln zaległości darowały w ubiegłym roku podatnikom urzędy skarbowe. Długi umarzano osobom fizycznym, bankrutom, ale i dobrze radzącym sobie firmom. Niektórymi darowiznami zainteresowała się już prokuratura - pisze "Rzeczpospolita".

Naczelnicy urzędów skarbowych z całej Polski wydali w 2005 r. 1485 decyzji, dzięki którym konta wielu firm i prywatnych podatników znów są czyste, a do państwowej kasy nie wpłynie 629 mln 231 tys. zł.

Ministerstwo Finansów nie komentuje sum ani konkretnych przypadków, w których naczelnicy darowali podatki. Nie wszystkie jednak są jasne dla stołecznej prokuratury, która prowadzi śledztwo w sprawie łapówek w resorcie i urzędach skarbowych. Wątpliwości wzbudziły umorzenia z poprzednich lat w stosunku do 63 firm. - W ich przypadku decyzję podejmowały osoby, co do których mamy podejrzenie, że robiły to za pieniądze - wyjaśniła Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Nazw firm nie ujawniła.

Najczęściej umorzenia dotyczą bankrutów, u których nie ma już z czego ściągać długów. Czasami jednak fiskus bierze pod uwagę dobro osób pracujących w danej firmie.

W ubiegłym roku rekordowe umorzenie dostały PKP - blisko 110 mln zł. Po kilkadziesiąt milionów zaległych podatków i odsetek skreślono też Zakładom Koksowniczym Przyjaźń z Dąbrowy Górniczej - ponad 45 mln zł, przedsiębiorstwu Polspan ze Szczecinka - prawie 16 mln zł i Zakładom Przemysłu Dziewiarskiego Cotex - prawie 71 mln zł.

Więcej na ten temat w "Rzeczpospolitej".

I po co płacic podatki w Polsce? Nie ma kasy bo trzeba było kiedyś płacić b. dużo kasy za umowy za "know-how" z powiązanymi firmami z rajów podatkowych. Oczywiście "umowy" były zgodne z polskim prawem, ale czy były potrzebne?

gruby, nabijasz sobie posty wklejaniem tekstów propagandowych


Nabijam

PRZESTĘPSTWA GOSPODARCZE. URZĘDNICY, BIZNES, PRZESTĘPCY
Skorumpowany resort finansów

Co najmniej czterech podejrzanych o korupcję wysokich rangą urzędników Ministerstwa Finansów zatrzymało wczoraj Centralne Biuro Śledcze.

Rozbito działający w latach 1994-2004 układ, którego istotą było uzyskiwanie dla firm zwolnień podatkowych – poinformował Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości – prokurator generalny.

Centralnie Biuro Śledcze na zlecenie Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga zatrzymało wczoraj Andrzeja Ż. – byłego dyrektora departamentu systemu podatków, Hannę K., naczelniczkę wydziału doradztwa podatkowego, Sławomira M. – głównego specjalistę i byłego szefa departamentu oraz Jerzego W., byłego kierownika referatu kontroli urzędu skarbowego. Mają im zostać postawione zarzuty korupcji, łapownictwa i przestępstw urzędniczych. Wczoraj do sądu trafiły już wnioski o ich aresztowanie. Zatrzymani nie pracowali już w resorcie finansów, bo jak wyjaśniał minister sprawiedliwości, zostały odwołane przez nowe kierownictwo „po trafnej ocenie pozamerytorycznych kompetencji, podjętej bez wiedzy o zakresie prowadzonego przez organy ścigania postępowania”.

Rozbity układ funkcjonował od 1994 r., ale zarzuty postawione jednej z osób dotyczą jeszcze 1993 r.

– wyjaśniał wczoraj prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. – Istotą działania grupy przestępczej było uzyskiwanie dla firm zwolnień podatkowych – tłumaczył Zbigniew Ziobro. Uchylił się od odpowiedzi na pytanie, czy postępowanie w sprawie układu obejmie również firmy, które korzystały ze zwolnień. Kierownictwo resortu sprawiedliwości nie podało również kwot, które budżet państwa stracił na działalności przestępczej. – Możemy mówić o znacznych uszczupleniach, biorąc pod uwagę okres od 1993 r. Do stosownych urzędów trafiły polecenia wyliczenia tych strat – wyjaśniał Janusz Kaczmarek.

Potwierdził, że w związku z tą sprawą pierwszych 10 osób zatrzymano już w grudniu ubiegłego roku: 3 osoby zostały tymczasowo aresztowane, a wobec 7 zastosowano dozór policyjny i poręczenia majątkowe. Prokuratura mówi o twardych dowodach w tej sprawie i rozwojowym charakterze postępowania. Profesor Piotr Kruszyński, karnista z UW. Zatrzymanym urzędnikom grozi od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.

Magdalena Wojtuch
PAP, ŁK magdalena.wojtuch@infor.pl

VIDE: dzisiejsza "Gazeta Prawna"

http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1713.29.3.2.23.2.0.1.htm

Możesz odliczyć wydatki na leki.
Podatnik z prawem do ulgi rehabilitacyjnej może odliczyć od dochodu wydatki na leki, nawet gdy ich przyjmowanie nie jest związane z przyczyną niepełnosprawności.
Paweł Małecki, doradca podatkowy z Kancelarii Doradztwa Podatkowego PAMA, wyjaśnia, że zgodnie z art. 26 ust. 1 pkt 6 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.) podatnik będący osobą niepełnosprawną lub która ma na utrzymaniu osobę niepełnosprawną, obniża podstawę opodatkowania o wydatki na cele rehabilitacyjne oraz wydatki związane z ułatwieniem wykonywania czynności życiowych poniesionych w roku podatkowym. Wydatki na cele rehabilitacyjne stanowią m.in. wydatki na leki w wysokości stanowiącej różnicę między faktycznie poniesionymi wydatkami w danym miesiącu a kwotą 100 zł, jeśli lekarz specjalista stwierdzi, że osoba niepełnosprawna powinna stosować określone leki (stale lub czasowo).
- Aby z odliczenia skorzystać, konieczne jest stwierdzenie lekarza specjalisty, że osoba niepełnosprawna powinna takie leki stosować - wskazuje Paweł Małecki.
Dodaje, że nie ma wzorów tych zaświadczeń. Najlepszym dowodem może być odpis karty leczenia z zaleceniem stosowania leków. Może nim też być wydane zaświadczenie z pieczątką lekarza. Z ustawy o PIT nie wynika konieczność związku zażywanych leków z niepełnosprawnością. Urząd Skarbowy Warszawa-Praga w piśmie z 5 kwietnia 2007 r. (nr 1434/SD-DF/415/3a/AP/07) informuje, że osoba niepełnosprawna z powodu częściowej utraty wzroku oraz niepełnosprawności ruchowej może odliczyć od podstawy opodatkowania na zakup leków związanych z chorobą serca, na którą leczy się podatnik od wielu lat u kardiologa. Nie musi istnieć bezpośredni związek zażywanych leków z niepełnosprawnością.
PRZYKŁAD: ODLICZENIE W PIT WYDATKÓW NA LEKI
Lekarz zalecił podatnikowi, który jest osobą niepełnosprawną, stałe leków. Podatnik w 2008 roku od stycznia do listopada ponosił wydatki miesięczne na leki w wysokości 190 zł. Jaką kwotę może odliczyć w ramach ulgi rehabilitacyjnej?
Podatnik będzie mógł odliczyć od swojego dochodu w rozliczeniu PIT za 2008 rok 990 zł. W zeznaniu uwzględnia się wydatki w wysokości stanowiącej różnicę między faktycznie poniesionymi wydatkami w danym miesiącu a kwotą 100 zł. Podatnik przez 11 miesięcy wydawał na leki po 190 zł. Zatem kwota to odliczenia to 990 zł (11 miesięcy po 90 zł).
Źródło: Gazeta Prawna

Słowo Polskie (tekst z www.naszesudety.pl)
"Fiskus zabrał torowisko

     Czy prezydent Czech Vaclav Klaus przekona polski urząd skarbowy, aby ten
zgodził się w końcu na oddanie samorządowcom odcinka torowiska, po którym
jeździłby szynobus Kolei Izerskiej? – Opieszałość urzędników trwa już 13 lat,
ze szkodą dla turystów z obydwu stron granicy – mówi Maciej Gałęski z
Euroregionu "Nysa". Trzynastoletnie przepychanki z urzędnikami dotyczą odcinka
torowiska ze Szklarskiej Poręby do granicy z Czechami. Po drugiej wojnie
światowej nikt z tej linii nie korzystał. Polska skarbówka przejęła tory od
Polskich Kolei Państwowych za długi przedsiębiorstwa. Za to po stronie
czeskiej, do Tanvaldu, pociągi jeżdżą do dziś.

     – Czesi są gotowi naprawić torowisko i obsługiwać linię Tanvald – Jelenia
Góra swoimi szynobusami, ale strona polska rzuca kłody pod nogi – mówi Maciej
Gałęski. Na polskim odcinku linii nic nie można zrobić, dopóki urząd skarbowy
nie zgodzi się na jej przejęcie przez powiat jeleniogórski. Na razie, dwa razy
taki wniosek został odrzucony. Urząd skarbowy motywuje odmowę faktem, że
torowisko ma za duże znaczenie strategiczne, aby mógł je przejąć lokalny
samorząd. – Zorganizowano kilka przejazdów promocyjnych przy okazji wizyt
rozmaitych ministrów, ale na deklaracjach się skończyło – usłyszeliśmy.

     Teraz sprawą Kolei Izerskiej zainteresował się sam Vaclav Klaus,
prezydent Republiki Czeskiej. Był na urlopie w Harrahovie. Samorządowcy
opowiedzieli mu o kłopotach związanych z uruchomieniem Kolei Izerskiej. –
Klaus zdenerwował się i uznał, że w roku wejścia naszych krajów do Unii
Europejskiej trzeba zlikwidować ten symbol zimnej wojny i połączyć nasze
granice wspomnianą linią – opowiada Maciej Gałęski. Prezydent obiecał pomóc. –
Zwrócimy się z oficjalną prośbą do Pragi oraz, aby nie popełnić faux pas,
również do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Może naciski obydwu szefów
państw przekonają skarbówkę? – ma nadzieję Maciej Gałęski.

     Kolej Izerska mogłaby być jedną z większych atrakcji tej części Sudetów.
Są pomysły, aby w turystycznym składzie z Jeleniej Góry do Tanvaldu uruchomić
pijalnię piwa. Z połączenia w sezonie zimowym skorzystaliby narciarze, którzy
mogliby dojechać na trasy biegowe Polany Jakuszyckiej. Latem można by było
zabrać do pociągu rower, a potem udać się na wycieczkę po licznych w tym
rejonie rowerowych ścieżkach. – Łatwiej w ten sposób dowieźć jednoślad do
punktów wypadowych, bo autobusem nie jest to możliwe. Kto nie ma samochodu, na
pewno z tego skorzysta – mówi Grzegorz Sokoliński ze stowarzyszenia "Szklarska
Poręba na dwóch kółkach". [Słowo Polskie Gazeta Wrocławska]
(23 lutego 2004)

Komentarz redakcji NS: Bardzo wielu dziennikarzy, ale również osoby zajmujące
się turystyką, błędnie określają odcinek ze Szklarskiej Poręby do Harrachova
jako "Kolej Izerska". Tak naprawdę mianem tym określano linię kolejową
prowadzącą do Świeradowa Zdroju, o czym chyba nikt już nie pamięta.

Komentarz Tomasza Rzeczyckiego: W "Światowidzie" z 1961 r. jest wzmianka, że
do Jakuszyc został przedłużony pociąg pośpieszny z Warszawy (odj. 23.05) do
Szkl. Poręby. Znalazłem też informację w którejś z publikacji, że linię tę
wykorzystują zakłady pracy - w domyśle: dowóz pracowników wynajętymi pociągami
na wczasy do Jakuszyc."

Niewiem jak V Klaus ale A Kwasniewski to w sprawie kolei może sie conajwyżej
przejechac (pociągiem;)
Pozdr
Krzysiek Rostek


Gazeta podatnika 22.02.2007r
http://podatki.pl/sn_auto...&idArtykulu=431

Dochody wspólnoty mieszkaniowej
22.02.2007

Pytanie podatnika: dotyczy opodatkowania dochodów wspólnoty mieszkaniowej po 01.01.2007 r.

DECYZJA

Na podstawie art. 233 § 1 pkt 1 w związku z art. 239 i art. 14 b § 5 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz. U. z 2005 r. Nr 8, poz. 60 z późn. zm.), Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie po rozpatrzeniu zażalenia z dnia 30.10.2006 r. Wspólnoty Mieszkaniowej na postanowienie Naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa-Praga z dnia 06.10.2006 r. Nr 1434/PP/423-13/D/06/MZ w sprawie interpretacji co do zakresu i sposobu zastosowania prawa podatkowego w indywidualnej sprawie Wspólnoty w przedmiocie podatku dochodowego od osób prawnych orzeka odmówić zmiany ww. postanowienia organu pierwszej instancji i uznania stanowiska Podatnika przedstawionego we wniosku z dnia 21.06.2006 r. za prawidłowe.

UZASADNIENIE

W dniu 06.07.2006 r. Wspólnota wystąpiła z wnioskiem w trybie art. 14a §1 ustawy Ordynacja podatkowa do Naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa-Praga w sprawie udzielenia pisemnej interpretacji co do zakresu i sposobu zastosowania prawa dotyczącego opodatkowania dochodów Wspólnoty po 01.01.2007 r.

Z przedstawionego stanu faktycznego wynika, że członkowie wspólnoty wpłacają co miesiąc zaliczki na pokrycie opłat za media (wodę, ścieki, centralne ogrzewanie), które w niewielkiej części dotyczą utrzymania nieruchomości wspólnej tj. ogrzewania i mycia klatek schodowych, a w znacznej związane są z utrzymaniem poszczególnych lokali członków Wspólnoty Mieszkaniowej i ustalane są w wysokości zapewniającej bieżące regulowanie tychże zobowiązań, również w sytuacji nieterminowego uiszczania zaliczek przez nierzetelnych lokatorów. Powyższe powoduje powstanie nadwyżki przychodów nad kosztami wynikającymi z eksploatacji budynku Wspólnoty.

Zdaniem Wspólnoty wpłacone i należne zaliczki na pokrycie opłat za media nie są przychodami w rozumieniu art. 12 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Podatnik stoi na stanowisku, że Wspólnota nie prowadzi działalności gospodarczej. Zauważa, że składki właścicieli lokali na pokrycie centralnego ogrzewania, wywozu nieczystości oraz zimnej wody i ścieków muszą być rozliczone a nadwyżki dotyczące zarówno utrzymania nieruchomości wspólnej jak i utrzymania poszczególnych lokali członków zwrócone właścicielom.

W wydanym w dniu 06.10.2006 r. postanowieniu Nr 1434/PP/423-13/D/06/MZ Naczelnik Urzędu Skarbowego Warszawa - Praga stwierdził, że stanowisko Wspólnoty jest nieprawidłowe.

Organ pierwszej instancji uznał za błędne stanowisko wnioskodawcy w kwestii nie osiągania przez wspólnotę przychodów i dochodów w rozumieniu ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Zaliczki wpłacane przez członków wspólnoty z tytułu opłaty za media tzn. wodę, ścieki i centralne ogrzewanie przeznaczone na pokrycie kosztów zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej oraz kosztów związanych z utrzymaniem pojedynczego lokalu powiększają przychody Wspólnoty Mieszkaniowej, które pomniejszone o wykazane przez podatnika koszty uzyskania przychodów, o których mowa w art. 15 ustawy pdop powodują powstanie dochodu lub straty podatkowej. W ocenie organu podatkowego pierwszej instancji osiągnięta przez podatnika nadwyżka przychodów nad kosztami ich uzyskania stanowi dochód wspólnoty, który z dniem 01.01.2007 r. będzie podlegał opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych.

W dniu 03.11.2006 r. Wspólnota Mieszkaniowa wniosła zażalenie na powyższe postanowienie Naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa-Pra...

Za wp.pl
Umowa wirtualna staje się realna

Zwycięstwo w licytacji podczas aukcji internetowej jest równoznaczne z zawarciem umowy kupna-sprzedaży. Osoby sprzedające na portalach aukcyjnych nie mogą więc wycofywać się ze sprzedaży rzeczy osobie, która zaproponowała najwyższą cenę.

Aukcję internetową należy traktować tak samo jak każdą inną aukcję, tak więc zastosowanie mają do niej przepisy kodeksu cywilnego - rozstrzygnął Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ, w precedensowej sprawie sprzedaży samochodu na portalu Allegro.

Aukcja taka jak inne

Skoro kodeks cywilny nie zawiera definicji aukcji, należy przyjąć, że jego przepisy regulują zarówno zwykłe aukcje, jak i każde inne - m.in. prowadzone na portalach internetowych - mówi dr Bogdan Fischer, radca prawny z Kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Zdaniem Bartosza Szambelana - rzecznika Allegro, argumentem potwierdzającym to, że wygrana w aukcji internetowej powoduje zawarcie umowy kupna jest również fakt, że urzędy skarbowe pobierają za takie transakcje podatek od czynności cywilnoprawnych, w przypadku towarów droższych niż 1 tys. zł.

Tak więc wygrana licytacja w ramach aukcji internetowej (przy założeniu, że spełnione zostały wszystkie warunki aukcji) oznacza, że zawarta została umowa kupna-sprzedaży. Kupujący musi więc zapłacić zaproponowaną cenę, a sprzedający wydać towar. Różnią się tylko narzędzia służące zawarciu takiej umowy.

Oświadczenia stron są składane w formie elektronicznej, na co zezwala, również w przypadku sprzedaży aukcyjnej, kodeks cywilny - przypominał sąd. Dochodzi tu również do przybicia - tyle że nie dokonuje go osoba z młoteczkiem czy sąd, ale serwis internetowy, który wysyła komunikat o zakończeniu licytacji. Każda aukcja internetowa musi zostać poprzedzona nie tylko określeniem przedmiotu sprzedaży, ale również czasu i warunków aukcji.

Regulamin wiąże strony
Warunki aukcji są wskazane w regulaminach poszczególnych portali aukcyjnych - warto je dokładnie przestudiować, zanim zdecydujemy się na licytację. Należy pamiętać, że taki regulamin wiąże kupującego i sprzedającego, a także nie może być sprzeczny z aukcyjnymi przepisami k.c. Nie może on również być dla konsumenta mniej korzystny niż przepisy kodeksowe. To właśnie w regulaminach wskazywana jest m.in. możliwość określenia ceny minimalnej, poniżej której sprzedający nie zgadza się na zbycie towaru. Jeśli ma on możliwość wskazania takiego cenowego minimum, a nie skorzysta z tego, zakłada się, że sprzedaje towar za najwyższą spośród oferowanych cen.

Nie zawsze można zrezygnować
Osoby dokonujące zakupów w internecie są często przekonane, że zawsze mogą zrezygnować z takich zakupów - mówi Justyna Kurek - starszy specjalista w departamencie polityki konsumenckiej UOKiK. Tymczasem możliwość odstąpienia w ciągu dziesięciu dni dotyczy tylko sprzedaży dokonywanej między przedsiębiorcą a konsumentem. Jeśli obie strony są konsumentami, nie ma możliwości odstąpienia - dodaje.

POSTULUJEMY Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego powinna usunąć także inne wątpliwości związane z zawieraniem umów w internecie. Obecnie funkcjonują rozbieżne interpretacje dotyczące m.in. tego, czy portal aukcyjny stanowi miejsce sprzedaży, w rozumieniu art. 543 kodeksu cywilnego, czy nie. To ważne dla przedsiębiorców, którzy muszą być pewni w jakich sytuacjach prezentacja towaru na stronie internetowej jest traktowana jako oferta sprzedaży. Ta kwestia mogłaby zostać uregulowana w przygotowywanej nowelizacji kodeksu cywilnego.

Ewa Usowicz....

Nasz Dziennik
Urzędnicy Ministerstwa Finansów, zatrzymani we wtorek pod zarzutami korupcji, oprócz decyzji o umorzeniu podatków "zaprzyjaźnionym" biznesmenom wydawali za łapówki również tzw. korzystne interpretacje podatkowe. W czwartek późnym wieczorem Sąd Okręgowy w Warszawie zadecydował o aresztowaniu podejrzanych, niewykluczone jednak, że taką decyzję niebawem będzie musiał wydać ponownie w stosunku do kolejnych urzędników. Jak twierdzi prokuratura - śledztwo rozwija się dynamicznie.
Sąd Okręgowy Warszawa Praga w czwartek późnym wieczorem przychylił się do wniosku prokuratury o aresztowanie pięciu urzędników Ministerstwa Finansów. Czworo z nich jest podejrzanych o korupcję, zaś jeden o przekroczenie obowiązków służbowych. Sąd, decydując się na wydanie decyzji o aresztowaniu, uznał, iż istnieje uzasadniona obawa utrudniania przez podejrzanych śledztwa.
- Areszt na okres trzech miesięcy to najsurowsza sankcja, jaką w tym przypadku mógł zastosować sąd - powiedziała nam wczoraj prokurator Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
Według ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, zatrzymani mieli utworzyć w resorcie w latach 1994-2004 tzw. przestępczy układ i za łapówki załatwiali zwolnienia podatkowe dla firm.
Zdaniem Ziobry, "układ" działał na styku biznesu, urzędników i przestępców.
W piątek w dalszym ciągu trwały intensywne prace specjalnego zespołu prokuratorów przydzielonych do tego śledztwa. Analizowano dotychczas złożone zeznania, porównywano wyjaśnienia i informacje. Po przewiezieniu do aresztu śledczego podejrzani mają być ponownie przesłuchiwani.
- Trwały prace, można powiedzieć, w zaciszu gabinetów. Analizowano dokumenty, żmudna praca przy zgromadzonych już materiałach - poinformowała prokurator Mazur.
W trakcie śledztwa pojawiły się kolejne wątki, które będą wymagały dokładnego wyjaśnienia. Część z nich może wskazywać na głębsze, niż wcześniej sądzono, związki urzędników z prywatnym biznesem. Niewykluczone też, że "układ", który częściowo rozbiły policyjne aresztowania, może również sięgać innych ministerstw. Prokuratura tego nie potwierdza, ale też temu nie zaprzecza. - Nie odpowiem na pytanie, czy śledztwo obejmuje również urzędników innych ministerstw. Nie będę tego komentować ani udzielać informacji ze względu na dobro śledztwa - tłumaczy rzecznik prasowy warszawskiej prokuratury.
Nie ma jak "rekomendacja"
Tymczasem z "Naszym Dziennikiem" kontaktują się osoby związane z aparatem skarbowym. Prosząc o zachowanie anonimowości, przekazują kolejne, bulwersujące informacje. Mówią o sprawach, których osobiście byli świadkami, a które mogą wskazywać na bardzo szeroki obszar korupcyjnej działalności zatrzymanych urzędników. Obok wydawanych zaprzyjaźnionym czy rekomendowanym przez zaufane osoby "biznesmenom" decyzji o umorzeniu podatków prawdopodobnie również za łapówkę wydawali tzw. korzystne interpretacje podatkowe. Takie najchętniej "nabywały" osoby, które były podejrzewane przez urzędy i izby skarbowe o oszustwa podatkowe.
- Osobiście spotkałem się z sytuacją, gdzie w trakcie trwającej kontroli w dwa tygodnie podatnik podejrzewany o oszustwa podatkowe przywiózł korzystną interpretację podatkową podpisaną przez Sławomira M. - twierdzi nasz informator. Sławomir M., zatrzymany we wtorek, był głównym specjalistą Ministerstwa Finansów, a wcześniej szefem Departamentu Podatków Bezpośrednich Ministerstwa Finansów. To właśnie on m.in. czterokrotnie bezpodstawnie uchylał decyzje izby skarbowej w Pile nakazujące zapłatę podatku przez wielkopolskiego senatora Henryka Stokłosę.
Pracownicy instytucji skarbowych wskazują również na bulwersujący sposób dysponowania publicznymi pieniędzmi m.in. na tzw. wydatki rzeczowe. Chodzi np. o sposób wynajęcia budynku dla Urzędu Kontroli Skarbowej w Warszawie, przy ulicy Stawki 40. Zdaniem naszych informatorów, budynek wynajęto od firmy, w której zarządzie zasiadały wcześniej osoby związane z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, a Ministerstwo Finansów umowę najmu podpisało, mimo że pomieszczenia okazały się całkowicie nieprzydatne do prac urzędników administracji skarbowej. Dopiero po interwencji działaczy NSZZ "Solidarność" Pracowników Skarbowych w atmosferze skandalu odwołano ze stanowiska dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej Cezarego Kraszewskiego, odpowiedzialnego za podpisanie owej umowy najmu. Dochodzenie w sprawie niedopełnienia przez niego obowiązków służbowych prowadzi obecnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Autor: Wojciech Wybranowski

Stokłosa też groził i więził
autor: GRAŻYNA ZAWADKA, 2007-07-20,

Groźby, pozbawienie wolności pracowników, wymuszenie zwrotu długu, oszustwo i przywłaszczenie milionów – jak się dowiedzieliśmy, takie zarzuty wobec Henryka Stokłosy zawiera wniosek prokuratury o wydanie ENA wobec biznesmena.

Były senator od lutego jest ścigany międzynarodowym listem gończym. Teraz warszawska prokuratura sięga po kolejny środek: Europejski Nakaz Aresztowania. O jego wydanie prokuratura wystąpiła do sądu.
– Przeanalizowaliśmy całość spraw dotyczących pana Stokłosy i zebraliśmy wszystkie zarzuty, jakie chcemy mu postawić. Jest ich 22 – potwierdziła wczoraj prok. Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Z sześciu 22 zarzuty
Z początkowych kilku zarzutów korupcyjnych, jakie śledczy chcieli postawić Stokłosie, teraz zrobiła się prawdziwa lawina. Gdyby udało się je postawić biznesmenowi, to oznaczałoby, że nietykalny dotąd pan na Śmiłowie odpowiedziałby za wszystkie grzechy.

ŻW udało się dotrzeć do treści zarzutów umieszczonych w złożonym w sądzie wniosku o ENA.
Liczba i charakter przestępstw, których – według śledczych – miał się dopuścić były senator, jest porażająca. Pozbawienie wolności swoich pracowników, stosowanie wobec nich gróźb, wymuszenie zwrotu długu, oszustwo aż po przywłaszczenie milionowych sum to – jak dowiedziało się ŻW – tylko niektóre z zarzutów, jakie usłyszy Henryk Stokłosa, gdy stanie przed obliczem prokuratora.

Z naszych informacji wynika, że warszawska prokuratura przejęła wszystkie śledztwa dotyczące Stokłosy, jakie w terenie prowadziły prokuratury. Gros z nich było umarzane, a wśród pokrzywdzonych składających doniesienia panowało powszechne przekonanie, że Stokłosa jest bezkarny, bo miejscowi śledczy traktują go „życzliwie”. Część umorzonych spraw podjęto na nowo, a warszawska prokuratura znalazła dowody obciążające Stokłosę.

Pozbawił wolności
Jeden z zarzutów zawartych we wniosku o ENA dotyczy – jak dowiedziało się ŻW – pozbawienia wolności grupy ludzi pracujących w zakładzie Stokłosy, których były senator podejrzewał o kradzieże. W 1998 roku ochroniarze biznesmena zamknęli pracowników Stokłosy w pomieszczeniu gospodarczym, bili ich i siłą chcieli zmusić do przyznania się do kradzieży. Miejscowa prokuratura dwukrotnie tę sprawę umarzała.

We wniosku jest również mowa o oszustwie i narażeniu na półmilionową szkodę jednej z instytucji. Kolejny zarzut dotyczy przywłaszczenia dwóch mln złotych. Według śledczych, były senator powinien wpłacić je na konto urzędu skarbowego, ale tego nie zrobił. Prokuratorzy sięgnęli również do mniej znanych faktów z życia byłego senatora. Dopatrzyli się, że skłamał, kiedy w ostatnich wyborach samorządowych walczył o mandat radnego gminy Kaczory. Ze złożonego przez niego oświadczenia wynikało, że nie był karany. Fakty były inne: miał na koncie wyrok za to, że nie wpuścił do swoich zakładów inspekcji sanitarnej.

Jest w Europie?
– Nie znam na razie tych zarzutów, poznam je w poniedziałek – usłyszeliśmy od prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, jednego z obrońców Stokłosy. Jeżeli uda się schwytać biznesmena, to zostanie on rozliczony z całej swojej przeszłości – w tym z czynów, które dotąd uchodziły mu płazem.

Gdzie ukrywa się Stokłosa? Według śledczych, mógł skryć się w Europie. O tym, czy sąd wyda ENA za Stokłosą, dowiemy się w poniedziałek podczas rozprawy.

Urzędy skarbowe wypłakują nam się w mankiet. Każdy naczelnik przyjąłby nowych ludzi. Od zaraz.

Szefowie urzędów skarbowych zgodnie mówią, że ciągle spadają na ich barki nowe obowiązki, ale w ślad za tym nie przybywa nowych etatów. Każdy z naszych rozmówców z otwartymi ramionami przyjąłby nowych ludzi. Wszystko zależy od centrali, czyli Ministerstwa Finansów (MF). Stanisław Kluza, szef resortu, nie podjął jeszcze decyzji, czy znajdą się pieniądze na zwiększenie zatrudnienia w aparacie skarbowym.
Zaproszenie do fiskusa

Wczoraj opisaliśmy raport na temat etatyzacji w resorcie finansów. Przez dwa miesiące specjalny zespół złożony z przedstawicieli MF i związków zawodowych oceniał stan zatrudnienia i obłożenie pracą we wszystkich 381 urzędach skarbowych. Raport, jak określiła rzeczniczka MF, jest nieoficjalny. Nie trafił jeszcze na biurko ministra Kluzy. Wnioski płynące z niego są jednak zaskakujące. Zdaniem jego autorów, aby skarbówka należycie wywiązywała sie z obowiązków, należy natychmiast zatrudnić 4,6 tys. osób, a kolejne 12 tys. „w najbliższym czasie”. Z badań wynika, że na jednego urzędnika przypada 700 podatników. Przypomnijmy - Zyta Gilowska, gdy była ministrem finansów, uważała, że administrację rządową (w tym skarbową) trzeba odchudzić o 10 proc. Opierała się jednak na subiektywnej ocenie sytuacji.
10 lat bez nowego etatu

Tymczasem w opisanym przez nas sprawozdaniu czytamy, że urzędnicy są nad wyraz przeciążeni pracą (dwa razy za bardzo), a najgorzej sytuacja wygląda w urzędach warszawskich, katowickich i gdańskich. Lepiej pod tym względem jest w mniejszych urzędach. Postanowiliśmy sami to sprawdzić. Zaczęliśmy od Warszawy.
Jesteśmy jednym z największych urzędów skarbowych. Zatrudniamy 280 osób na etatach. Naprawdę cierpimy na niedobór pracowników. Od ręki potrzebujemy przyjąć co najmniej kilkanaście osób. Poprawiłoby to organizację i jakość obsługi podatników - mówi Bożena Szewczyk, naczelnik US Warszawa Praga.

Znacznie większe potrzeby kadrowe ma Lidia Poprawa, szefowa US Warszawa Targówek.
Mamy olbrzymie kłopoty kadrowe. Ciągle dochodzą kolejne obowiązki, a od 10 lat nie dostaliśmy nowych etatów. Mamy 185 urzędników. Każdy z nich obsługuje kilka tysięcy podatników. Pracują po godzinach i w soboty. Nie wiem, czy 100 nowych ludzi znacząco polepszyłoby sytuację - mówi Lidia Poprawa.
Poza stolicą też cierpią
Teresa Gradys, naczelnik I US w Katowicach, także potrzebuje wzmocnienia.
Mamy 201 etatów. Największe braki są w komórkach egze- kucyjnych oraz kontrolnych. Potrzebujemy nawet o 20 proc. więcej pracowników. Chcę zaznaczyć, że jesteśmy dobrze skomputeryzowani - mówi Teresa Gradys.
Lidia Firuta, naczenik III US w Gdańsku, także zaznacza, że konieczność zwiększenia zatrudnienia nie wynika z kiepskiej komputeryzacji urzędów.
U nas każdy pracownik ma komputer. Nie w tym problem. 146 naszych ludzi obsługuje 53 tys. podatników, w tym 14 tys. prowadzących działalność gospodarczą. Konieczne jest wzmocnienie - mówi Lidia Firuta.
Małe urzędy też narzekają
Brakuje ludzi. Ratujemy się stażystami, praktykantami, ale to problemu nie załatwia. Obciążenie pracą urzędników jest spore. Zatrudniamy ich 51, a od razu z radością przyjąłbym pięciu-sześciu nowych - opowiada Stanisław Myśliwiec, szef Urzędu Skarbowego w Świebodzinie.
We Włodawie mniej narzekają.
Jesteśmy jednym z najmniejszych urzędów skarbowych. Od 5 lat nie było nowego etatu. Pracy przybywa. Jednak dajemy sobie radę. Przydałyby się ze trzy etaty - skromnie mówi Stanisław Kot, szef US we Włodawie.

Tak a my siedzimy w domach bez pracy a co a problem siasc za biurkiem wypeniac paiepry poklepac w klawiature jak to inni robia a oni by tylko zwalniali

Mikael - OK, przykład chybiony.
Wolny - a co dzieje się przy granicy? dlaczego cena tegoż chleba tam (choć w Polsce) jest wyższa? Bo kupują go ludzie mający więcej pieniędzy, co pozwala sprzedającemu ustalić cenę wyżej. Moja odpowiedź dotyczy chleba a nie maratonu! (to dla tych, którzy chcieliby z nią dyskutować)
I ja osobiście zrobiłbym tak samo, jeśli wiem, że moi klienci są w stanie zapłacić więcej, podniósłbym cenę. Jasne, jeśli w okolicy pojawiłby się inny sprzedawca... itp. Ale, i tak cena byłaby wyższa, pomimo konkurencji. Przykładem może być cena paliw w Warszawie. Konkurencja niesamowita, a cena paliw wyższa niż np. w Bydgoszczy o prawie 20groszy na litrze. Dlaczego? Bo w Warszawie jest komu płacić, bo Warszawa ma "siłę nabywczą".
Dość łatwo szermujesz określeniami - zarzucasz iż ktoś (Marek) o tym przypomina. A cóż w Twoim pojęciu oznacza podejście merkantylne? Podejście sprzedawcy? Nastawione na zysk? Ciekawe. Naprawdę ciekawe. Nie spotkałem się z takimi zarzutami wobec organizatorów maratonu w Berlinie, a tam, żeby wystartować trzeba zapłacić więcej, podobnie w Londynie, Pradze, Nowym Jorku. Czy naprawdę, gdyby tam zaproponowano Wam start za np. odpowiednik naszych 50PLN nie skorzystalibyście z tego skwapliwie? Choć propozycja taka miałaby w podtekście - są z Polski, zarabiają mniej, mniej mogą zapłacić.... są pariasami europy. Ja odpowiem za siebie - zrobiłbym to. zapłacił mniej i pobiegł.
Wolny - zakładasz, że w Warszawie pobiegnie "kilku" Niemców, dlaczego? A może pobiegnie ich znacznie więcej. Może kilkaset osób? Na to organizatorzy liczą - na liczniejsze przybycie biegaczy z zagranicy. Bo w naszym kraju maratończyków jest mało. A tam więcej. Ewentualny zarzut o tym, że nie przyjadą bo 30EUR za start to za drogo, odrzucam i wyżej (w postach) wytłumaczyłem dlaczego.
Sprowadzasz organizację maratonu a właściwie odnosisz to do jednej osoby- Marka Troniny do czysto finansowych pobudek. Myślę, że to jednak płytka interpretacja. Jakkolwiek, znowu posłużę się przykładem zza granicy - Praga. Tam zawiązano spółkę, która obsługuje maraton. W Berlinie... również. Czyli tam podejście jakie tu wyśmiewasz i pietnujesz jest dobre a tutaj nie. Tamto chwalisz isię z nim zgadzasz bo tam startujesz, tutaj wyśmiewasz. Ty mówisz - merkantylizm? Ja mówię - relatywizm. W obcych słowach 1:1.

Redystrybucja? Pomysł jak pomysł - niekoniecznie mądry, ale jednak podobny do ostanich głupot sugerowanych przez posłów - 50%podatek. Nie do spełnienia. Przynajmniej dopóki robi to fundacja a nie urząd skarbowy. Przy okazji - czy kiedy się rodziliście ktoś obiecał, że świat będzie sprawiedliwy, słyszeliście taką deklarację? Ja nie. Postulat Wolnego nie jest zresztą nowym, ani niesprawdzonym. W Finlandi płaci się mandaty w wysokości zależnej od poborów złapanego na wykroczeniu. Nihil novi sub sole.

Francja, Wielka Brytania, a może Belgia - w jednym z tych państw prawdopodobnie ukrywa się poszukiwany listem gończym Rudolf Skowroński, właściciel firmy Inter-Commerce
Bliżej Skowrońskiego?

Śledczy badający sprawę afery korupcyjnej w Ministerstwie Finansów dotarli do informacji, które - być może - pozwolą ustalić obecne miejsce pobytu ukrywającego się od wielu miesięcy Rudolfa Skowrońskiego, właściciela firmy Inter-Commerce. Prokuratura odmawia komentarzy w tej sprawie. Skowroński należy, obok Henryka Stokłosy, do najważniejszych osób poszukiwanych listem gończym. Zdaniem śledczych, korumpował i pozyskiwał życzliwość pracowników urzędów skarbowych i Ministerstwa Finansów.

Jak dowiedział się wczoraj nieoficjalnie "Nasz Dziennik", śledczy sprawdzają informacje, które mogą w konsekwencji doprowadzić do miejsca pobytu Skowrońskiego. - Mamy taki sygnał, to jeszcze nie jest konkretny ślad, ale pewne informacje, które są bardzo dokładnie analizowane. W pewien sposób potwierdzają one wcześniejsze przypuszczenia. Jeszcze za wcześnie mówić, że efektem będzie zatrzymanie pana S., ale jeśli się potwierdzi, to na pewno nas do tego przybliży - mówi nasz informator związany z organami ścigania.
Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga, która prowadzi postępowanie w sprawie afery korupcyjnej w Ministerstwie Finansów, nabiera wody w usta i odmawia jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie. - Nie mogę na ten temat nic powiedzieć. Nie komentuję - mówi stanowczo prokurator Renata Mazur, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Stwierdza jedynie, że w śledztwie dotyczącym korupcji w resorcie finansów prowadzone są kolejne czynności.
Jak wynika z nieoficjalnych informacji, Skowroński, który działalność rozpoczął w latach 70. od współpracy z Radiokomitetem, mógł mieć związki z peerelowskimi służbami specjalnymi, dzięki czemu wyrobił sobie dobre kontakty biznesowe we Francji, Wielkiej Brytanii i Belgii. Prawdopodobnie w jednym z tych krajów ukrywa się obecnie przed polskim wymiarem sprawiedliwości.
Zaliczany do najbogatszych Polaków Rudolf Skowroński ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości już od kilkunastu miesięcy. Do dotychczas stawianych mu przez wymiar sprawiedliwości zarzutów doszły kolejne, związane z niebagatelną rolą, jaką zdaniem śledczych odegrał w tzw. aferze korupcyjnej w Ministerstwie Finansów. W trakcie śledztwa ustalono, iż należąca do Skowrońskiego firma Inter-Commerce uzyskiwała za łapówki korzystne dla siebie umorzenia podatkowe sięgające co najmniej 10 mln złotych. Wcześniej prokuratura oskarżyła go o wręczanie łapówek byłemu prezydentowi Łodzi Markowi Czekalskiemu i członkowi zarządu miasta Pawłowi Pawlakowi. Prokuratura jest zdania, że dzięki łapówkom Carrefour Polska wygrał przetarg na lokalizację hipermarketu w Łodzi.
Skowroński to kolejny obok Edwarda Mazura przedsiębiorca, którego początki kariery sięgają właśnie okresu PRL i związków z komunistycznymi służbami specjalnymi. Zarówno Mazur, jak i Skowroński robili interesy z Grzegorzem Żemkiem znanym z afery FOZZ. Mazur miał pomagać Żemkowi w transferze znacznej ilości dolarów do amerykańskiego banku Dillon, natomiast Skowroński wspólnie z Żemkiem chciał nabyć telewizję Polonia 1 od włoskiego przedsiębiorcy Nicoli Grauso.
Wojciech Wybranowski

PAP / 2006-05-16

Zatrzymano czterech podejrzewanych o korupcję wysokich urzędników Ministerstwa Finansów.
Według śledczych, mieli oni tworzyć w resorcie w latach 1994-2004 tzw. przestępczy układ, który za łapówki załatwiał umorzenia podatkowe dla firm. Zatrzymanym grozi do 12 lat więzienia.

Sprawę ujawniono na wtorkowej konferencji prasowej ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Według niego, w Ministerstwie Finansów rozbito "przestępczy układ", który przez lata działał na styku biznesu, urzędników i przestępców. Prokurator Krajowy Janusz Kaczmarek dodał, że "był jeszcze element tego układu", ale że go nie ujawni, bo mogłoby to zaszkodzić śledztwu, które jest "wielowątkowe i wieloosobowe".

Według Ziobry, do "układu" należeli m.in. Andrzej Ż. - były dyrektor departamentu systemu podatków, a potem dyrektor departamentu podatków bezpośrednich; Hanna K. - naczelnik wydziału ds. doradztwa podatkowego; Sławomir M. - główny specjalista i były szef departamentu podatków bezpośrednich oraz Jerzy W. - były kierownik referatu ds. kontroli urzędów skarbowych. Piąta osoba - która może być zatrzymana, bo toczą się odpowiednie czynności - związana jest z "wysokim szczeblem służb skarbowych".

Zatrzymań dokonało we wtorek Centralne Biuro Śledcze na zlecenie Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Niektórych podejrzanych policjanci zatrzymali w gmachu resortu finansów. Będą im postawione zarzuty łapownictwa czynnego i biernego oraz przestępstw urzędniczych. Do sądu trafią wnioski o aresztowanie.

Ziobro podkreślił, że "postępowanie jest rozwojowe, a lista osób wskazanych wcale nie musi być zamknięta". Podkreślił, że układ działał, zanim premierem został Kazimierz Marcinkiewicz, a podejrzewani urzędnicy zostali odwołani z funkcji kierowniczych przez nowe kierownictwo resortu, gdyż były zastrzeżenia do ich kwalifikacji.

"Często jesteśmy atakowani, że dochodzi do odwoływania wysokich służb administracji publicznej; jak się okazuje, to postępowanie wykazuje, że decyzje personalne były bardzo trafne" - oświadczył Ziobro.

Według Kaczmarka, ujawnienie "układu" było możliwe dzięki zatrzymaniu w grudniu 2005 r. 11-osobowej grupy przestępczej, która zajmowała się handlem luksusowymi samochodami, wyłudzaniem kredytów, oszustwami ubezpieczeniowymi, fałszowaniem dokumentów oraz prowadzeniem fikcyjnej działalności gospodarczej.

W styczniu 2006 r. sprawę przekazano Centralnemu Biuru Śledczemu, dzięki czemu doszło do rozpracowania przestępczej działalności urzędników ministerstwa. Kaczmarek ujawnił, że dwa tygodnie temu doszło do przeszukań w ministerstwie; m.in. to pozwoliło na zatrzymania.

Według Kaczmarka, "istotą działania grupy było uzyskiwanie dla wielu poważnych firm uszczupleń podatkowych. Tym sposobem, firmy te mogły być zwolnione z płacenia podatków. Za takie usługi były wręczane korzyści majątkowe różnej kwoty. Czasami to było 40 tys., 90 tys., 130 tys. w zależności od wagi sprawy" - dodał Kaczmarek.

PAP nie udało się uzyskać komentarza szefów resortu finansów w tej sprawie. Także CBŚ i prokuratura nie udzielały żadnych informacji o całej sprawie.

W kwietniu "Życie Warszawy" podało, że zatrzymano "wysoko postawioną" urzędniczkę resortu finansów Elżbietę Z., która miała załatwić firmom kontrolowanym przez gangstera Janusza G. ps. Graf umorzenie długów wobec Skarbu Państwa. Prokuratura potwierdziła to, nie wykluczając wtedy kolejnych zatrzymań.

Znalazłam oprócz normalnej niebieskiej karty N jeszcze informację o karcie N+. U nas urzędnicy o N+ nic nie słyszeli, może to warszawski pomysł lokalny. Lublin też może mieć "fajne" pomysły na dodatkowe karty.

"KARTA PARKINGOWA

Karta parkingowa dla niepełnosprawnych przysługuje osobom, które posiadają orzeczenie o stopniu niepełnosprawności:

znacznym stopniu niepełnosprawności (dawna I grupa)
umiarkowanym (II) lub lekkim (III) stopniu niepełnosprawności, które w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności mają adnotację o obniżonej sprawności ruchowej.
Karta upoważnia :

do bezpłatnego parkowania na obszarze objętym niestrzeżonym, płatnym parkowaniem, ale tylko na miejscach wyznaczonych dla osób niepełnosprawnych (koperty),
do niestosowania się do następujących znaków drogowych:
"zakaz ruchu w obu kierunkach" (B-1),

"zakaz wjazdu pojazdów silnikowych, z wyjątkiem motocykli jednośladowych" (B-3),

"zakaz wjazdu autobusów" (B-3a),

"zakaz wjazdu motocykli" (B-4),

"zakaz wjazdu motorowerów" (B-10),

"zakaz postoju" (B-35) - dopuszczalny czas postoju dłuższy niż 1 minuta jest wskazany na znaku albo na umieszczonej pod nim tabliczce,

"zakaz postoju w dni nieparzyste" (B-37),

"zakaz postoju w dni parzyste" (B-38),

"strefa ograniczonego postoju" (B-39).

Aby otrzymać kartę parkingową należy złożyć następujące dokumenty:

kserokopię orzeczenia o stopniu niepełnosprawności (oryginał do potwierdzenia),
dowód osobisty,
fotografię 3,5x4.5 cm,
wypełniony wniosek,
opłata skarbowa 25 zł.
Karta parkingowa wydawana jest na osobę, w ciągu kilku dni i obowiązuje na terenie całej Polski oraz w Europie. Wniosek na Kartę Parkingową składa się w Stołecznym Centrum Osób Niepełnosprawnych, przy ul. Gen. W. Andersa 1, 00-147 Warszawa, tel. (022) 620 66 25, wew. 108.

KARTA N+

Karta N+ upoważnia do bezpłatnego parkowania na dowolnych miejscach w systemie płatnego parkowania (nie tylko na kopertach).

Do wydania Karty N+ niezbędne jest posiadanie Karty Parkingowej.

Przy składaniu wniosku o wydanie Kart N+ należy przedstawić do wglądu:

dowód osobisty,
dowód rejestracyjny pojazdu na który będzie wystawiona Karta N+,
kartę parkingową,
dokument potwierdzający niepełnosprawność ((I, II, III grupa).
Karta N+ jest wydawana bezpłatnie, „na samochód” i na okres 3 lat. Wydają je:

Zarządy Dróg Miejskich w Urzędach Dzielnicy Wola, Ochota, Mokotów,
Ogólno miejski Punkt Obsługi Mieszkańców na stacji Metro Centrum (022) 826 0 82, w godz.12-16,
Zarząd Dróg Miejskich ul. Chmielna 120 pok. 1, (022) 620 10 29, wew. 204, w godz. 8-17,
Praga: Zespół Nieruchomości Kom., Ul. Jagiellońska 23 pok.1 tel. (022) 677 28 45,
Pl. Grzybowski pawilon, tel 0508 004 099,
na wniosek osób niepełnosprawnych, rodziców dzieci niepełnosprawnych lub opiekunów prawnych- będących właścicielami pojazdów samochodowych."

Może nie bardzo trafiłem tym postem w temat w?tku, ale nie chciałem tworzyć nowego tematu, bo sprawa, która mnie zainteresowała dotyczy SIWZ.
Po wczorajszej lekturze (20-01-2005) „Rzeczpospolitej” zacz?łem się zastanawiać jak w praktyce wygl?da sprawa opisana w artykule, na który się niżej powołam.
Otóż autor artykułu, o którym mówię zastanawiał się, CZY DO CENY SPECYFIKACJI PRZETARGOWEJ TRZEBA DOLICZYĆ VAT. I tak też zatytułował swoj? pracę.
Do lektury podszedłem z wielkim zainteresowaniem, niestety niczego mi ten artykuł nie wyja?nił.
Mimo, iż przeważała w nim liczba głosów mówi?cych o zwolnieniu SIWZ z VAT, jednak pojawiły się też opinie mówi?ce o tym, że od ceny specyfikacji powinien być ten podatek pobierany.
Niżej cytuję fragmenty artykułu:
Argumentacj? przemawiaj?c? za wył?czeniem SIWZ z opodatkowania, przedstawił Urz?d Skarbowy w Ostrowcu ?więtokrzyskim (również odpowiadaj?c na pytanie gminy jako organizatora przetargu). W pi?mie z 30 sierpnia 2004 r. (PP-443/56/04) stwierdził, że zgodnie z opini? urzędu statystycznego czynno?ci wykonywane na podstawie PZP polegaj?ce m.in. na sprzedaży SIWZ mieszcz? się w ramach działalno?ci podstawowej (statutowej) danej jednostki budżetowej i zaliczane s? do grupowania PKWiU 751111-00.20 "Usługi ustawodawcze i wykonawcze terenowych organów administracji publicznej". Art. 15 ust. 6 ustawy o VAT mówi z kolei, że nie uznaje się za podatników organów władzy publicznej oraz urzędów obsługuj?cych te organy w zakresie realizowanych zadań nałożonych odrębnymi przepisami prawa, dla realizacji których zostały one powołane, z wył?czeniem czynno?ci wykonywanych na podstawie zawartych umów cywilnoprawnych. Zatem, zdaniem urzędu, wynika z tego, że sprzedaż przez gminę warunków zamówień w ramach organizowanych przetargów nie podlega VAT. Identyczne stanowisko zaj?ł Urz?d Skarbowy Warszawa Praga w pi?mie z 25 sierpnia 2004 r. (US34/PV/443-177/04/BB), odpowiadaj?c na pytanie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad: "Z uzupełnienia GDDKiA wynika, że jest ona centralnym urzędem administracji państwowej (...) a do jej zadań należy na mocy ustawy (...) o drogach publicznych między innymi opracowywanie projektów kryteriów oceny ofert w postępowaniu przetargowym i przeprowadzanie tych postępowań, w tym również przekazywanie specyfikacji istotnych warunków zamówienia (...). Bior?c pod uwagę powyższe, opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług podlegaj? tylko te czynno?ci, które wynikaj? z zawartych umów cywilnoprawnych, pozostałe wynikaj?ce z zadań, do których GDDKiA została powołana, w tym przekazanie specyfikacji warunków zamówień, nie podlegaj? opodatkowaniu tym podatkiem". Zupełnie inne stanowisko zajęła natomiast Izba Skarbowa w Rzeszowie w pi?mie z 11 stycznia br. (IS.II/2-443/305/04). Izba podkre?liła, że organy władzy publicznej oraz urzędy obsługuj?ce te organy s? podatnikami w sferze ich aktywno?ci cywilnoprawnej, a czynno?ć odpłatnego przekazania SIWZ "mie?ci się w sferze cywilnoprawnych stosunków ł?cz?cych oferenta z potencjalnymi wykonawcami", bowiem PZP "zawiera jedynie wskazówki co do ustalenia ceny za materiały, stanowi?c o braku możliwo?ci zawarcia w tej cenie zysku; zamawiaj?cy może ustalić cenę za specyfikacje nawet na niższym poziomie, niż wynika to ze sporz?dzonej kalkulacji kosztów. Zatem fakt dokonywania tego rodzaju czynno?ci nie wyklucza jednostki z kategorii podatników VAT. Według IS nie ma też znaczenia to, że czynno?ć podatnika została sklasyfikowana przez urz?d statystyczny w grupowaniu PKWiU 75.11.11-00.20 - usługi ustawodawcze i wykonawcze terenowych organów administracji publicznej. Z zał?cznika nr 4 do ustawy o VAT (poz. 6) wynika bowiem, że zwolnione od VAT s? usługi objęte symbolem PKWiU ex 75, tj. usługi w zakresie administracji publicznej, obrony narodowej, obowi?zkowych ubezpieczeń społecznych - wył?cznie usługi w zakresie obowi?zkowych ubezpieczeń społecznych. Czynno?ć odpłatnego przekazania SIWZ oferentom jest więc usług? objęt? VAT według stawki 22 proc. Także naczelnik Urzędu Skarbowego w Ole?nie był zdania, że SIWZ podlega VAT. W pi?mie z 29 lipca 2004 r. (PP-443/14/JK/04) stwierdził: "Organizator przetargu sprzedaj?cy klientom opracowan? przez siebie specyfikację przetargu sprzedaje towar (w zależno?ci od rodzaju tej specyfikacji) będ?cy prospektem (SWW 2713-14, PKWiU 22.22.12-00.22) lub akcydensem informacyjnym pozostałym (SWW 2713-29, PKWiU 22.22.13-00.92). Dlatego też sprzedaż tak? należy udokumentować faktur? VAT i naliczyć od niej VAI w stawce 22 proc. W?ród organów podatkowych nie ma więc zgodno?ci, co w tym przypadku podlega VAT - dostawa towarów czy ?wiadczenie usługi. Potwierdzaj? to też wyja?nienia Urzędu Skarbowego w Przemysłu, który w pi?mie z 21 lipca 2004 r. (US.IX/443-22/HM/04) wyja?nił, że zorganizowanie dla własnych celów przetargu, którego jednym z etapów jest udostępnienie oferentom dokumentacji w postaci SIWZ za odpłat? jest ?wiadczeniem usługi w rozumieniu ustawy o VAT.

Piszę o tym na Forum, bo jestem ciekaw, jak Wy w praktyce podchodzicie do tej sprawy.

Nie potrafimy kontrolować wydatków Ratusza

Każdy warszawiak łoży na miasto duże pieniądze - 3,4 tys. zł rocznie. I
raczej nie jesteśmy zadowoleni z tego, co dostajemy w zamian.

Każdy krok w biurokratycznej warszawskiej stajni Augiasza, załatwienie
nawet najmniejszej sprawy coś kosztuje - skarży się Sławek Kostecki,
mieszkaniec Pragi. - Chcę dostać odpis aktu urodzenia, muszę zapłacić za
znaczek skarbowy; chcę wyrobić dowód osobisty czy prawo jazdy, muszę
zapłacić za znaczek skarbowy i opłatę manipulacyjną. Sprzedaję samochód -
płacę podatek, rejestruję samochód - płacę za jego rejestrację, za tablice
rejestracyjne też płacę. Za wszystko generalnie płacę...

Co oddajemy miastu

Większość tego typu opłat wpływa do kasy miasta. Ale to nie jest cała
danina, jaką każdy warszawiak oddaje na utrzymanie Warszawy. Do budżetu
stolicy wpływa jeszcze 15 proc. z naszych podatków dochodowych, cały
podatek od nieruchomości, opłaty za użytkowanie wieczyste, które ponoszą
członkowie większości spółdzielni mieszkaniowych, podatek od posiadania
psów (na szczęście niewielki), podatek od spadków i darowizn itp.
Warszawiak, który do tego jest jeszcze przedsiębiorcą, łoży na miasto
jeszcze więcej. Od razu na wstępie płaci np. za wpisanie się lub wypisanie
się z ewidencji gospodarczej. Ponosi opłaty targowe i za koncesję na
alkohol oraz za posiadanie środka transportu. Jego podatek od budynków jest
34-krotnie większy.

3,4 tys. zł rocznej daniny

W sumie w 2004 r. statystyczny warszawiak odda miastu 3,4 tys. zł ze swojej
własnej kieszeni, czyli więcej niż średnią miesięczną pensję. Czy to dużo?
Czy stołeczny samorząd, który dysponuje naszymi pieniędzmi, spełnia nasze
oczekiwania? Czy jesteśmy usatysfakcjonowani tym, co dostajemy w zamian?

- Zupełnie nie - odpowiada Sławek Kostecki. - Mamy metro, ale do mojego
domu nie dochodzi, więc jest dla mnie bezużyteczne. Jeśli chodzi o
komunikację miejską, to co prawda pojawiają się coraz częściej nowe
autobusy, ale trasy ich przejazdów są mało elastyczne, kierowcy nadal
nieuprzejmi. Może jest trochę bezpieczniej. No i czyściej, widać że w
parkach i przy ulicznych grządkach coś się kręci, ale to ciągle za mało -
wylicza pan Sławek.

- Ja do tego dorzuciłbym fatalny stan dróg. To porażka prezydenta Lecha
Kaczyńskiego - dodaje socjolog, prof. Janusz Czapiński. Obaj panowie mają
też za złe najgłośniejszą i najbardziej kontrowersyjną inwestycję w
stolicy: zagłębienie Wisłostrady w tunelu, autorstwa poprzednich władz
samorządowych. Kosztowała ona dwa razy więcej, niż zaplanowano, a pożytek z
niej jest przez wiele osób kwestionowany.

Obecny wiceprezydent Warszawy Andrzej Urbański też uważa, że poziom
satysfakcji ze świadczonych przez miasto usług jest niski. Pod koniec 2003
roku na zlecenie urzędu przeprowadzono badania, jak warszawiacy oceniają
sposób rządzenia miastem, jak zaspokajane są potrzeby mieszkańców itp.

- Wyszło z nich, że nie bardzo jesteśmy z samorządu zadowoleni.
Ankietowanym nie podobał się np. stan dróg, stan czystości ulic i
przestrzeni publicznej. Ale w niektórych dziedzinach, np. w
bezpieczeństwie, kulturze, dostrzegli poprawę - mówi prezydent Urbański. -
Zapewne taka ocena jest prawdziwa, jednak uważam, że ludzie za mało wiedzą,
na co pieniądze z budżetu są wydawane - dodaje. Jego zdaniem, warszawiacy
często zapominają, że to samorząd opiekuje się np. żłobkami, przedszkolami
i szkołami. - Albo że stawki opłat za ciepło czy kanalizację dzięki
miejskim przedsiębiorstwom są najniższe w Polsce - wytyka Urbański.

Brak kontroli

Inna sprawa, że społeczność warszawska raczej nie jest w stanie
skontrolować, jak jej pieniądze są wydawane. - Po pierwsze, mało kto zdaje
sobie sprawę, że budżet Warszawy to pieniądze, które pochodzą z naszych
kieszeni. Raczej myślimy, że środki te są znikąd, być może z budżetu
państwa - zauważa prof. Czapiński.

- Po drugie, budżet stolicy jest mało przejrzysty, trudno się w nim połapać
nawet specjalistom, nie mówiąc o zwykłych ludziach - mówi Andrzej Sadowski
z Centrum im. Adama Smitha.

- I po trzecie, w przypadku Warszawy trudno mówić o społeczności lokalnej,
która sprawuje nadzór nad władzami samorządowymi - uzupełnia prof. Paweł
Swianiewicz z Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych
Uniwersytetu Warszawskiego.

- Społeczności wielkomiejskie mają to do siebie, że wyborcy głosują nie na
znane sobie osoby, tylko na partie polityczne, z którymi się utożsamiają -
wyjaśnia prof. Swianiewicz. - A skoro nie znają swoich radnych, kontrola
nad wydatkami jest iluzoryczna - dodaje.

Profesor specjalizuje się w finansach samorządów i podkreśla, że pieniądze,
jakie płacimy na Warszawę, są jej warte. - Ważne tylko, żeby przykłady ich
marnotrawienia, sprzeniewierzania nie powtarzały się zbyt często - kończy
Paweł Swianiewicz.

Anna Cieślak-Wróblewska


Witam,

http://tinyurl.com/2bb7xs
Oj coś czuję, że to ełro 2012 może się jednak nie odbyć ;)


Zanim znajdzie się to archiwum (być może płatnym)

Stadion Arpada, a nie Narodowy?

Rafał Kerger
15.02.2008 07:42

Stadion Narodowy? Zapomnijmy o nim, jeśli spadkobiercy terenów nie usłyszą
"przepraszam", a stadion nie przyjmie imienia ojca ich rodu.
Podobna tematykaSpadkobiercy chcą odzyskać grunty pod Stadionem X-lecia
Stadion Narodowy powstanie w niecce Stadionu X-lecia - galeria zdjęć

Joanna Modzelewska, pełnomocnik spadkobierców Arpada Chowańczaka i Aurelii
Czarnowskiej, którzy w 1920 r. kupili grunty pod Stadionem Dziesięciolecia w
Warszawie, jest pewna siebie.

- Jeszcze by tego brakowało, żebyśmy po 20 latach wolnej Polski nie
doczekali się zadośćuczynienia - zaczyna z wysokiego C.

Przedwojenni właściciele stracili te tereny na mocy tzw. dekretu Bieruta z
1945 r. 10 ha należące 88 lat temu do Chowańczaka i Czarnowskiej, w rejonie
alei Poniatowskiego, ulic: Zielenieckiej i Miedzeszyńskiej - może być warte
około 2 mld zł lub więcej.

- Czy tyle by nas zadowoliło? Zobaczymy. Trzeba także pamiętać o bezprawnym
czerpaniu korzyści przez państwo z gruntu przez 60 lat. Prowadzący na
stadionie przez lata Jarmark Europa Damis sporo płacił miastu - ucieka od
odpowiedzi Modzelewska.

Zaraz dodaje, że spadkobiercy, podobnie jak ich przodkowie, są patriotami,
chociaż rozsianymi po całym świecie. Nie zamierzają utrudniać Polsce
zorganizowania Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 r. O zwrot gruntów
pytali 18 lat temu. Dopiero na początku zeszłego roku poukładali sobie
sprawy spadkowe. Liczą na ugodę ze skarbem państwa. Drogi wyjścia z sytuacji
widzą co najmniej dwie.

Mogą ograniczyć roszczenia do niewygórowanych odszkodowań, jeśli usłyszą od
państwa "przepraszam", a stadion przyjmie imię ojca rodu Arpada Chowańczaka.
Mogą też - jeśli odzyskają grunt - wydzierżawić go skarbowi państwa na czas
trwania mistrzostw. Potem stadion by się przeniosło w całości gdzieś poza
miasto. Tak, by spadkobiercy Arpada i Aurelii swobodnie dysponowali gruntem.

- Niestety, na razie do rozmów ugodowych ani z miastem, ani ze skarbem
państwa nie doszło. Jeśli rychło się nie zaczną, nie czekając na ustawę
reprywatyzacyjną, będziemy się ubiegać o zwrot naszych przedwojennych
gruntów w sądach powszechnych z włączeniem Europejskiego Trybunału
Sprawiedliwości. Jeśli sąd - przed upływem czterech lat - w ostatniej
instancji nakazałby oddanie nam choć części gruntów pod stadionem, łatwo
sobie wyobrazić konsekwencje - mówi Joanna Modzelewska.

Czarny scenariusz jest jasny: budowa stadionu zostaje zatrzymana. Szary?
Budowa zostaje zawieszona, przez co mocno się opóźnia. Didaskalia?
Zamieszanie i ogólnonarodowa dyskusja, czy budować stadion narodowy w niecce
Stadionu Dziesięciolecia, czy na jego błoniach - zakrawa na komediodramat.
Lud rozlicza Cezara za niezorganizowanie igrzysk.

Ugoda zagrożona

Ani obecnie właściwe w sprawie roszczeń spadkobierców Arpada i Aurelii
Ministerstwo Infrastruktury (MI), ani stołeczny magistrat (też właściwy)
podejmować rozmów ugodowych z Joanną Modzelewską i jej mocodawcami nie
zamierzają.

- Przedwczesne są obliczenia w zakresie odszkodowania czy też prowadzenie
jakichkolwiek negocjacji lub rozmów ugodowych - mówi Teresa Jakubowicz,
dyrektor biura informacji i promocji w ministerstwie. Oddaje to także
stanowisko stołecznego urzędu miejskiego.

W Ministerstwie Infrastruktury trwa od wiosny postępowanie, w którym
spadkobiercy właścicieli terenów, gdzie stanie nowy stadion, domagają się
unieważnienia decyzji administracyjnej powojennych władz. W 1954 r. odmówiły
one Chowańczakom przyznania prawa własności do odebranych dekretem Bieruta
terenów. Obalenie tej decyzji ma otworzyć spadkobiercom drogę do roszczeń w
sądzie cywilnym. Stanie się to, gdy zaistnieje w obiegu prawnym ostateczna
decyzja Ministra Infrastruktury, stwierdzająca nieważność lub orzekająca o
wydaniu zaskarżonej decyzji z naruszeniem prawa.

Dekret z 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na
obszarze m.st. Warszawy, podpisany przez ówczesnego prezydenta Polski
Bolesława Bieruta, objął obszar miasta stołecznego Warszawy. Skutkiem było
przejęcie wszystkich gruntów w granicach miasta przez gminę, a w 1950 r.
przez skarb państwa - w związku z likwidacją samorządu.

Dekretem z 1945 r., uzasadnianym "racjonalnym przeprowadzeniem odbudowy
stolicy", objęto około 12 tys. ha gruntów, w tym od 20 do 24 tys.
nieruchomości. W myśl dekretu właściciele gruntów mogli w sześć miesięcy od
dnia objęcia działek w posiadanie przez gminę zgłosić wnioski o przyznanie
im na tych terenach prawa wieczystej dzierżawy z czynszem symbolicznym lub
prawa zabudowy za symboliczną opłatę.

Składane w tej sprawie wnioski pozostawały często bez rozpatrzenia lub
wydawano decyzje odmowne, bez podawania podstaw prawnych. Wiele osób nie
złożyło w ogóle wniosków, ponieważ na przykład siedziały w więzieniach,
przebywały za granicą lub nie zostały poinformowane o takiej możliwości.

Zdaniem Joanny Modzelewskiej, postępowanie w MI trwa od kwietnia 2007 r.
Zaczęło się przed ogłoszeniem, że Polska dostanie z Ukrainą prawo do
organizacji mistrzostw. Według Ministerstwa Infrastruktury od maja 2007 r.

minister Cezary Grabarczyk powinien podjąć decyzję do końca lutego tego
roku, bo inaczej ona może postawić resortowi zarzut tzw. bezczynności
organu. MI podaje, że minister "poinformował (zgodnie z wymogami art. 36
k.p.a) strony o przyczynach zwłoki i przewidywanym terminie rozstrzygnięcia
do dnia 30.06.2008 r.".

Sporów cała masa

Tak czy inaczej, oprócz sporu o terminy - trwa też spór o wielkość terenu, o
którego zwrot ubiega się Joanna Modzelewska.

Z ostatniego wpisu jawnego do księgi wieczystej z 14.03.1939 r. w pozycjach
1-9 ujawnione są inne osoby jako właściciele części tej nieruchomości
oznaczonych jako działki - informuje resort infrastruktury. Dopiero w
pozycji 10 - bez wskazania numerów działek i powierzchni - są wskazani jako
właściciele Arpad Chowańczak i Aurelia Czarnowska w częściach równych
niepodzielnie, co do reszty nieruchomości.

- Przed wojną Arpad Chowańczak udostępniał działki swoim pracownikom. Poza
tym część terenów odsprzedali z panią Aurelią kolei pod tory - tłumaczy
Joanna Modzelewska.

Opóźnione Złote Tarasy

Czy spadkobiercy Arpada Chowańczaka i Aurelii Czarnowskiej w rzeczywistości
mają za mało argumentów, żeby zablokować lub opóźnić budowę głównej areny
mistrzostw?

Można by odpowiedzieć: ale to już było. W początkowej fazie ciągnącej się
jak flaki z olejem budowy w centrum Warszawy galerii Złote Tarasy. Na
realizację inwestycja czekała cztery lata. W 1999 r. spółka Złote Tarasy
otrzymała warunki zabudowy i zagospodarowania terenu. Dopiero jesienią 2002
r. uzyskała pozwolenie na budowę.

- Czas wydłużały głównie procedury administracyjne oraz roszczenia
spadkobierców, których rozwiązywaniem zajęła się gmina - tłumaczył 16
stycznia 2003 r. w "PB" Jerzy Hańczewski, wówczas wiceprezes Złotych Tarasów
i dyrektor w ING Real Estate.

Odszkodowanie zostało wypłacone.

- Byli właściciele gruntów w centrum stolicy, moim zdaniem, otrzymali je
niesłusznie. Sprawy Złotych Tarasów i stadionu to zresztą dwie zupełnie inne
sytuacje - oburza się Marcin Bajko, szef biura gospodarowania
nieruchomościami urzędu miejskiego w Warszawie.

W przypadku Złotych Tarasów w umowie spółki urzędu miasta z ING był zapis,
że spółka pokryje odszkodowania ewentualnym spadkobiercom gruntów, na
których ma stanąć centrum (potem zrzuciła to na miasto).

- Zapis zupełnie zbędny. Ktoś się pospieszył. Ponieważ w 1985 r., w ustawie
o gospodarce gruntami, prawo do odszkodowania i do działek zamiennych za
dekret Bieruta po prostu wygaszono. Więc - wedle litery prawa - miasto czy
też skarb państwa, nie powinny wypłacać odszkodowań. Ani w przypadku Złotych
Tarasów, ani stadionu. Przynajmniej do czasu przyjęcia ustawy
reprywatyzacyjnej. Co musi być zresztą zrobione, bo jesteśmy jedynym
postkomunistycznym krajem w naszej części Europy, który jeszcze
reprywatyzacji nie przeprowadził - tłumaczy Marcin Bajko.

Na początku grudnia 2007 r. Sąd Najwyższy stwierdził jednak, że skarb
państwa ma pokryć koszty wszystkich decyzji wydanych m.in. przez rady
narodowe, urzędy gmin i województw przed 27 maja 1990 r. - przed reformą
administracji. Dotyczy to m.in. decyzji wywłaszczeniowych, które powoływały
się na ustawę nacjonalizacyjną, na dekret o reformie rolnej, a także na
dekret Bieruta.

Wyrok to kolejny argument w ręku Joanny Modzelewskiej i innych
spadkobierców.

- Na zwrot gruntów pod stadionem spadkobiercy nie mają i tak co liczyć.
Spec-ustawa o EURO 2012 uregulowała jasno tę kwestię. Jeśli definitywnie
wygrają w sądzie cywilnym, to ostatecznie dostaną odszkodowanie - mówi
Marcin Bajko.

Tego samego zdania jest minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki.

Ale za potomkami przedwojennych właścicieli gruntów na Pradze wstawiła się
niejako Najwyższa Izba Kontroli (NIK). Tydzień temu.

Zdaniem NIK, pozostawienie obecnego stanu prawnego - a więc bez ustawy
systemowo rozwiązującej problem reprywatyzacji - "działa na niekorzyść
państwa". Poinformował o tym wiceprezes NIK Stanisław Jarosz.

NIK skontrolowała przebieg reprywatyzacji w Polsce w latach 1990-2006.
Kontrolę prowadziła z własnej inicjatywy, a ...

więcej »



Komunikacja zbiorowa wydaje sie takze uzasadniona ze wzgledu na tlok
panujacy na ulicach Warszawy. Jesli funkcjonawalaby sprawna komunikacja
miejska wiele osob przesiadloby sie do niej i w ten sposob poranne korki nie
bylyby tak uciazliwe.


Z tym sie zgadzam. Gdyby zlikwidowac korki w Jablonnie toby bylo calkiem
dobrze.

| A jak
| to wyglada oczami szarego czlowieczka? Ma z Legionowa autobus miejski
| (723 dla niezorientowanych). Tylko ze rzeczony autobus dojezdza tylko na
| skraj Legionowa (bo dalej wg. MZA sie nie oplaca).
Troche przesadzasz, autobus obsluguje osiedla Jagiellonska i Sobieskiego -
lacznie mieszka na nich ponad 50% mieszkancow Legionowa - blisko 30 tys.
mieszkancow.


Ale Piaskow gdzie mieszkam i gdzie mieszka okolo 15 tysiecy ludzi juz
nie obsluguje. Czyli nie przesadzam. MZA obsluguje skraj Legionowa (od
strony Warszawy) i nic wiecej. Najstarsza czesc Legionowa moze o tej
komunikacji tylko marzyc (nie mowie w tym momencie o Piaskach ale o
Bukowie i III Parceli).

| Ciekawe..... Bilet w
| tym autobusie kosztuje wiecej niz w Warszawie (bo to przeciez linia
| podmiejska).
| A ze jest zapchany to niewazne.
Niewazne, bo MZA wogole nie bda o pasazerow linii podmiejskich, a tak
naprawde to musimy byc im wdzieczni, ze jeszcze nie zlikwidowali tej linii.


Nie. Nie bede wdzieczny bo to linia dochodowa. I nie jestem wdzieczny bo
to linia za krotka. A ze dochod zzera wierchuszka MZA (albo panie
ksiegowe, albo sprzataczki) to mnie to nie obchodzi

| Ja np. mieszkam okolo 4 km
| od petli rzeczonego autobusu.
Jesli mieszkasz w jakiejs odleglej dzielnicy Legionowa (nie oszukuj, ze w
odleglosci 4 km od petli, bo Legionowo nie jest az tak duze, na polozone na
peryferiach Legionowa Osiedle Mlodych jest 2,5 km, na Osiedle Piaski 2 km)
mozesz korzystac z komunikacji lokalnej (4 linie obslugiwane przez
mikrobusy, tylko bardzo rzadko jezdza).


No wiec zmieerzylem na mapie. Od petli 723 do mojego domu jest okolo
4300 metrow (nie mowiac o tym ze wlasnie szedlem na piechote ze
skrzyzowania Warszawskiej z Sowinskiego do domu i szybkim marszem to
bylo 34 minuty wiec wiecej niz 3 km a do petli jest jescze dodatkowo
ponad kilometr). A jazda komunikacja lokalna to dodatkowe 1.40 zl za
bilet. No i strata czasu na krazenie po Legionowie i przesiadke. Z
innych pomiarow to na Osiedle Mlodych jest w linii prostej prawie 5200
metrow.

| MZA twierdzi ze przedluzenie linii sie nie
| oplaca. Ciekawe... Bilet u kierowcy autobusu tzw. linii prywatnej
| kosztuje tyle ile autobus w Warszawie. I niech mi nikt nie mowi ze drogi
| itp.
Tak, to prawda, ale miesieczny sieciowy obejmujacy wszystkie warszawskie
linie miejskie i podmiejskie jest zaledwie 5 czy 6 zlotych drozszy niz
miejski. Nie badz takim demagogiem.
Jestem mieszkancem Legionowa i codziennie dojezdzam do Warszawy. Mam bilet
sieciowy (59 zl) a dodatkowo codziennie place 4 zlote za przejazdy
komunikacja prywatna - srednio 80 zl miesiecznie. Tak naprawde dziwie sie
MZA dlaczego utrzymuje tak tanie bilety miesieczne na komunikacje
podmiejska. Kilka lat temu nie bylo biletow miesiecznych obejmujacych
wszystkie linie miejskie i podmiejskie. Sam mialem dwa bilety miesieczne -
jeden na linie warszawskie, a drugi na 723 - wydawalo mi sie to naturalne.
Bylo wiadomo, ktora podmiejska linia przynosi zyski, a ktora straty itd...
Dzis MZA prowadzi jakas dziwna polityke, korzystaja na tym zwykli ludzie,
ale dlaczego warszawiacy maja do nas doplacac?


Zwroc uwage ze warszawiacy do nas nie doplacaja. To my placimy za
dojazd. Po prostu bilety sa drozsze niz w Warszawie. I to znaczaco.
Przeciez nawet PKS ktory ma koszty porownywalne z MZA zada za bilety
tylko 2-2.50 zl. Nie rozumiem czemu mam za dojazd w tloku na skraj
Warszawy (plac Hallera trudno raczej nazwac Centrum) mam placic tyle co
za dojazd autobusem pospiesznym PKS do samego Centrum

| Wlasciele tych autobusow placa za uzywanie przystankow ZTM. I co
| dziwne im sie oplaca jezdzic taniej niz MZA. o prostu licza pieniadze.
Licza, a MZA nie wiem czemu nie liczy... zachowuja sie tak jakby nie
zalezalo im na rachunku ekonomicznym.


I tego wlasnie nie moge pojac. Moze wielu ludzi jezdzi na gape? Moze
taniej po prostu zatrudnic konduktorow w autobusach. Moze wtedy dochody
wzrosna.

| Tylko czemu mam placic prywatnej firmie ktora kase przejje a nie firmie
| miejskiej  z ktore kasa pojdzie chociazby na polepszenie stanu  drog w
| stolicy?
Co Ty piszesz 8-[ MZA jest deficytowe i nie doplaca do niczego... A prywatni
przewoznicy placa podatki i w ten sposob zasilaja budzet panstwa (pomijam tu
problem nieuczciwosci i braku biletow a zarazem kontroli wplywow w tych
autobusach).


Ale MZA placi podatki od kazdego biletu. A prywaciarz raczej wyrzuci cie
z autobusu niz da bilet. I o to mi chodzi. Ja nie dostalem w tym
autobusie biletu od conjmniej pieciu lat. I z tego co gadalem z
kierowcami to wykazuja do urzedu skarbowego np. 20 pasazerow gdy
faktycznie przewiezli 1000. I nie mow mi w tym momencie ze autobus z MZA
kosztuje panstwo wiecej.

| Albo na szybki tramwaj do Legionowa?
Mzonki - na to musimy poczekac jeszcze jakies 40 lat. Ja jestem zwolennikiem
szybkiej budowy lini metra na Tarchomin (byly plany zamany przebiegu trasy
pierwszej - budowanej wlasnie linii - od placu wilsona prowadzilaby przez
osiedle Rudna pod (nad) Wisla prosto na Tarchomin - to rozwiazanie sugerowal
podobno kiedys Bank Swiatowy, pozstalo chyba jednak bez echa). Mam jednak
nadzieje, ze druga linia metra dotrze na Tarchomin za jakies 10-15 lat.
Wowczas, po wybudowaniu obwodnicy Jablonny moznaby w jakies 10 minut
dojechac z Legiuonowa do koncowej stacji metra, a po nastepnych pietnastu
minutach bylibysmy w centrum Warszawy. Fajnie by bylo, nie?


A ja nadal twierdze ze szybki tramwaj z Zerania jest mozliwy i jak
najbardziej oplacalny. I na dodatejk jest na niego miejsce w osi drogi
do Legionowa.

| Czemu jadac MZA mam placic
| wiecej i za krotsza trase (bo z prywaciarzem dojade do Centrum a nie na
| Prage skad musze stracic godzine
| zeby sie dostac na druga strone Wisly)?
znowu przesadzasz, chyba, ze chodzisz pieszo.


Ok. Ile welug ciebie zajmuje dojazd z ronda Starzynskiego na Wole (rog
Wolskiej i Redutowej)?

wydaja na przejazdy mieszkancy takiego np. Legionowa (ja ok. 150 zl)


Ale mamy tansze mieszkania :D

Pozdrawiam
Tomek
http://www.free.com.pl/nowactom


Zdrowko


(Gazeta Prawna/06.04.2007, godz. 05:00)

Urzędy skarbowe wyręczą komorników w ściąganiu grzywien • Miesięczne utrzymanie więźnia przekracza 1700 złotych • Prawnicy krytycznie oceniają propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości

Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt nowelizacji kodeksu karnego wykonawczego, w którym proponuje, aby koszty utrzymania więźniów ponosili sami skazani i tymczasowo aresztowani.

- Przepis ten będzie dotyczył wszystkich skazanych odbywających karę pozbawienia wolności, ale mamy świadomość, że nie wszyscy będą mogli temu obowiązkowi podołać. Dlatego przewidziany jest mechanizm ewentualnego umarzania kwot stanowiących koszty pobytu w celi - wyjaśnia Andrzej Kryże, wiceminister sprawiedliwości.

- 88 647 skazanych odbywało karę pozbawienia wolności pod koniec 2006 r.
- 168 mln zł rocznie ma wpływać do budżetu państwa z kieszeni przestępców skazanych na kary pozbawienia wolności i tymczasowo aresztowanych
- 160 zł miesięcznie będą musieli płacić skazani za pobyt w więzieniu lub areszcie

Dodaje, że rozwiązanie to obejmie tych więźniów, którzy są zatrudnieni w zakładach karnych, czy grupę osób, posiadającą spore majątki. Propozycje przygotowane w resorcie sprawiedliwości - zdaniem Andrzeja Kryże - mają duże znaczenie dla wydatków Skarbu Państwa, który w mniejszym stopniu będzie ponosił koszty utrzymania więźniów.

Sprzeciw prawników

- Pomysł, aby więzień płacił za swój pobyt w więzieniu, jest niefortunny i nieznajdujący cywilizacyjnego uzasadnienia - podkreśla prof. Marian Filar, karnista z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Tłumaczy on, że jeżeli rząd chce ograniczyć wydatki budżetowe, to powinien zmniejszyć liczbę skazanych, tak jak to się robi w cywilizowanych krajach.

Podobnego zdania jest prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, który zaznacza, że te pomysły ciężko jest traktować poważnie.

- Nie wyobrażam sobie, żeby koszty pobytu w więzieniu ponosił skazany. Tak naprawdę istnieją już koszty, które ponosi skazany - np. opłaty sądowe. W dodatku do więzień trafiają często ludzie biedni, dlatego koszty ich utrzymania byłyby im cały czas umarzane - mówi prof. Hołda.

Kosztowne utrzymanie skazanego

Z uwagi na wysokie koszty utrzymania więźniów w zakładach penitencjarnych resort chce, by każdy skazany prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności albo tymczasowego aresztowania był zobowiązany do uiszczenia zryczałtowanych kosztów wykonania kary. Sumy mają być egzekwowane z posiadanych przez nich środków pieniężnych na rzecz Skarbu Państwa. Przestępcy będą uczestniczyć w kosztach swojego utrzymania już w trakcie odbywania kary. Mniej będą musieli płacić ci, którzy zdecydują się na nieodpłatną pracę w trakcie odbywania kary.

- Miesięczne utrzymanie więźnia wynosi obecnie 1700 zł. Wliczone jest w to wyżywienie, leki, media, remonty, płace służby więziennej - mówi Luiza Sałapa z Centralnego Zarządu Służby Więziennej.

Jednak problem polega na tym, z czego tak naprawdę mieliby płacić skazani, którzy np. pracują w trakcie odbywania kary.

- Skazany taki zarabia 468 zł brutto. Opłaca z tego m.in. obowiązkowe ubezpieczenie społeczne, 20 proc. jest ściągane na fundusz pomocy postpenitencjarnej. Po odliczeniu wszystkiego suma, która pozostaje, wynosi 144 zł - mówi Luiza Sałapa.

- Z tego 72 zł jest gromadzone na tzw. kasie żelaznej - te pieniądze są wypłacane przy wyjściu z zakładu karnego. Pozostałe 72 zł pozostaje mu na jego potrzeby - dodaje.

Nie wiadomo, w jaki sposób więzień z pozostałych mu pieniędzy mógłby pokryć koszty swojego pobytu w zakładzie.

Skarbówka zastąpi komornika

Jeżeli skazany nie będzie chciał spłacić zadłużenia dobrowolnie, wyegzekwuje je urząd skarbowy. W sytuacji, gdy natychmiastowe ściągnięcie wierzytelności pociągnęłoby dla skazanego lub jego rodziny zbyt ciężkie skutki, dopuszczalne będzie rozłożenie płatności na raty. Spłata tych rat nie będzie mogła przekroczyć okresu trzech lat.

Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje także, aby egzekucją orzeczonych grzywien oraz kosztów sądowych zajmowali się nie jak obecnie komornicy, ale urzędy skarbowe. Sąd kierujący orzeczenie do wykonania będzie musiał przesyłać naczelnikowi urzędu skarbowego informacje dotyczące osoby dłużnika. Obecnie urząd skarbowy prowadzi egzekucję w przypadku orzeczenia przepadku mienia oraz nawiązki na rzecz Skarbu Państwa. Zakres działania urzędu skarbowego objąłby teraz wezwanie dłużnika do zapłaty grzywny i należności po otrzymaniu orzeczenia sądu, rozkładanie na raty grzywny i należności sądowych, prowadzenie egzekucji według przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, a także informowanie sądu o wykonaniu orzeczenia albo występowanie o zamianę grzywny na formy zastępcze lub jej umorzenie.

Bożena Szewczyk, p.o. naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa - Praga zaznacza, że już w tej chwili urzędy mają dużo pracy.

- Każda dodatkowa sprawa będzie wymagała reorganizacji naszej pracy. Dzisiaj trudno jest powiedzieć, jak taka reorganizacja miałaby wyglądać. Sądzę, że przygotowanie się do wykonywania tylu nowych obowiązków wymagać będzie nie tylko czasu, ale i pomocy od organów nadrzędnych, np. Ministerstwa Finansów - mówi Bożena Szewczyk.

Zdaniem resortu przekazanie egzekucji grzywien urzędom skarbowym, jako wyspecjalizowanej instytucji, pozwoli znacznie zwiększyć efektywność w ściąganiu należności sądowych. Zmiany mają poprawić nie tylko ściągalność orzekanych kar majątkowych, ale również odciążyć komorników.